
Upokorzony Naaman siedem razy zanurzył się w mętnych wodach Jordanu, „a jego ciało na powrót stało się jak ciało małego dziecka”. Uradowany zakrzyknął: „Oto przekonałem się, że na całej ziemi nie ma Boga poza Izraelem! A teraz zechciej przyjąć dar wdzięczności od twego sługi!”
Marcin Jaki? Mowicz
I tu zaczyna się problem… Jak łatwo w takiej chwili przypisać sobie chwałę. Przecież nawet sam król izraelski bezradnie rozdarł szaty. Wydawało się, że sytuacja jest beznadziejna. Na szczęście w Izraelu żył mąż Boży. Prorok musiał przejść solidną lekcję pokory skoro zamiast przypisywać sobie chwałę i odebrać wynagrodzenie zawołał: „Na życie Pana, przed którego obliczem stoję – nie wezmę!”.
Znajomy zakonnik pojechał kiedyś na drugi koniec Polski, by głosić rekolekcje (bardzo często zapraszano go w różne miejsca). Skończył ostatnią homilię, ludzie wyszli z kościoła i nagle zorientował się, że został w nim sam, jak palec. Organizatorzy… zapomnieli mu zapłacić. Oficjalnie głosił Dobrą Nowinę o zbawieniu za darmo, sporo mówił o ciemnej nocy, ubóstwie i upokorzeniach, ale teraz, gdy został na lodzie, coś w nim pękło. Ta sytuacja bardzo wiele powiedziała mu o tym, co naprawdę siedzi w jego sercu. Skąd się w nim wzięło tyle gniewu?
