Intymne spotkanie

O duszo wszelka – Pieśni wielkopostne

Tuż przed rozpoczęciem tegorocznego Wielkiego Postu wytwórnia Universal Music Poland opublikowała album „O duszo wszelka – Pieśni wielkopostne”. Płyta zawiera nowoczesne interpretacje tradycyjnych pieśni śpiewanych w okresie Wielkiego Postu.

PAWEŁ GZYL

 

Pomysłodawcą przedsięwzięcia był Ryszard Wojciul. To postać znana w polskim muzycznym światku od dwudziestu lat. Początkowo grywał rocka z zespołami Tilt, Róże Europy i Sztywny Pal Azji. W minionej dekadzie zmienił zainteresowania – powołał do życia Grupę MM, z którą wykonywał muzykę współczesną. O nagraniu nowych wersji pieśni wielkopostnych pomyślał w 2005 r.

– Po kolędy sięgają u nas wszyscy: mamy ich punkowe, reggae`owe, gospelowe i jakie kto chce wersje – wspomina Wojciul. – A pieśni wielkopostne nie są tak popularne. Znamy je przede wszystkim z tradycyjnych wykonań w kościele. Tylko dwoje artystów wzięło je na swój warsztat: Stanisław Soyka i Antonina Krzysztoń. Ich wersje nie odbiegały jednak bardzo od oryginałów. Ja chciałem zrobić coś zupełnie nowego, z użyciem zarówno elektroniki, jak i instrumentów muzyki dawnej.

Wojciul sam zajął się syntezatorami i samplerami, a do współpracy zaprosił instrumentalistów specjalizujących się w wykonywaniu muzyki dawnej – Pawła Muzykę (viola da gamba, fidel), Wandę Laddy (hrotta) i Pawła Iwaszkiewicza (bombardy, flety), kwartet wokalny Il Canto Minore oraz rockowego gitarzystę Jarosława Kisińskiego (lider grupy Sztywny Pal Azji) i jazzowego kontrabasistę Wojciecha Pulcyna.

– Oryginały pieśni wielkopostnych pochodzą z XVI-XVII wieku, a najstarsza nawet z XIII wieku – tłumaczy Wojciul. – Zanim przystąpiłem do ich aranżowania, zastanawiałem się jak mogłyby one zabrzmieć w XXI wieku? Nie chciałem jednocześnie utracić pierwotnego piękna tych pieśni, tak głęboko zakorzenionych w naszej tradycji.

Większość pierwotnych aranży powstawała na instrumentach klawiszowych. W efekcie w utworach pojawiają się głębokie i przestrzenne pasaże syntezatorowe o ambientowym rodowodzie i połamane, wręcz hiphopowe struktury rytmiczne. Towarzyszą im elementy muzyki klasycznej, ludowej i jazzowej.

– Podchodziłem do pieśni bardzo ostrożnie – podkreśla Wojciul. – Dlatego pracowałem prawie dwa lata. Dużo konsultowałem się ze znajomymi muzykami i krytykami. Zbierałem ich uwagi, zastanawiałem się nad nimi, eliminowałem pewne dźwięki, inne dodawałem czy poprawiałem. Wielu cennych rad udzielił mi Janek Pospieszalski. W dużym stopniu to dzięki niemu ta płyta brzmi tak, jak brzmi.

Kiedy demo było gotowe, Wojciul zaprosił do współpracy troje wokalistów: Mariusza Lubomskiego, Katarzynę Groniec i Iwonę Loranc.

– Wybrałem ich, ponieważ wywodzą się ze środowiska wykonawców poezji śpiewanej – tłumaczy Wojciul. – Poza tym, dysponowali takimi głosami, których potrzebowałem. Pasowała mi do pieśni wrażliwość, którą reprezentują. I miałem rację: zaśpiewali pięknie.

Mariusz Lubomski był zaskoczony propozycją Wojciula.

– Nigdy wcześniej nie brałem udziału w religijnych projektach – wyznaje Lubomski. – Ale propozycja zaśpiewania pieśni wielkopostnych padła w szczególnym momencie mojego życia. Niedawno zmarł Ojciec Święty, a moja żona była w ciąży z bliźniaczkami i obawialiśmy się, czy wszystko dobrze pójdzie. Nawet specjalnie się nie zastanawiając, wszedłem do studia i zaśpiewałem cztery pieśni. Cały projekt był wtedy jeszcze w powijakach – śpiewałem do syntezatorowych podkładów. Dopiero rok później Ryszard przesłał mi gotowy materiał: byłem szalenie zaskoczony ostatecznym efektem.

Iwonę Loranc, młodą wokalistkę, laureatkę Studenckiego Festiwalu Piosenki, polecił Wojciulowi Lubomski.

– Zainteresował mnie pomysł uwspółcześnienia tradycyjnych pieśni wielkopostnych – wyjaśnia Loranc. – Kiedy usłyszałam pierwsze podkłady – takie kosmiczne, przestrzenne, ambientowe – bardzo mi się spodobały. Lubię taką niezwykłą muzykę.

Loranc podeszła do swych partii w duchu pokory i wiary.

– Ponieważ jestem osobą wierzącą, chciałam się podzielić ze słuchaczami swoimi odczuciami dotyczącymi męki Pańskiej – podkreśla. – Kiedy weszłam do studia i zaśpiewałam – dopiero wtedy poczułam ogromną siłę tych pieśni. Ale nie chciałam się popisywać głosem. Potraktowałam swój udział w tym przedsięwzięciu jak intymne, wyciszone spotkanie z Bogiem.

I rzeczywiście – dwie z trzech wykonanych przez Loranc pieśni – „Bądź pozdrowion Krzyżu Święty” i „Ach mój Jezu, jak Ty klęczysz” – wyróżniają się z albumu rozmachem i pomysłowością aranżacji oraz głęboko uduchowionym śpiewem.

Wojciul nie obawia się, że nowe wersje tradycyjnych utworów kogokolwiek zszokują.

– Jestem zadowolony z ostatecznego efektu – podkreśla. – Linie melodyczne są zachowane i nie ma problemu z rozpoznaniem konkretnych pieśni – dodaje Loranc. – We wszystkich nagraniach zachowano równowagę między treścią a formą – kończy Lubomski.

Wojciul zaprzecza, iż jego projekt zainspirowały sukcesy oratoriów Piotra Rubika.

– Zacząłem przecież pracę w 2005 roku – tłumaczy. – Wtedy Rubik jeszcze nie odnosił sukcesów. Poza tym, on przenosi muzykę rozrywkową na teren muzyki poważnej, a ja – na odwrót.

Wojciul chciał zorganizować dużą trasę koncertową po całej Polsce w okresie Wielkiego Tygodnia (siedemnaście występów). Niestety – zabrakło sponsorów. Odbędzie się za to galowy koncert w warszawskiej Filharmonii Narodowej w dniu 21 marca. Patronat nad tym wydarzeniem objął Minister Kultury i Sztuki – Kazimierz Ujazdowski.

*Zdjęcia pochodzą ze stron internetowych artystów.

WordPress Gallery Plugin