Dusza jest esencją życia

fot. archiwum

Nie jest ważne, co tu się dzieje pomiędzy Tobą a mną w tym momencie, tylko to co będzie jak zamkniesz na wieczność oczy. To jest najważniejsze, a nie to, że jesteśmy tutaj, gramy koncerty, zarabiamy kasę, prowadzimy firmy, podrywamy dziewczyny i milion innych rzeczy. To jest tylko przejściowe.

Kim mogą okazać się ludzie, jeśli nie boją się występowania pod nazwą Dusza? Postanowiłem to sprawdzić – he, brzmi jak początek opowiadania detektywistycznego. W tym celu udałem się do jednego z tarnobrzeskich lokalów gastronomicznych. Tam byłem umówiony z Tomaszem Sałatą (sic!) – liderem, gitarzystą i tekściarzem, tej niemłodej już formacji. Zanim przystąpiliśmy do rozmów na śmierć i życie, zapoznał mnie z Dawidem Myśliwcem, założycielem zespołu, tekściarzem pierwszych dwóch albumów. Trzeci album „Emotional War”, to już przemyślenia Tomka. Przeżył dużo i nie bał się tego opowiedzieć. Na płycie, ale i w rozmowie dla czytelników RUaH.pl. Z TOMKIEM SAŁATĄ, liderem zespołu Dusza rozmawia MICHAŁ BUCZKOWSKI

 

Ludzie nie rozumieją zespołu Dusza?

Niekoniecznie. Na każdym koncercie część osób skacze, ale są też ludzie z tyłu. Ci, którzy przychodzą, aby złapać sens koncertu, a nie wyszumieć się. Jakby się chcieli wyszumieć, to poszliby na dyskotekę i nie obchodziłoby ich czy leci coś takiego jak w tej knajpie (gdzie rozmawiamy – przyp. MB), czy leci Dusza. Zazwyczaj jak gram koncert, to patrzę nie na tych ludzi, którzy skaczą przede mną, bo oni i tak będą skakać, bez względu na to czy im zagram tak czy siak, po to przyszli; tylko patrzę na tych ludzi, którzy stoją z tyłu. Tych, którzy stoją czasem z dziećmi, czasem z chłopakami, dziewczynami – różnie. Stoją i słuchają. To jest dla mnie ważniejsze niż to, że ktoś się bawi. Oczywiście fajnie jest, jak ktoś ci przyśle mejla, podejdzie po koncercie i powie: słuchaj no, było fajnie, bardzo fajnie.

Co macie do zaoferowania tym, którzy są z tyłu?

To samo, co tym z przodu. Dajemy pewien obraz, a jego przyjęcie zależy od osoby, która stoi po drugiej stronie. Może pójść na piwo, może pójść do domu, może fajnie się bawić, skakać i fikać, może się przytulać do dziewczyny, a może poczuć tę samą energię, którą my dajemy. Może się wreszcie utożsamić z tekstem, jeśli jest jej źle. Bo to nie tylko teksty, to muzyka, to przekaz, to cała energia. Zawsze jak kończę koncert mówię to samo: dużo miłości Wam życzę, bo miłość jest najważniejsza. Nie ma ważniejszej rzeczy w życiu, bo miłość buduje wszystko, wszystko. Wszystko! Popatrz na zespoły. Co one dają? My dajemy czyste emocje, czyste przemyślenia. Interesuje mnie ta jedna osoba, która powie: stary uderzyłeś w taki temat, że na prawdę mi to pomogło. Albo powie: stary, rozumiem Cię, też przeżyłem podobną historię.

Dlaczego Wasze teksty są takie smutne?

Życie nie polega na tym, że wszyscy się cieszą i jest fajnie. Kochasz dziewczynę, dziewczyna nagle odchodzi, odwieczny temat wszystkich piosenek. Tematów na piosenki jest zresztą cała masa, ale my staramy się poruszać te ważniejsze sprawy.

A co jest dla Ciebie ważniejszą sprawą?

Wszystko to co się dzieje. To, że politycy kłamią, to, że nad nami Ktoś czuwa i patrzy na nas z góry, że są ograniczenia i odwieczna walka dobra i zła, ważne jest też wszystko co pośrodku. Wiesz, dusza siedzi w Tobie i albo ją przykrywasz, tłamsisz, niszczysz, zapominasz o niej i uciekasz w hedonizm; albo kształtujesz metafizykę. Kształcisz umysł i serce – wtedy jest zupełnie inaczej. Wiesz, tak się nazywa moja płyta? (Moja, mówię w tym sensie, że to moje koncepcje na teksty). Nazywa się „Emotional War” – emocjonalna wojna pomiędzy dobrem a złem. A my jesteśmy pomiędzy.

Emocjonalna wojna? Tylko uczucia? A inne wartości? Mówisz o politykach. Jak idziesz na wybory to kierujesz się sercem, a nie wiedzą?

Żebym poszedł na wybory, to musi mnie ktoś przekonać, że warto na niego zagłosować, muszę temu człowiekowi uwierzyć. Muszę wiedzieć, że chce zrobić dla ludzi coś dobrego. Istotna jest wiara, a wiara zawsze związana jest z emocjami, z prze-czuciem. Każdy z nas ma w sobie jakąś wiarę. Nawet ci co mówią, że jej nie maja, też w coś wierzą. Niekoniecznie musi to być Bóg, może to być na przykład pieniądz. Wybór należy do Ciebie. Najważniejszy jest wybór pomiędzy dobrem a złem. Pozostaje jednak kwestia, czy dobrze pojmujesz dobro i czy dobrze pojmujesz zło.

Jak Ty je pojmujesz?

Zgodnie z sumieniem. Jeśli wierzysz w Boga, nie chcesz nikomu zrobić krzywdy, czegoś co go zaboli, ale będziesz się starał robić tak, aby każdy człowiek obok Ciebie był szczęśliwy, ażeby mu w jakikolwiek sposób pomóc. Aby podświadomie, w swoim sercu czuć, że postępujesz zgodnie z sobą, zgodnie z Tym, który jest nad tobą i zgodnie z tą osobą do której to kierujesz.

W jaki sposób dochodzisz do tego co dobre, a co należy odrzucić?

Wiesz, to życie weryfikuje. Jeśli masz poczucie odpowiedzialności i zrobisz komuś krzywdę, to później się to odzywa, wraca do Ciebie, zawsze wraca. Jestem zakochany w wierze chrześcijańskiej i mam takie priorytety jakie mam, tak wychowuję moje dziecko i nigdy się to nie zmieni. Przeżyłem wiele ciężkich chwil w swoim życiu i wiem, że gdybym nie wierzył, to byłoby mi jeszcze ciężej, a tak to dodawało mi to otuchy, odwagi. Bóg istnieje namacalnie.

Namacalnie?

No, namacalnie. W ten sposób, że każdego dnia doświadczasz Jego obecności. Nawet sama wiara daje Ci siłę. Jak dążysz, masz jakiś cel, wierzysz, że coś jest, to żyjesz zgodnie z tą wiarą. Lecisz tak, żeby było dobrze. I to nie dla Ciebie, ale dla innych. Tak naprawdę to rozmawiamy teraz o dwóch kwestiach: o życiu i o tym co jest nad nami. A pomiędzy tym jest łącznik – wiara. I jak masz wiarę, to jest dobrze. A jak nie masz to jesteś sam. Sam, sam na tym świecie. To mówię mojemu dziecku, kiedy pyta czy jest Bóg.

Ile ma lat?

Osiem. Odpowiadam mu – Oczywiście, że jest Bóg! Ale jak jest? Jedni uważają, że Bogiem jest Jezus Chrystus, inni uważają, że Budda, jeszcze inni, że coś tam innego. A ja mówię – Kacper! Odpowiedz mi na jedno pytanie: gdybyś się cofnął, cofnął we wszechświecie i nie byłoby ludzi na ziemi, i nie byłoby ewolucji, i nie byłoby planet, to kto stworzył pierwszą część materii, no kto? Bóg. Stworzyciel. I on to rozumie. I ja to rozumiem. Bóg bardzo dużo nam pomógł w życiu…

W jaki sposób?

Dał życie mojemu dziecku. Drugie życie. Moje dziecko miało chorobę nowotworową, więc wiesz. I to nie jest żadna biologia. Cierpienie zawsze odnajdujesz u Chrystusa. Ja cierpiałem okrutnie. Płakałem tutaj, u dominikanów. Błagałem o to, żeby dziecko przeżyło tę operację, którą miało. I przeżyło.

A gdyby dziecko nie przeżyło, straciłbyś wiarę?

Nie! Już miałem takie sytuacje. Mnie bardzo wiele osób w życiu umarło. Raz tylko pozwoliłem sobie na obwinianie Boga o śmierć. Skoro Bóg Ci daje życie, to może Ci je zabrać. A poza tym nie jest ważne, co tu się dzieje pomiędzy Tobą a mną w tym momencie, tylko to co będzie jak zamkniesz na wieczność oczy. Jak Cię schowają trzy metry pod ziemię i pójdziesz na Sąd Ostateczny i odpowiesz za swój każdy czyn, za każdą emocjonalną wojnę pomiędzy dobrem i złem. I kiedy skręcisz na lewo – w stronę zła, to będziesz się z tego zła tłumaczył. To jest najważniejsze, a nie to, że jesteśmy tutaj, gramy koncerty, zarabiamy kasę, prowadzimy firmy, podrywamy dziewczyny i milion innych rzeczy. To jest tylko przejściowe.

Wspomniałeś, że o uzdrowienie Twojego dziecka modliłeś się u dominikanów. Dlaczego akurat u nich?

U dominikanów spotkałem się z żywym przekazem. Wyszedłem, to czułem energię, tutaj, w płucach. Błogosławieństwo na koniec mszy świętej jest tak realne, że daje mi siłę na cały tydzień. Chodzę z synem do dominikanów, bo wiem, że trafię na takiego ojca, który powie rzeczy uniwersalne, niezależnie od wieku, czy masz szesnaście lat, trzydzieści, osiem czy siedemdziesiąt lat.

Dominikanów jest tu prawie dwudziestu, a Ty mówisz, że jak pójdziesz do tego kościoła, to którykolwiek by nie odprawiał, to Cię to ruszy…

Nie wiem, może sposób ich nauki akurat mi odpowiada. W Krakowie jest to samo. Znasz księdza Szpaka? On się zajmuje subkulturami, narkomanami. Prowadzi takich ludzi na Jasną Górę. I to nie jest proboszcz ubrany w pięćset ornatów, tylko normalny człowiek, sutanna, koloratka i jedzie, po prostu. Potrafi dotrzeć do ludzi. I tak samo jest w życiu. Zresztą nie tylko ksiądz może docierać do ludzi. Ja nie mam takiej siły, by ze sceny kierować ludźmi. Ja mówię tylko o sobie, wyłącznie o sobie. Opowiadam o tym co przeżyłem. A jeżeli komuś to pasuje, to dobrze. Może słuchając moich tekstów, czuje się tak, jak ja kiedy je pisałem i kiedy je śpiewam za każdym razem.

Za każdym razem?

No zależy jakie tematy. Jeżeli śpiewam, że bardzo cierpiałem, a teraz już jest dobrze, to robię to na zasadzie odtwarzania. Jestem szczery, śpiewam to tak jakbym to śpiewał ostatni raz w życiu, ale podtekst mnie już nie dotyczy, bo jest przeszłością. W wielu kawałkach tak jest i dzięki temu mogę pisać nowe rzeczy. Jak siedzisz w tej branży dziesięć lat, to nie jest problem nagrać taki kawałek, który się sprzeda. Tylko powiedz mi po co?

Żeby dotrzeć do większej liczby ludzi.

Gram raz dla dziesięciu tysięcy ludzi, raz dla trzydziestu osób. I co jak przyjdzie 10 osób, to mam się spakować i iść do domu, bo nie ma sukcesu komercyjnego? W tym wszystkim w ogóle nie o to chodzi. Powinienem Cię do domu zaprosić, włączyć muzykę, poopowiadać. Ty mnie w ogóle nie znasz. Zadajesz jakieś pytanie, bo już innym je zadawałeś, bo jakieś sobie przygotowałeś, bo inne masz w podświadomości, a niektóre są kwestią chwili, bo coś Cię zbulwersowało, bo coś jest zagadką. A ja lubię się spotkać z kimś kto ma więcej do powiedzenia, niż tylko: a na jakim instrumencie grasz, a skąd się wzięła nazwa Dusza?

To już nie mam więcej pytań.

Podyskutuj z autorem:
michal.buczkowski@ruah.pl

WordPress Gallery Plugin