Skok do wody

Bardzo poruszyła mnie ewangelia, w której Piotr znający Jezusa od lat… nie rozpoznaje Go.

Marcin Jakimowicz

Wiele razy wydawało mi się, że złapałem Pana Boga za nogi. Tymczasem muszę powiedzieć szczerze: nie wiem, jaki jest i jak wygląda. Szukam Go po omacku.

To, co mówimy o Bogu już Nim nie jest. On jest zawsze inny – naucza św. Augustyn. Bóg wymyka się schematom. Nie daje się zaszufladkować. Nawet Piotr, który niedawno zaparł się Mistrza i przepłakał całą noc nie rozpoznaje w człowieku na brzegu swego ukochanego nauczyciela.

Ta ewangelia pokazuje jak ważna jest wspólnota. Ile razy Jola, Szymon, Adam pokazywali mi Jezusa. Mówili: zobacz, w tych sytuacjach, które uważasz za przeklęte jest Bóg. I rzeczywiście tam był…

„Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: To jest Pan! Szymon Piotr usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę – był bowiem prawie nagi – i rzucił się w morze”.

Piotr wykonał paradoksalny gest. Zamiast rozebrać się przed skokiem na głębię, ubrał się, „był bowiem prawie nagi”. To dla mnie klucz to tego czytania. Gdy oddalam się od Boga, zdradzam Go czuję się nagi. Nie mogę uwierzyć, że Bóg zwraca się do mnie „Dziecko, czy jesteś głodne?”

Nie dziwię się Piotrowi. Przeczuwam, jak czul się po zdradzie. Oczekiwał wymówek, a usłyszał: „Dziecko…”. Jego haniebna, wstydliwa nagość została zakryta płaszczem łaski.