W okopach wojennych

www.przystanekjezus.pl

Stopniowo odkrywałem, że nasze życie na ziemi nie jest zabawą w piaskownicy, tylko nieustanną duchową walką. Będąc tam, odnosiłem wrażenie, że kościół parafialny, przy którym mieszkaliśmy, był centrum dowodzenia i szkolenia wojennego, a nasze namioty koszarami. Na polach woodstockowych walczyliśmy o dusze ludzi, którzy giną z powodu braku osobistej relacji z Jezusem – z jednej strony alkohol, seks, hedonizm, krysznowcy, a z drugiej strony my mówiący o jedynej drodze do Boga. 

JAN GRZYBOWSKI

 

 

Jadąc na Przystanek Jezus, nie wiedziałem czego tak do końca powinienem się spodziewać. Moja wiedza kończyła się na tym, że jest to inicjatywa ewangelizacyjna odbywająca się przy Przystanku Woodstock, w której warto wziąć udział. Aczkolwiek to, co zobaczyłem i to, czego doświadczyłem będąc tam i ewangelizując woodstockowiczów, przerosło moje najśmielsze oczekiwania.

Trzy pierwsze dni były przygotowaniem nas-przystankowiczów do ewangelizacji, czyli mówienia innym o Jezusie i o Jego przemieniającej miłości. Najbardziej poruszyły mnie nie świetnie przygotowane konferencje, kazania i szkolenia ewangelizacyjne, ale msze św. i jedność nas wszystkich w uwielbianie Boga. Uczestniczenie w nabożeństwach, gdzie kilkaset osób prawdziwie wierzących w Jezusa wielbi Go całym sobą i pragnie Go całym swoim jestestwem, nie tylko pokazało mi, że w Polsce jest wielu katolików pragnących opowiadać innym o Jezusie, ale również napawało moją duszę nieopisaną radością i chęcią poznawania Boga.

Codzienna Eucharystia i wspólne wielbienie Boga były istotne i potrzebne, ale najważniejsza i najbardziej budująca, choć jednocześnie i niezwykle ciężka, była ewangelizacja. Stopniowo odkrywałem, że nasze życie na ziemi nie jest zabawą w piaskownicy, tylko nieustanną duchową walką. Będąc tam, odnosiłem wrażenie, że kościół parafialny, przy którym mieszkaliśmy, był centrum dowodzenia i szkolenia wojennego, a nasze namioty koszarami. Tam opanowywaliśmy taktykę wojenną oraz uzbrajaliśmy się w prawdę, sprawiedliwość, gotowość głoszenia dobrej nowiny o pokoju, wiarę, pewność zbawienia oraz w Słowo Boże. Na polach woodstockowych walczyliśmy o dusze ludzi, którzy giną z powodu braku osobistej relacji z Jezusem. Z jednej strony alkohol, seks, hedonizm, krysznowcy, a z drugiej strony my mówiący o jedynej drodze do Boga.

Rozmawiając z wieloma ludźmi przekonałem się, że są bardzo otwarci i chętni do rozmów m. in. o Bogu. W większości z nich widziałem zagubienie i pragnienie szukania czegoś więcej. Moim zdaniem był to głód, ogromny głód poznania Boga, z czego niestety przeważająca część z nich nie zdaje sobie sprawy. Mówienie im o osobistej relacji z Jezusem i płynącej z niej pewności życia wiecznego przynosiło mi wiele radości, ale rozmowy były też niezwykle wyczerpujące psychicznie. Obciążającym dla mojego ducha było rozmawianie z ludźmi osamotnionymi, uzależnionymi od alkoholu albo narkotyków – mieli złamane życie, ale zazwyczaj nie chcieli się do tego przyznać.

Pobyt na Przystanku Jezus był dla mnie owocnym czasem. Moja wiara została tam podbudowana oraz nauczyłem się bardziej ufać Bogu i polegać na mocy Ducha Świętego. Przekonałem się, że mówienie innym o Jezusie i o tym jak On i Jego miłość mnie zmieniają nie jest przede wszystkim obowiązkiem, tylko nieopisaną radością i przywilejem. Zrozumiałem również, że tak, jak ważne jest uczestniczenie w różnego rodzaju inicjatywach ewangelizacyjnych, tak stokroć ważniejsze jest świadczenie i mówienie o Jezusie w codziennym życiu wśród znajomych i przyjaciół.

WordPress Gallery Plugin