Z Archiwum Y: Schmaletz

Treściwie o mnie, bo szybkie są czasy, a i percepcja krótka:

 

HISTORIA

Piszę piosenki od kilkunastu lat. Ponieważ bliżej mi (mam nadzieję) do średniowiecznych rzemieślników, niż do romantycznych artystów – założyłem sobie, że będę pisał conajmniej jedną piosenkę miesięcznie. Rocznie powstaje średnio 16 piosenek i jedna płyta. Brzmi to trochę matematycznie i zimno – trudno. Piosenek nie liczyłem – jest pewnie kilkaset. Płyt kompaktowych jest pięć plus muzyka do różnych produkcji telewizyjnych, plus maxi singiel, plus kilka płyt wydanych na kasetach (bardzo śladowe nakłady).

NAZWA

Nazwa „Schmaletz” nie ma żadnego sensu. Ktoś mnie tak kiedyś nazwał i wcale nie chodziło o pieniądze…

PRZESŁANIE I MISJA

Sorry (?) – ale brak. Piszę to co chcę. Myślę, że mentalnie to mieszczę się od depresji, przez dystans, do spokoju. (Ale to chyba każdy tak ma.)

GATUNEK MUZYCZNY

Podobnie jak z punktem poprzednim – miotam się chyba po skrajnościach. Od zimnego, bezosobowego electro, przez punk, pokręconą elektronikę, do (co tu owijać) poezji śpiewanej.

DOKONANIA

Tu zazwyczaj pada coś w stylu: „…drugie miejsce na przeglądzie piosenki ambitnej we Włocławku, nagroda dla najlepszego gitarzysty na Festiwalu w Domu Kultury w Zielonej Górze oraz dwie emisje utworu „Pokażę Ci moje serce” w lokalnym radiu”. Darujcie złośliwość – nic nie napiszę.

PLANY NA PRZYSZŁOŚĆ

Zamierzam kontynuować zasadę: jeden miesiąc = jedna piosenka.