Bez szabli, bez sztandaru, po prostu – dementi

fot. Weronika Gurdek

Dobrze jest dementować wszelkie fałszywe pojęcia na temat własnej wiary, na temat Boga, na temat medialnego wizerunku tzw. chrześcijańskiej radykalności.

O bieżących planach 2 TM 2,3 z LITZĄ rozmawiają WERONIKA GURDEK i NIKODEM POSPIESZALSKI

 

 

 

 

 

Doszły nas słuchy, że zespół 2 Tm 2,3 szykuje się już do wielkopostnej trasy koncertowej. Jakby tego było mało na wiosnę wydana zostanie płyta związana z tą trasą – studyjna płyta akustyczna. Jakie utwory zostały nagrane? Czy to są utwory grane już na koncertach?

Wszystkie akustyczne trasy były do tej pory do siebie podobne. Wciąż ten sam repertuar. Pewnym urozmaiceniem były solowe kompozycje Tomka, Maleo i Andżeliki, dlatego postanowiliśmy nagrać płytę, żeby wielkopostna trasa w 2008 roku wypełniona była nowymi, naszymi utworami. Jesteśmy w trakcie nagrywania, mamy już piętnaście piosenek i jeszcze widzę, że jest kilka, także będzie z czego wybierać.

Ale czy to są akustyczne wersje utworów, które są na czadowych płytach, czy są to w ogóle inne utwory?

Nie… To znaczy zdarza się, że to są stare kawałki, np. „Psalm 40”, „Łania”… Ale poza tym to są nowe piosenki. Kilkanaście nowych kompozycji, zupełnie nowych, które są owocem wspólnej pracy w studio.

A coś z „888”?

Nie, nie, to są zupełnie osobne kompozycje. Po płycie „888” myśleliśmy, że nic nowego się nie uda zrobić, ale to, co do tej pory nagraliśmy, zdumiewa nowością. Tak jeszcze nie brzmieliśmy. To odkrywanie miejsc w muzyce gdzie jeszcze nie byliśmy.

Macie już tytuł płyty?

Chcemy nazwać tę płytę „Dementi”. Ja sobie myślę tak… Dobrze jest dementować wszelkie fałszywe pojęcia na temat wiary, na temat Boga, na temat mojej chrześcijańskiej radykalności… „Dementi” – pasuje naprawdę do wielu sytuacji. Chociażby do takiej: często tak zwany „muzyk chrześcijański” jest kojarzony z kimś pokornym, posłusznym, takim zawsze sympatycznym. Tymczasem w zespole 2 Tm 2,3 takich ludzi nie widzę! Kiedyś jeszcze myśleliśmy, że może Marcin Pospieszalski albo Mikołaj jest taki pokorny, ale też okazuje się, że są grzesznikami jak my (śmiech). W ustach jakiegoś nawiedzonego, wielkiego „chrześcijanina”, o którym nie wiadomo co piszą w gazetach, psalmy są jak taki sztandar wyszyty złotą nitką, a w drugiej ręce szabla, żeby ciąć tych, co się jeszcze nie nawrócili… Dlatego dobrze jest ten obraz dementować! Jesteśmy naprawdę ludźmi słabymi. Dlaczego tylko niektórzy ze środowiska rockowego są dzisiaj w Kościele? Bo my byliśmy najgorsi! Ja myślę, że reszta z zespołu się ze mną zgodzi, że tak mówię, ale czujemy się naprawdę słabi. Wierzymy jednak i mamy nadzieję, że Pan Bóg ze zła robi dobro, ze śmierci wyprowadza życie. Słowo „dementi” często mi się w ciągu dnia „wyświetla”: trzeba robić „dementi”, człowiek robi „dementi”… Co jest naprawdę w moim życiu na pierwszym miejscu? Bo idziesz ulicą lub buszujesz po internecie i jesteś atakowany przez różnego rodzaju rzeczy, jakaś czekolada na gorąco (prowadziliśmy rozmowę w pijalni belgijskich czekolad Mt. Blank w Galerii Krakowskiej, gdzie wcześniej Robert nam zamówił dwie pyszne gorące czekolady z bitą śmietaną), kosmetyki, gitary & okulary, dziewczyny… Co jest ważne w moim życiu, ale tak naprawdę? Shema Izrael? I co wybieram? No właśnie. Czas na – dementi.

Dlatego taka surowa muzyka? Wyraża ogołocenie z wszystkich wspaniałych, triumfalistycznych obrazów…

Dużo jest tęsknoty i nostalgii w tych nowych utworach. To nie jest smutek, ale jest taka tęsknota, takie: „Z głębokości wołam do Ciebie…” i to bardzo słychać.

A skąd w ogóle pomysł na akustyczną wersję czadowego zespołu?

Pierwszy pomysł na granie akustyczne podsunął nam znajomy ojciec paulin – Krzysztof Kowalski, z którym polecieliśmy w 2001 roku do Chicago, żeby z zespołem 2 Tm 2,3 towarzyszyć mu w czasie rekolekcji. Nasza muzyka się kompletnie nie nadawała jako muzyka liturgiczna albo taka, która byłaby ilustracją muzyczną do rekolekcji, więc on powiedział: „No to grajcie spokojniej, grajcie na akustycznych gitarach”. Tak się nam to spodobało, że potem pojawił się pomysł: „A może byśmy tak pograli?”. I właśnie w Wielkim Poście, kiedy nie ma innych koncertów, mogliśmy się spotkać i zagrać akustycznie. To był taki pierwszy sygnał, że można coś takiego robić. Potem ruszyliśmy na pierwsze trasy akustyczne i rejestrowaliśmy każdy koncert. Jadąc na następny – odsłuchiwaliśmy co poprzedniego dnia było grane. Każdy wyłuskiwał swoje najlepsze fragmenty, a to co było słabe wyrzucaliśmy. Tak powstała pierwsza akustyczna płyta „Propaganda Dei”, czyli zapis „live” koncertu. Stwierdziliśmy, że to nawet fajnie brzmi, że ten zespół ma też oblicze akustyczne. To bliskie człowiekowi: czasami jest szybki sprint, a czasem chce się usiąść i zastanowić.

A propos „Propagandy…”: czy nowa płyta też będzie taka długa? 2 Tm 2,3 kojarzy mi się z długimi akustycznymi koncertami i z długim akustycznym albumem „Propaganda Dei”. Podtrzymacie tradycję?

Wiesz co, ja Ci coś powiem… Nasz zespół to jest takie stworzenie, które jak się spotka w studio, to wspólnymi pomysłami robimy codziennie parę nowych kompozycji i to tak, że jesteśmy z tego zadowoleni. Teraz zobacz – spotkaliśmy się dosłownie na cztery dni i mamy piętnaście kawałków, więc nie wiadomo jak to się skończy. Pozostaje jeszcze praca nad odpowiednim doborem tekstów, a to już nie jest takie łatwe.

A czy w nowym projekcie nie widzicie możliwości wykorzystania niekonwencjonalnych środków wyrazu, których się jeszcze powszechnie nie stosuje, a które gdzieś tam się rodzą – czy przy pracy, czy z różnych inspiracji muzycznych?

Wydaje mi się, że jesteśmy zespołem, który nie musi na siłę odkrywać czegoś nowego, raczej chcemy w taki emocjonalny sposób wyrazić to, co przeżywamy duchowo. To na naszych płytach jest słyszalne. Każda płyta powstawała w pewnym momencie naszej drogi, naszych kroków w Kościele. To jest dla nas ważniejsze niż eksperymenty muzyczne. Oczywiście, już sam skład jest ogromnym eksperymentem. Dla mnie niezwykłe jest granie z kwartetem smyczkowym, granie na siedząco… Ekstremalny sport i szkoła pokory. Granie czadowe wiąże się z ogromną pracą na instrumencie, z graniem skomplikowanym, z perfekcyjnym wykonaniem. A tutaj podczas akustycznego koncertu, żeby robić miejsce innym instrumentalistom, czasem trzeba grać jeden dźwięk… Jest to czasami bardzo trudne. I wtedy co? Pozostaje tylko wchodzić w ten tekst, zagłębiać się, szukać i odnosić do własnego życia.

Myślisz, że wasz zespół ma dwie publiczności? Taką, która przychodzi na czadowe koncerty i taką, która przychodzi na akustyczne?

Wiesz co, ja bym powiedział, że ci, którzy nas słuchają tworzą taką załogę. Są tacy, którzy przychodzą na te i na te koncerty. Nie dzieliłbym tak, że młodsi przychodzą na ostre granie, a starsi na spokojne, różnie to bywa. Wiele razy byłem zaskakiwany. Moje dzieciaki na przykład bardzo lubią wersje akustyczne.

Czy wersja studyjna nowych utworów będzie się bardzo różnić od wersji koncertowej? Jakieś niespodzianki brzmieniowe, stylistyczne?

Na pewno koncert kojarzy się z dużym pogłosem. W studiu ta muzyka nabiera innego wymiaru. Dźwięk jest bliższy i bardziej prawdziwy, bardziej „do ucha”. Na tej płycie będzie dużo gitar, które były tylko pilotami. Pilot to jest taki instrument, który pomaga perkusiście w czasie kiedy nagrywa. I my siedzieliśmy z Drężmakiem i Kmietą w reżyserce, a Stopa nagrywał perkusję w innym pomieszczeniu i nas słyszał. Kiedy próbowaliśmy podmienić te piloty na normalne gitary, wiele razy okazywało się, że piloty są lepsze, że mają swój charakter, swój klimat, swoje brzmienie, którego już się nie da uzyskać. Nowe na pewno będą cymbały na których Marcin gra tajemnicze dźwięki. Zamieniliśmy też syntetyczne instrumenty perkusyjne z DDrama na prawdziwe i naturalne. Bywają momenty, że Beata wygrywa na nich normalne melodie.

Kiedy premiera płyty?

Prapremiera odbędzie się podczas trasy koncertowej, która liczy 17 – 18 występów w całej Polsce. Rozpoczynamy już 24 lutego, a kończymy w Wielkim Tygodniu. Zapraszam na naszą stronę www. Dopiero po trasie „Dementi” trafi do sklepów. Planujemy też koncert telewizyjny w Teatrze Wielkim w Poznaniu. Już dziś zapraszam na koncerty!

Od pięciu lat zespół 2 Tm 2,3 czas Wielkiego Postu ma wypełniony koncertami akustycznymi. Skład, który grał te koncerty zmieniał się. Dopiero po koncercie „Pokolenie JPII” w krakowskim studiu TVP w Łęgu skład się ustalił. Są to: Tomasz Budzyński i Andżelika Korszyńska-Górny – śpiew; Darek Malejonek – śpiew, gitara, na perkusji gra Piotr „Stopa” Żyżelewicz; teraz na tej płycie i na koncertach będzie grała na zestawie perkusyjnym także Beata Polak, a na gitarze basowej oczywiście Krzysztof Kmieta; na gitarach Robert Friedrich, Robert Drężek, Tomasz Budzyński. Brzmienie zespołu wzbogaca kwartet smyczkowy, który przygotowuje i prowadzi Marcin Pospieszalski wraz z synem Mikołajem. Kwartet gra w składzie: Mikołaj Pospieszalski – I skrzypce, Tomasz Sroczyński – II skrzypce, Wojciech Wierzba – altówka i Mateusz Smołka – wiolonczela. Marcin Pospieszalski zagra na nowym instrumencie – cymbałach. Grupie towarzyszy również sekcja dęta. Są to trzy osoby: Mateusz Pospieszalski, gra na saksofonach i fujarkach, Marek Pospieszalski (jego syn) – także na saksofonach oraz Mikołaj Pawlak, który gra na flecie. Informacje o trasie koncertowej na bieżąco na RUaH.pl.