Chóry anielskie

fot. archiwum autora

Myliłby się ten, kto by sądził, że angelologia, czyli nauka o aniołach, znajoma była wyłącznie ludziom wykształconym. Przeciwnie – porządek hierarchii niebieskiej, nawet w wiejskiej parafii, kojarzono przynajmniej w zarysie.

JACEK KOWALSKI

Jedziemy przez wielkopolskie pola, które dały nazwę Polsce, od Poznania ku Gnieznu, przez Pobiedziska. Ruchliwa droga, handlowe pawilony, okolica na pierwszy rzut oka bardzo współczesna. Szczęściem koło Pobiedzisk szosa wpada w las. Kusi zjechać w bok, oderwać się – i słusznie, bo to wcale nie las, tylko PUSZCZA, co prawda o wielkopolsko-prozaicznej nazwie: ZIELONKA, ale jednak. Skręćmy; dojedziemy do dwunastu zagubionych pośród puszczy lub pośród zapuszczańskich pól drewnianych kościółków, z których każdy jest inny i każdy zachwycający. Długa Goślina, Kicin, Jabłkowo, Kiszkowo, Raczkowo, Łagiewniki, Rejowiec, Skoki, Sławno, Uzarzewo, Węglewo, Wierzenica. Zaczarowany krąg rzeczywistości, historii i pieśni.

Stańmy na przykład w Jabłkowie. Na rozstaju dróg, pośrodku wsi – niepozorny kościółek świętego Michała Archanioła. Wchodzimy – zaskoczenie. Kościół jest niebieską oazą śpiewających aniołów. Wszystko tonie w biało-szaro-seledynowo-błękitnym blasku, na ścianach malowane chabry, nawa świetlista – a wierni, wstępując tu, śpiewają:

Xiążę niebieskie, święty Michale,
Ty sprawy ludzkie kładziesz na szale:
W dzień sądu Boga na Trybunale
Bądź mi patronem święty Michale.

Tej pieśni odpowiada obraz głównego ołtarza. Co prawda święty Michał Archanioł nie sądzi na nim dusz i nie waży ich na szali podczas Sądu Ostatecznego – jak na średniowiecznych wizerunkach – lecz walczy z diabłem. Właściwie już go pokonał. Diabeł powalony został na łopatki i ledwie usiłuje po raz ostatni poderwać się, wymachując wężowatym chwostem, zaopatrzonym w ostry grot i skręconym jak świński ogon. Właśnie po raz kolejny dostaje mieczem po łbie i ciężko dyszy, wyrzucając z pyska resztki piekielnych płomieni. Michał zaś, elegant w stroju rzymskiego żołnierza, w sandałach przewiązanych ozdobnymi tasiemkami, czuje się absolutnie bezpieczny za tarczą, zaopatrzoną w monogram IHS.

Barokowy mistrz postanowił, aby nie tylko obraz, ale i cały ołtarz był anielski, czyli niematerialny i nieziemski. Nie ma tu więc ani cala widzialnej konstrukcji, bo konstrukcja udaje skłębione obłoki, wśród których aż roi się od aniołów. Wykonanie wskazuje na średnio biegły tak zwany „warsztat miejscowy”, pewnie z jakiegoś sąsiedniego miasta. Podobne „pucate” anioły o niekształtnych głowach, grubych wargach i wyłupiastych oczach znajdziemy w wielu okolicznych kościółkach. Niemniej te jabłkowskie są najsympatyczniejsze.

Natłok aniołów nie jest bezładny. Każdy z nich ma osobną indywidualność, wykonuje inny gest, zajmuje swoje miejsce na ołtarzu. Na pewno prawie każdy śpiewa, bo od tego są anioły, aby stale wyśpiewywać chwałę Bogu. Od czasów żyjącego w V wieku starożytnego teologa, którego zwiemy Pseudo-Dionizym Areopagitą, myśliciele chrześcijańscy wyróżniają dziewięć chórów anielskich. Uszeregowano je w specjalną hierarchię niebieską, poczynając od tych aniołów, które są blisko Boga i adorują Jego Oblicze, po te najniższe, które zwiemy Archaniołami i Aniołami, a których przeznaczeniem jest pośrednictwo w kontaktach Boga z ludźmi. Myliłby się ten, kto by sądził, że angelologia, czyli nauka o aniołach, znajoma była wyłącznie ludziom wykształconym. Przeciwnie – porządek hierarchii niebieskiej, nawet w wiejskiej parafii, kojarzono przynajmniej w zarysie. Śpiewnik księdza Mioduszewskiego, gromadzący tradycyjne śpiewy katolickie, żywe jeszcze w połowie przedostatniego stulecia – podaje na samym początku aż pięć pieśni do różnych aniołów. Jedna z nich wymienia je nawet za Pseudo-Dionizym. A zatem na początek:

Najbliżsi Boga cni Serafinowie,
Was Pismo święte ognistemi zowie –

Dalej –

Cherubinowie nad słońce świecący,
Których oświecił Pan Bóg Wszechmogący.

Oraz

Prześliczni w swoim porządku Tronowie.
Świata chytrego straszliwi sędziowie.

Zdaje się, że po jednym przedstawicielu Serafinów, Cherubinów i Tronów – jednego z gorejącym sercem, drugiego, który dzierży baldachim jakiegoś tronu oraz trzeciego, dziś bez żadnych atrybutów – widać w górnej części ołtarza. Natomiast kolejny chór, zwany Książęta – odpowiada aniołowi z koroną. Pozostałych trudno rozpoznać – zapewne wszechwładny czas wytrącił im atrybuty z wyciągniętych w rozmaite strony dłoni. Nie dotyczy to tylko Anioła Stróża, który stoi najniżej i prowadzi za rękę małe dziecko. Do niego to śpiewano z nadzieją i ufnością:

Ty mnie na ręku jak matka piastujesz
Ty mi do nieba drogę pokazujesz;
W pośrodku błędnych świata obłudności,
Świecisz w ciemności.

Dla bezpieczeństwa zabieramy Anioła Stróża ze sobą i wędrujemy dalej. Kolejna pieśń czeka już za najbliższym zakrętem.

Podyskutuj z autorem:
jacek.kowalski@ruah.pl