– Dobra walka, dobra walka, nie mogę mieć dzieci, dobra walka, jestem samotna – kobieta w bokserskich rękawicach wymierza przed siebie kolejne ciosy. Ociera pot, a milczący Jezus odbiera z jej rąk rękawice i zawiesza je na ramieniu stojącego obok krzyża.
JUSTYNA MORAWSKA
W tej Krzyżowej Drodze znajduję Cyrenejczyka, płaczące niewiasty, krzyczący tłum. Nie widzę cierpiącego Chrystusa, widzę cierpiące kobiety – buissneswoman w futrze, zmęczoną matkę przygotowującą kolację, kontuzjowaną baletnicę.
Kim są bohaterki przedstawienia – kobiety Jezusa? Oto samotne egoistki, karierowiczki z pełną głową i pustym sercem. Porzucone żony, opuszczone matki, sfrustrowane nauczycielki. Zrozpaczone, nieatrakcyjne, niekochane i niepotrafiące kochać. Skazane na wypełnianie czyichś ambicji, zmagające się z własną słabością. Głęboko zranione, zagubione w rodzinach lub w samotności. Żałosne i przerażające jednocześnie. Wzdrygam się na widok tego upośledzenia. Nie wiem, co porusza mnie bardziej – odkrycie prawdy o współczesnych kobietach, czy ukłucie prawdy o sobie. Kobiety symbolicznie krzyżują same siebie, zarzucając na drewniane belki znienawidzone atrybuty: baletki i szkolny podręcznik. Słabe i niewidzące – nie każda ostatecznie decyduje się zerwać z oczu ciemną opaskę, aby dostrzec nową jakość swojego życia – z Jezusem.
Misterium wielkopostne u Kapucynów to oferta niebanalna, atrakcyjna i… kłopotliwa. Godzinna sesja psychoterapeutyczna pod dyktando serca i sumienia – niebezpiecznie, nie mogę się ukryć. Klasyczne tematy pasyjne ubrane w efektowną formę dramy stanowią znakomity punkt wyjścia do refleksji nad własną kondycją w Bożym świetle. Brak komentarza, choć chwilami pozostawia mnie zagubioną i bezradną, otwiera możliwość głębszego namysłu i rodzi pytania. To zaleta, nie lubię przegadanych widowisk.
Sceniczna droga krzyżowa – tak nazwali ją członkowie wspólnoty – uderza prostotą scenografii i siłą wyrazu gry aktorskiej dziewcząt, tym bardziej, że żadna z nich nie jest zawodową aktorką. Niewątpliwy atut stanowi oprawa muzyczna spektaklu – bardzo jazzowo, bardzo rockowo. Oryginalnemu wykonaniu „Któryś za nas cierpiał rany” towarzyszy łkanie elektrycznej gitary i echo bongosów.
Jednym spojrzeniem ogarniam blondynkę w zielonym berecie, Ankę z politologii, Dorotę z Agnieszką, Małą z pierwszej ławki, panią Teresę. Kobiety Jezusa. Wierne, mądre, dyskretne, prawe, delikatne. Współczesna Sara, Rebeka, Rachela, Judyta, Es tera…
Gasną światła, aktorzy porządkują prezbiterium i zbierają rekwizyty, ławki pustoszeją. W dłoni ściskam otrzymany przed wejściem do kościoła kamyk. Kto jest bez winy, niech rzuci pierwszy.
Spotkanie odbyło się 7 marca br.
Drogę Krzyżową przygotowała wspólnota Alternatywni (www.alternatywni.kdm.pl), zgromadzona przy klasztorze Braci Mniejszych Kapucynów w Krakowie.
