E-lektroniczny bukiet @–>—

Od samego początku kładziemy duży nacisk na to, że prawdziwe relacje buduje się w rzeczywistości realnej. Jesteś zarejestrowany na portalu, korespondujesz. Nie chcesz iść sama/sam z tą osobą na spotkanie? – zabierz ją na spotkanie w większym gronie. Zobaczysz, czy potraficie znaleźć wspólny język. Chodzi o to, żeby nie wpaść w taką bujdę na resorach, jaką jest miłość przez Internet.

Z Maćkiem Koprem, prezesem portalu Przeznaczeni.pl, rozmawia Weronika Gurdek

75 małżeństw, 130 par narzeczonych, 321 zakochanych i 6 dzieci. Niezły wynik…

Tak, ponad tysiąc osób spotkało już swoją drugą połowę.

Dwa i pół roku temu dałeś mi wizytówkę, na której były dwa małżeństwa. Idziecie do przodu.

Na wszystko potrzeba czasu, łaski Bożej, odrobiny cierpliwości i dużo pracy, wiary i konsekwencji. Jak widać, warto. „Po owocach ich poznacie”, a owoce są jednoznaczne. Ostatnio śledziliśmy statystyki naszego portalu w porównaniu z innymi społecznościami katolickimi na świecie – okazuje się, że w tej chwili jesteśmy największą taką społecznością.

Ale czy miłość można zmierzyć? Sprowadzić do liczb? Opakować w slogany reklamowe?

Ja bym posłuchał świętego Franciszka Salezego, który powiedział, że miarą miłości jest miłość bez miary.

Po co powstał ten portal? Czy ludzie od wieków się nie poznawali, nie zakładali rodzin, nie wchodzili w związki małżeńskie jakoś naturalnie?

Nie każdy miał to szczęście zakochać się od pierwszego wejrzenia. Od wieków istniała instytucja swatki. Natomiast – pół żartem, pół serio – dosyć trudno jest poderwać dziewczynę w ławce kościelnej, wtedy kiedy się modli. A jeszcze trudniej jest rozmawiać z dziewczyną o różańcu na dyskotece. Ten portal powstał częściowo z potrzeby własnej, ale powstał również dlatego, żeby ludzie o podobnych wartościach mogli się zgromadzić w jednym miejscu, poznać przyjaciół, coś razem zorganizować. Skorzystać z możliwości, które daje Internet po to, żeby wymieniać się poglądami, a później, w rzeczywistości realnej, stworzyć coś dobrego. To nas zawsze odróżniało od innych podobnych serwisów – spotkania. Od początku było ich już ponad dwa tysiące. Bale, wyjazdy, wyjścia na wykłady, koncerty, modlitwy, msze – organizowane przez samych „strefowiczów”.

„Strefa Ludzi z Wartościami” – takie jest hasło. Ale czy oni sami się nie łączą, np. w duszpasterstwach, na pielgrzymkach, we wspólnotach? To są miejsca, które właśnie gromadzą ludzi o podobnych wartościach.

Oczywiście, że tak. Ale zobacz – mamy duszpasterstwa, mnóstwo inicjatyw, wspólnot, pielgrzymek, a mimo wszystko przeciętny Polak spędza coraz więcej czasu w Internecie. Dlaczego więc to miejsce pozostawić niezagospodarowane? Jan Paweł II mówił, że powinniśmy korzystać z nowoczesnych rozwiązań po to, żeby ewangelizować. Strefa łączy ludzi, pozwala się im poznać, ale też cała społeczność Strefy angażuje się w rozmaite inicjatywy. Promujemy dobrą książkę, muzykę. Wspieramy dobrą kulturę, aby zmieniać oblicze tego świata. Wystartowaliśmy również z nowym serwisem www.nasza-barka.pl, dzięki któremu będzie można odnaleźć znajomych ze wspólnot czy pielgrzymek.

Zalogowanie się w Strefie ma jednak konkretny cel: wejście w społeczność, poznanie ludzi o podobnych wartościach, a na koniec – znalezienie drugiej połowy. Nie jest to trochę takie „przechytrzanie” Pana Boga, życia i jego niespodzianek?

Jeśli chcemy naprawdę rozśmieszyć Pana Boga, to powinniśmy mu powiedzieć, jaki mamy plan na nasze życie. To jest dopiero próba przechytrzania. Nie jest tak, że zalogowałem się na przeznaczeni.pl i mam gwarancję, że za czternaście dni poznam swoją druga połowę – albo zwrot kosztów. To tak nie działa. Podstawowe pytanie brzmi: po co ja chcę być w tym miejscu? Może wreszcie jest okazja, żeby zadać sobie pytanie: kogo szukam? Jak ta osoba ma wyglądać? Jakimi kierować się wartościami? Jak się zachowywać? Ale też z drugiej strony: co ja mogę dać tej osobie? I czy jestem gotów to zrobić? Zanim staniemy się czyjąś połówką najpierw samemu powinniśmy być całością. Od początku podkreślałem, żeby nie traktować wartości chrześcijańskich jako wymówki, jako pierwszego, podstawowego powodu do tego, żeby ktoś cię kochał. Jestem katolikiem, mam swoje wartości i to jest bardzo ważne, ale z drugiej strony, to mnie nie upoważnia, żebym o siebie nie dbał, żebym nie starał się być atrakcyjny, czy żebym się nie rozwijał. To nie jest tak, że: jestem pasywny, nic nie robię, na wszystkich jestem obrażony, niech ona pierwsza napisze, a ja tu będę siedział z krzyżykiem na piersi i czekał, aż mnie zauważy. Nie! Jeśli nie spróbujemy, nie przekroczymy swoich ograniczeń, swoich obaw, to możemy naprawdę stracić życiową szansę.

To jest chyba tak, że Pan Bóg tak czy inaczej wybiera moment…

Musi być i gotowość, i okazja.

Dokładnie, ale może być tak, że ktoś się tak zafiksuje na szukanie męża lub żony, że wpakuje się wręcz w niewolę poszukiwania.

Spędzamy mnóstwo czasu na planowaniu naszej kariery, na pisaniu ciekawej pracy magisterskiej, zdawaniu egzaminów, na tym, żeby przejść pięciostopniowy proces rekrutacji i dojść na stanowisko kierownicze. Często jest to wszystko bardzo precyzyjnie zaplanowane. Ludzie zapominają o tym, że sukces to nie tylko osiągnięcia w jednej dziedzinie. Zarabiam tyle a tyle, ale nie mam życia rodzinnego albo czasu dla przyjaciół, nie dbam o swoje zdrowie. To jaki to sukces? Sukces jest czymś komplementarnym. Osoba, która wkracza w życie dorosłe, musi sobie zadać pytanie: co jest dla mnie ważne? Jeżeli sobie w jakiś sposób nie wyobrazimy, jak ma wyglądać nasze życie i tylko będziemy działać nagle, bez planu, to one nie przyniosą zamierzonego efektu. To się zawsze skończy frustracją, niezależnie od tego, czy jest się na portalu, czy nie. Jestem zalogowany, ale równie dobrze mogę kogoś poznać na imprezie czy w tramwaju. Mnie nie zależy na tym, żeby to było dziś, jutro, albo do 6 września, bo na wtedy mam już salę zarezerwowaną i gości zaproszonych.

W takim razie co można zrobić, aby jakoś sobie pomóc w budowaniu sukcesu także na linii osobistej?

Muszę odpowiednio zarządzać swoim czasem, żeby móc spotykać się z przyjaciółmi. Muszę pokochać siebie! Chcielibyśmy kochać innych, a nie potrafimy kochać siebie. O tym pisze John Eldredge w książce „Dzikie serce”. Mężczyzna i kobieta muszą znać swoją tożsamość. A swoją tożsamość można zbudować poprzez obcowanie z Bogiem Ojcem. Najpierw ja muszę być dojrzały, muszę znaleźć swoje miejsce w świecie, żebym mógł (albo mogła) zaprosić kogoś innego do tego świata. Ludzie często mówią: bo jak spotkam Tomka, albo spotkam Kasię, to moje życie zmieni się na lepsze i wtedy będzie cudownie. Nie! Moje życie jest cudowne, bo żyję, bo jestem, bo mam Boga, bo mogę się modlić, mogę robić mnóstwo ciekawych rzeczy, bo mogę mieć przyjaciół – moje życie jest cudowne. To nie jest kult singla. Cieszę się życiem, ono jest fantastyczne. I jeśli od nas promienieje to poczucie szczęścia, wtedy przyciągamy innych.

A co z postawą roszczeniową – jeśli spełniasz warunki to w porządku, dodaję cię do listy znajomych, nie spełniasz – czarna lista?

Trudno mi na to pytanie odpowiedzieć. Możemy badać różne rzeczy związane z tym, ilu jest użytkowników, skąd pochodzą i w jakim są wieku, ale nie badamy tego, z jakich pobudek dodają kogoś do kontaktów. Wiem, że profile, które mają zdjęcia, są siedem razy częściej oglądane niż te bez zdjęć. Zresztą w ogóle mnie to nie dziwi: jesteśmy pokoleniem obrazu i chcemy widzieć z kim korespondujemy, z kim pójdziemy na spotkanie. Znów wracamy do tego samego: wartości wartościami, ale musisz mieć ciekawie napisany profil i musisz mieć fajne zdjęcie, bo to przyciąga ludzi, to jest normalna rzecz. Każdy z nas musi dbać, jak to się mówi, o swój PR.

Ale nie wszyscy są dobrymi PR-owcami. Co wtedy? Marginalizacja?

„Strefa” nie jest lekiem na całe zło tego świata – to jest punkt wyjścia do odpowiedzi na to pytanie. Możemy poprzez różne inicjatywy – jak np. Akademia Dobrego Profilu – mówić jak się zaprezentować, doradzać jak się umówić na randkę. Ale to ludzie tak naprawdę muszą podejmować własne decyzje o zmianie. Od samego początku kładziemy duży nacisk na to, że prawdziwe relacje buduje się w rzeczywistości realnej – nie poprzez Internet. Jesteś zarejestrowany na portalu, korespondujesz. Nie chcesz iść sama/sam z tą osobą na spotkanie? – zabierz ją na spotkanie w większym gronie. Zobaczysz, czy potraficie znaleźć wspólny język. Chodzi o to, żeby nie wpaść w taką bujdę na resorach, jaką jest miłość przez Internet. Natomiast, wracając do pytania, często mamy takie ograniczenia: bo ja uważam, że to chłopak pierwszy powinien podejść i zaprosić dziewczynę do tańca, to dziewczyna powinna okazać zainteresowanie, bo ja się nie odezwę, bo jestem nieśmiały itd. Czy to, że jestem nieśmiały, jest nie do zmiany? Nie można nad tym pracować? Mój przyjaciel, psycholog mówi: najpierw wyjdź na ulicę i spróbuj spojrzeć komuś w oczy, później następnej osobie i następnej. Jak ci się uda i już nie będzie to dla ciebie barierą – spróbuj się do kogoś uśmiechnąć. Jak uda ci się spojrzeć w oczy i uśmiechnąć, to później postaraj się z kimś porozmawiać. I tak dalej – metodą małych kroków.

Czy przeznaczeni.pl nie tworzy getta – my, chrześcijanie jesteśmy tacy wyjątkowi, mamy takie piękne wartości… To trochę odcięcie się od zewnętrznych środowisk. Znam małżeństwa, w których ktoś się nawrócił z miłości. Albo ktoś kogoś z miłości wyciągnął z nałogów.

Oczywiście, ja nie jestem za tym, żeby każda osoba, która ma odmienne poglądy była odrzucana. Natomiast są pewne zasady, które panują w portalu i tych zasad staramy się przestrzegać. Dla dobra tego miejsca i dla dobra tej społeczności. A teraz, jeśli chodzi o getto – nie, nie tworzymy getta. To nie jest zadaniem katolików. Ale z drugiej strony czemu katolicy nie mieliby stworzyć miejsca, w którym panują ich zasady? Pójdziesz na zwykły portal randkowy i dostajesz pytanie: „wyznanie”, a następne: „ulubiona pozycja seksualna”. Inna sprawa, że nie sądzę, żeby Strefa była portalem randkowym.

Myślę, że to trzeba podkreślać, bo spotykam się z opiniami, że właściwie to serwis randkowy, z tym że adresowany do katolików.

Dla mnie przeznaczeni.pl to jest przede wszystkim miejsce spotkania, miejsce poznania, miejsce, gdzie ludzie mogą razem zrobić coś wartościowego.

Czy takie poznawanie ludzi i takie – w domyśle – poznawanie przyszłego małżonka, może być romantyczne? Przez Internet, w którym potrzebny jest konkret, a nie ma tych wszystkich niuansów…

Przez Internet fajnie się flirtuje, ale szybko się to nudzi. Poznaję kogoś, podoba mi się, żartujemy, jest jakaś wirtualna chemia – zapraszam ją na kawę, do kina. Albo właśnie: dlaczego tylko na kawę, a dlaczego tylko do kina? Dlaczego ma być standardowo? Kreatywność to nie tylko kreatywność w kampaniach marketingowych, w reklamie. Kreatywność jest wszędzie, jest w twoim związku, jest w twoich relacjach, jest w sposobie, w jaki żyjesz. To jest fenomenalne! I romantyczne (śmiech).

Ale czy to nie jest portal dla desperatów? „Trzydzieści lat, męża nie widać, co robić?”.

„Piąty rok mija, a ja niczyja”, „o matko, kiedy zostanę mężatką” – najsłynniejsze teksty na końcówce studiów, tak? Nie, nie jest dla desperatów. Jest dla ludzi, którzy potrafią się z klasą bawić. Naprawdę.

Jest taki pogląd, że ludzie kierujący się zasadami w życiu, wartościami, mają problem z wchodzeniem w związki, czy w ogóle w głębsze relacje. Po prostu – są wymagania.

Ja bym znów wrócił do tego samego – Internet jest tylko narzędziem. Jeżeli ktoś się zachowuje w sposób desperacki w życiu, to będzie desperacko traktował to narzędzie. A jeżeli mam zaufanie do Boga, to jakoś razem idziemy do przodu. Nasze życie nie jest wyścigiem, ale jest drogą do Boga. Nie możemy oczekiwać, że wszystko będziemy od razu mieli, że wszystko będzie tak, jak sobie to wymyśliliśmy. Święty ojciec Pio użył pięknej metafory: z Panem Bogiem i z naszym życiem to jest tak, jakby Bóg wyszywał serwetkę, my widzimy ją od dołu i mówimy – co to jest za brzydactwo, a Bóg widzi ją z góry i mówi – widzisz jaki to piękny wzór?

Zdarzali się w Strefie jacyś oszuści?

Na pięćdziesiąt tysięcy osób, bodajże pięć zostało usuniętych dyscyplinarnie. To jest naprawdę bardzo bezpieczny Internet.

Portal dedykowany jest m.in. Janowi Pawłowi II. Co rozumiesz przez słowa papieża: „budujcie cywilizację miłości”?

Nawet jeśli nie jestem chrześcijaninem, a robię – dzień po dniu – rzeczy, które mają dobry wpływ na życie innych ludzi, to buduję cywilizację miłości. Czy ty przyniosłeś więcej dobra czy więcej zła do tego świata? Czy szukałeś swojej drogi do Boga, czy odciągałeś innych od tego Boga? Kiedyś Jan Paweł II do młodych powiedział: „musicie wymagać od siebie, nawet gdyby inni od was nie wymagali”. Powiedział, że każdy z nas ma swoje Westerplatte – miejsce, w którym niekoniecznie chciałby być, ale powinien wytrwać. Więc nie należy się lękać, lecz otworzyć drzwi Chrystusowi. Wnieść w świat miłość, którą tylko On może poprzez mnie czy przez Ciebie dać. Po to by „to przemijanie miało sens”.