Nagle, w jednej chwili lunął deszcz. Ogromna ulewa. Wszyscy, którzy stali gdzieś na obrzeżach, pod murami, w momencie znaleźli się pod dachem. Bliżej Najświętszego Sakramentu. Zapadła cisza i zrobiło się zupełnie ciemno. Słychać było tylko deszcz, deszcz łask Bożych. Nawet organizatorzy nie przewidzieli takich efektów specjalnych.
O XV Spotkaniu Młodych w Wołczynie pisze Jan Grochocki
Za każdym razem spotkaniu towarzyszy konkretny temat. Tym razem wszystko kręciło się wokół sakramentu chrztu. „Zalogowani w Jezusie” – to główne hasło. Pozostałe słowa-klucze też niczego sobie: login i password, czyli imię; system czyli wiara; error i reset czyli grzech i pojednanie; upgrade czyli stary i nowy człowiek; user friendly czyli wspólnota Kościoła i na koniec forever czyli rozesłanie. Brzmi nieźle.
Jak tu nie zasnąć?
Półtora godzinne konferencje odbywają się dwa razy dziennie. I jak tu nie zasnąć? Znalazł na to sposób br. Paweł Teperski. Lekkość wypowiedzi, humor i pomoc dwójki aktorów sprawiły, że wraz z upływem c zasu słuchaczy przybywało. O tym, że „kapucyńska” młodzież słucha przekonali się także Wilhelm, Maciek i Kamel – „faceci po przejściach”, którzy do Wołczyna przyjechali podzielić się swoim świadectwem. Każdy z nich miał inną historię. Każdy był autentyczny i mówił z serc – i do serc, które niejednokrotnie borykają się z podobnymi problemami. Do Kamela po konferencji ustawia się długa kolejka. Marcin Jakimowicz i Grzegorz Bociański podjęli temat uzdrowienia przez wspólnotę. – To najgorszy temat. Co ja mogę powiedzieć? Wspólnota demaskuje wszystkie moje maski – „żalił się” Marcin. Świadectwa życia robiły na uczestnikach największe wrażanie. Dlatego podczas całego spotkania niemal codziennie ktoś inny opowiadał swoją historię.
Po konferencji był czas na rozmowę w grupach. Nie w grupach znajomych. To byłoby za proste. Usiąść wśród swoich i klepać się plecach. Nic z tego. Chodzi o grupy dzielenia – małe wspólnoty, z animatorem, zainicjowane specjalnie na spotkanie. W notatniku, który otrzymał każdy uczestnik, były postawione pytania. W czasie grup dzielenia szukano na nie odpowiedzi – razem lub indywidualnie. Takie mini-laboratorium wiary. Można posłuchać innych, ale i usłyszeć siebie. Zobaczyć swoją wiarę zupełnie w innym świetle.
Koncert koncertowi…
Koniec dnia to czas na muzykę. I tutaj program nie zawiódł. Repertuar dobrano tak, aby każdy znalazł coś dla siebie. Od folku w wykonaniu ukraińskiego zespołu Kana, przez soul New Life 'm i reggae Pajujo do rocka Triquetry. Jednak koncert koncertowi nierówny. – Zagraliśmy dziś jeden z najlepszych koncertów w naszej historii – relacjonowali muzycy New Life 'm. Do wspólnego grania zaprosili Mate.O. Nie wiadomo kiedy koncert NL’m przerodził się w uwielbienie. Zdawało się nie mieć końca – zarówno w czasie, jak i samej łasce. Gdy koncert dobiegł końca, aż trudno było uwierzyć, że trwał dwie godziny.
W piątek nastąpił nieco mniej udany moment „Wołczyna” – występ zespołu Perfect. Choć stronie muzycznej koncertu niewiele można było zarzucić, to jednak zachowanie zespołu mocno odbiegało od charakteru spotkania. Tutaj na gwiazdorstwo nie ma miejsca. Obecność zespołu w rozpisce wzbudzała kontrowersje jeszcze na długo przed dniem występu. – Myślałem, że to jakiś inny Perfect, bo jakoś trudno było mi sobie wyobrazić TEN Perfect w Wołczynie – dzieli się jeden uczestników. I nie jest odosobniony.
Trudno powiedzieć, co motywowało braci kapucynów do zaproszenia Perfectu: chęć „sprezentowania” uczestnikom znanego zespołu czy też chęć zbliżenia zespołu do środowiska chrześcijańskiego… Tak czy inaczej, efekt nie był do końca zadowalający. Na szczęście był to właściwie jedyny słaby punkt wołczyńskiego spotkania.
Jeszcze tego samego wieczoru swój występ miał zespół złożony z samych braci! KapBand, bo o nim mowa, gra swoje wersje znanych przebojów zespołów, takich jak Deep Purple, Nirvana, Bajm, utworów Mieczysława Fogga, czy też piosenek, które są aktualnie „na topie” („Jożina z Wołczin”). Bracia do wszystkich tych utworów napisali nowe teksty. Koncert KapBandu wzbudził największy aplauz publiczności.
Efekty specjalne
Środowy wieczór przeznaczony był na spowiedź. W centrum amfiteatru wystawiono Najświętszy Sakrament. Najbardziej przejmującą częścią nabożeństwa było wezwanie do przebaczania. Po nabożeństwie schola wołczyńska i bracia kapucyni zagrali koncert uwielbieniowy. I właśnie w połowie koncertu stała się rzecz niezwykła. Nagle, w jednej chwili, lunął deszcz. Ogromna ulewa. Wszyscy, którzy stali gdzieś na obrzeżach, pod murami, w jednym momencie znaleźli się pod dachem. Bliżej Najświętszego Sakramentu. Pan Jezus znalazł sposób, żeby przyciągnąć wszystkich do siebie. Tylko niektórzy spowiadający się zostali tam, gdzie byli. Spowiedź była dla nich, dosłownie, opłukaniem z win. Akustycy i oświetleniowcy wyłączyli cały sprzęt. Zapadła cisza i zrobiło się zupełnie ciemno. Słychać było tylko deszcz, deszcz łask Bożych. Niesamowite duchowe przeżycie. Nawet organizatorzy nie przewidzieli takich efektów specjalnych.
Choć nie można powiedzieć, że się nie starali. Tematem całego spotkania był chrzest. Dlatego w czwartek każdy z uczestników przeszedł przez wielką chrzcielnicę. Wszyscy mogli odnowić swój chrzest, doświadczyć go na nowo. Na końcu każdy otrzymał białe szaty. Zalogowanie w Jezusie okazało się nie tylko sloganem – dwa dni później odbył się prawdziwy chrzest – ostatniego dnia spotkania sakrament ten przyjmowała dorosła osoba. Nowy człowiek, złączony z Jezusem i jego Kościołem. Kto jeszcze wątpi, że dzieją się cuda?





