Jezus wyprzedzał ich, tak że się dziwili; ci zaś, którzy szli za Nim, byli strwożeni.
Marcin Jakimowicz
Nie dziwię się, że uczniowie byli strwożeni. Dopóki widzi się znaki i cuda łatwo iść obok mistrza. Ten fragment mówi wyraźnie, że w pewnym momencie Jezus zaczął ich wyprzedzać. Zaczął wyprzedzać ich sposób rozumowania i oswajania Boga. Zaczął opowiadać o tym, co ma Go spotkać. A tego już nie potrafili zaakceptować.
Przed dwoma tygodniami pojechałem na czuwanie Odnowy w Duchu Świętym. Spodziewałem się atmosfery „alleluja i do przodu”, a usłyszałem bardzo trudną i wymagającą modlitwę.
Trwa adoracja. Sto tysięcy ludzi klęczy w absolutnej ciszy. Rozdzierają ją przejmujące słowa osoby prowadzącej modlitwę: – Czy zgadzasz się ze względu na imię Jezusa na poniżenie, wytykanie palcami, prześladowanie? Czy zgadzasz się pójść jak owce między wilki? Czy zgadzasz się być ofiarą?
Patrzę na rozmodlony tłum. Momentalnie znikają uśmiechy. To nie przelewki. – Czy zgadzasz się pójść aż po męczeństwo? – niesie echo.
Na znak potwierdzenia obok mnie wstaje kilkadziesiąt osób. Wielu pozostaje na kocach. Zakrywają twarze dłońmi. Walczą ze swoim tchórzostwem? Płaczą?
