Fight and faith

Imagine me. Przy tym teledysku można tylko płakać, płakać i płakać… Nieuleczalna choroba, kalectwo, gwałt, przemoc i wykorzystywanie seksualne. Najgorsze rzeczy, które mogą nas spotkać. Ale też takie, o których się nie mówi. Wstydliwe. Traumatyczne. Takie, które spycha się głęboko, które się wypiera, odrzuca. Takie, które doprowadzają do łez, pogardzania sobą i nieprzebaczenia. Te tematy nie pojawiają się w pieśniach uwielbienia. Nie pojawiają się w muzyce gospel. Nie pojawiają się także w komercyjnej muzyce pop.

O Kirku Franklinie pisze Katarzyna Cudzich

Ciemna dolina

Ten teledysk może więc wzbudzić kontrowersje. Ale jakie to spłycenie! Jakie odarcie! Bo utwory Kirka Franklina nie budzą kontrowersji. One budzą emocje – z uśpienia. Wyciągają z ciemności na światło dzienne. Wyrywają z podświadomości, w której bezpiecznie się gnieżdżą, czyniąc największe szkody. Piosenki Kirka Franklina to nie tylko modlitwa, uwielbienie, świadectwo życia. To także terapia. – Niejednokrotnie ta muzyka sprawiała, że zwracałam się do Boga – dzieli się Marta Bizub, chórzystka „Kraków Gospel Choir” – a teksty, pod którymi obiema rękami mogę się podpisać, pomagały mi przetrwać „ciemną dolinę”.

Przetrwać „ciemną dolinę” poprzez odnalezienie w tekstach siebie. Z nich przebija Obecność Boża. Są mocne i piękne zarazem. – Moja droga do Kirka biegła od słów do muzyki – opowiada Lea Kjeldsen, dyrygentka „Kraków Gospel Choir”. – Kiedy czytałam teksty, robiły na mnie ogromne wrażenie. Naprawdę są genialne!

Nie ma ściemniania, udawania, robienia słodkich min i podnoszenia rączek w górę. Jest za to: „little child with no father”, „man that doesn’t have a place to stay”, „little boy living with AIDS” (Lean On Me). Prawda odarta z pięknych słów. Tak, jak jest naprawdę. A i tak jest pięknie. Można się cieszyć pomimo wszystko: „I never knew I could be so happy!” (Brighter day). Ponad tym jest Jezus Chrystus. Kiedy Kirk nawołuje: „Let me hear you make some holy ghost crazy noise” (Hosanna), to faktycznie pragnie hałasu! Szaleństwa na chwałę Bożą!

Żywioł. Energia. Dynamizm. Nie ma użalania się nad sobą. Owszem – płakać, ale potem wstać i śpiewać. Chociaż jest grzech, samotność, to z tego wszystkiego Bóg wyprowadza i nie trzeba na nowo „czytać już tej strony” („I don’t have to read that page again”, Imagine Me).

Integracja

To nie tylko puste słowa. To świadectwo życia. – Najbardziej przekonuje mnie to, że Kirk jest autentyczny – kontynuuje Lea Kjeldsen. – Integralność życia i tego, o czym śpiewa. W wieku czterech lat Kirka opuściła matka („My mama gave me up when I was four years old”, Let It Go). Wychowywała go ciotka, która sprzedawała puszki, by zarobić na jego utrzymanie. Żeniąc się, miał już syna z poprzedniego związku, podobnie jak jego żona. Zespół „The Family”, z którym rozpoczynał swą drogę muzyczną, po latach współpracy wytoczył mu proces.

To nie jest opis łatwego życia w dobrobycie. On wie, co mówi, gdy woła: bez względu na to, co mówiła twoja matka, czy zrobił twój ojciec! (Imagine Me). Najnowsza płyta nosi tytuł „The Fight of My Life”. Reklamy przedstawiają Kirka jako boksera. Musi walczyć. Wśród jego doświadczeń można też odnaleźć walkę z przemocą wśród młodzieży, walkę z pornografią… Fight and faith jednym słowem.

Kirk Franklin – artysta czy chrześcijanin? – W tym wypadku pierwsze nie istnieje bez drugiego! – tłumaczy Marta Bizub. – Gdyby nie jego chrześcijaństwo, jego doświadczenie Bożej miłości, dającej radość i wolność, nie byłby z pewnością takim artystą, jakim jest. To jest ta integralność, o której wspominała Lea. – Widać zaangażowanie w tym co robi, to, że jest to prawdziwe. Można przecież być złym człowiekiem, a świetnym muzykiem – zauważa Konrad Basiuk, basista (m. in. Chóru Joyful Voice) oraz współtwórca nowego projektu – PuLover, czerpiącego z r’n’b. Można. Ale to jest fenomen: nie dość, że wspaniały człowiek, to jeszcze świetny muzyk.

5 nagród Grammy za płyty: „Whatcha Lookin’ 4” (1997), „God’s Property” (1998), „The Nu Nation Project” (1999), a także za wspomnianą piosenkę Imagine Me i płytę „Hero” (2006). 13 milionów płyt sprzedanych na całym świecie. Ta muzyka to prawdziwe zawodowstwo. Jej wielopoziomowość, wielowarstwowość i bogactwo, które niesie – to mistrzostwo świata. – Muzyka jest dopracowana w każdym szczególe, przez co nie może pozostać niezauważona nawet przez osoby niezgadzające się z jego tekstami – twierdzi Marta. – Po prostu genialnie przygotowany projekt – dodaje Lea.

Stan(y) w Polsce

Jednakże nie jest to muzyka łatwa. By ją zrozumieć, trzeba oddać jej się całym sobą. To nie muzyka do słuchania przy robieniu obiadu. Zagłębić, wniknąć i zachwycić się. Jedynie to można zrobić. – Nie jest to gospel w tradycyjnym rozumieniu. Pojawia się wiele elementów rozmaitych stylistyk, przede wszystkim r’n’b, ale nie tylko – mówi Konrad Basiuk. – To, co w tzw. świeckiej muzyce robi Timberland, słyszalne jest u Kirka: perkusja programowana, charakterystyczne „połamane rytmy”, wykorzystanie elektroniki, bogate instrumentarium…

Może w związku z tym koncert Kirka Franklina, który odbędzie się 11 września w Warszawie, to dobry sposób na ewangelizację? Przyciągnąć fanów muzyki r’n’b czy hip-hop? – Promujemy Kirka jako gwiazdę nie tylko muzyki gospel, ale i r’n’b, soul i hip-hop – odpowiada Hubert Sajda, jeden z organizatorów. – W związku z tym staramy się docierać także do mediów świeckich. Jednak niektóre media nie chcą być utożsamiane z muzyką chrześcijańską i wartościami przez nią prezentowanymi, więc odmawiają współpracy. Ponadto sprzedaż biletów pokazuje, że na koncercie zjawią się głównie fani muzyki gospel: – Dla mnie Kirk reprezentuje gospel – potw ierdza Marta. – Zawsze występuje chór i przede wszystkim są tam obecne chrześcijańskie treści i przesłanie.

Ale sprawa nie przedstawia się do końca tak różowo… – Jest bardzo dużo ludzi śpiewających w chórach, którzy nie wiedzą, kto to jest Kirk Franklin – stwierdza Lea. To niezwykłe. Ale prawdziwe. – Niestety Kirk w Polsce nie jest zbyt znany – zgadza się Hubert Sajda. Podobnie myśli Marta: – Zbyt wiele się o nim w mediach, przynajmniej polskich, nie mówi…

W Stanach jednak to czołowy artysta. – Ważne jest także to, że Kirk znany jest poza kręgami chrześcijańskimi – zauważa Lea. – Na przykład płyta „Hero” jest sprzedawana normalnie w „świeckich” sklepach w Stanach. – Poprzez rewelacyjną jakość tego, co robi, udaje mu się „przemycić” treści chrześcijańskie do mediów – uzupełnia Marta.

11 września

Organizatorzy są jednak dobrej myśli. – Mamy nadzieję, że taka sława jak Kirk Franklin pokaże Polsce, że gospel to wspaniała muzyka, którą warto śpiewać – przekonuje Hubert Sajda. O tym koncercie mówi się już od dawna. Reklama jest bardzo dobra. Na ten koncert po prostu się czeka. – To musi być wspaniałe doświadczyć tego na żywo. To nie zwykły koncert, ale całościowy projekt, rodzaj spektaklu – komentuje Lea.

Bardzo się cieszę z tego, że będę mogła uczestniczyć na żywo w wydarzeniu, w którym Bóg posługuje się jego osobą! – dzieli się Marta. – Dla mnie Kirk Franklin to fenomen, którego nie mogę pojąć. Ta muzyka przyprawia mnie o dreszcze, a teksty przenikają mnie na wskroś. Cenię Kirka Franklina za to, że nie obawia się mówić głośno o tym, o czym inni milczą. I że robi to na najwyższym poziomie: profesjonalnie, perfekcyjnie, spontanicznie i kreatywnie.