Sporo widziałem

Czy mam odwagę wetknąć ręce w Jego bok i, co najważniejsze, zauważyć, że moje niewielkie zranienia przypominają rany samego Boga? Zmartwychwstały Bóg przyszedł do swych uczniów zraniony. Co chce mi przez to powiedzieć?

Marcin Jakimowicz

Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli.

Gdy w czasie modlitwy otwarły mi się biblijne słowa: „Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno w worze i w popiele by się nawróciły”, wystraszyłem się. Dlaczego? Bo sporo już w życiu widziałem. Sparaliżowani ludzie wstawali z wózków inwalidzkich, przyjaciele zostali wyciągnięci z sideł okultyzmu i wschodnich duchowości, zamknięte na cztery spusty (jak uczniowie w dzisiejszej ewangelii) osoby otwierały się na Jezusa przychodzącego mimo zamkniętych drzwi.

Sporo widziałem. Rozmawiałem z setkami świadków: ze schowanymi za kratami swych monasterów mniszkami, którym błyszczały oczy, z młodziutkimi wspólnotami, w których widać było jak na dłoni uzdrawiające działanie Ducha.

Sporo widziałem. Nie widziałem samego Jezusa. Wyobrażam Go sobie, spoglądając na ikony, czy obraz miłosierdzia.
Czy mam odwagę wetknąć ręce w Jego bok i, co najważniejsze, zauważyć, że moje niewielkie zranienia przypominają rany samego Boga? Zmartwychwstały Bóg przyszedł do swych uczniów zraniony. Co chce mi przez to powiedzieć?