Zazwyczaj kiedy o czymś jest głośno, jedni są za, inni przeciw. Jedni są zachwyceni, inni się oburzają. Dla jednych „Tryptyk Świętokrzyski” to wzruszająca muzyczna opowieść, dla innych – kiczowata komercja. Ale jest coś, co ich łączy: na hasło „Tu es Petrus” lub „Psałterz Wrześniowy” wszyscy zgodnie reagują: „To Piotr Rubik!”. A jemu o to chodzi.
WERONIKA GURDEK
Z Kielc do Sopotu
Na początku wcale nie było głośno. Media ostrożnie informowały, że szykuje się jakieś dziwne, nowe Oratorium, dedykowane Janowi Pawłowi II. Telewizyjna premiera „Świętokrzyskiej Golgoty” nie wzbudziła aż takiego zainteresowania, jakiego można było się spodziewać. Piotr Rubik nie miał jeszcze blond włosów, a honorowy patronat nad płytą objął ks. bp Kazimierz Ryczan, Ordynariusz Diecezji Kieleckiej. Koncert zarejestrowany 6 kwietnia 2004 roku w Bazylice Katedralnej w Kielcach został wydany nakładem wydawnictwa JEDNOŚĆ, zajmującego poczesne miejsce wśród wydawnictw katolickich w Polsce. Całość wyglądała dosyć poważnie.
Kolejna część „Tryptyku” – „Tu es Petrus” była pierwszą w pełni zaprogramowaną medialnie płytą. Ukazała się w maju 2005 roku uruchamiając tym samym machinę tworzącą swoistą „rubikomanię”. Jej przypieczętowaniem była wygrana z 20 sierpnia 2005 roku w Sopocie na I Festiwalu Jedynki, gdzie singiel „Niech mówią, że to nie jest miłość” został Przebojem Lata Jedynki. Zwycięski utwór rozpoczął szturm na listy przebojów, a Rubik ruszył w trasę koncertową. Przeciętny Polak zakodował sobie w głowie refren śpiewany przez Olgę Szomańską i Przemysława Brannego i rozpoczął poszukiwanie płyty z tym nagraniem, nie zawsze zdając sobie sprawę, o czym są pozostałe kompozycje. Płytą „Tu es Petrus” równie mocno zachwycili się księża, mamy, dziadkowie i piszczące za przystojnym dyrygentem nastolatki. Media z trudem nadążały z emisją kolejnych programów na temat Oratorium, a Piotr Rubik nie szczędził wizyt w takich programach jak „Mój pierwszy raz” czy „Kuba Wojewódzki” (gdzie, przypomnijmy, zasiadł obok Dody Elektrody, czyli Doroty Rabaczewskiej z Virgin). Prawdziwy misz-masz (kostka Rubika?).
W październiku tego roku serca fanów zdobył „Psałterz Wrześniowy” i promujący go „Psalm dla Ciebie”. Tym razem duet Rubik-Książek zaserwował nam powtórkę z historii i sprawdzian z patriotyzmu. To wszystko w konsekwentnie religijnym kontekście i… różowo-kiczowatej okładce, niczym zaproszenie na karnawałowy bal. Sam „Psałterz” zdaje się najbardziej przebojowy, poważny i zabawny jednocześnie. Runęły stereotypy dyrygenta-sztywniaka. Roztańczeni soliści, „gibający się” chór – nowe formy ekspresji w produkcji Rubika dostrzegł nawet Ireneusz Krosny i Kwartet Mozarta.
Wypromować siebie
Zazwyczaj kiedy o czymś jest głośno, jedni są za, inni przeciw. Jedni są zachwyceni, inni się oburzają. Dla jednych „Tryptyk Świętokrzyski” to wzruszająca muzyczna opowieść, dla innych kiczowata komercja. Ale jest coś, co ich łączy: na hasło „Tu es Petrus” lub „Psałterz Wrześniowy” wszyscy zgodnie reagują: „To Piotr Rubik!”. A jemu o to chodzi. Zrobił wszystko, żeby być w centrum zainteresowania, żeby po raz pierwszy to nie wykonawców, a kompozytora zapamiętano. Stworzył od podstaw swój wizerunek, z uwzględnieniem najdrobniejszych szczegółów, stanowiących wodę na młyn dla mediów. Zdolny i wszechstronnie wykształcony muzyk, ale równocześnie zapalony gracz, fan szybkiej jazdy na motocyklu, amator podróży i języka japońskiego. Światowy i dostępny jednocześnie. Nawet jego oficjalna strona internetowa prowadzona jest tak, jakby kolejne wiadomości o sobie wpisywał samodzielnie. „Tryptyk” nie jest jego pierwszym wielkim dziełem, który przyniósł mu uznanie, ale tym, który przybliżył go do ludzi. Również nie po raz pierwszy sięgnął po tematykę religijną – pamiętamy przecież jego muzykę do filmu Teresy Kotlarczyk „Prymas” czy czołówki specjalnego wydania „Wiadomości” po śmierci Jana Pawła II. Rubik wiedział, co robi, komponując „Tryptyk” – uderzył w czuły punkt, znalazł dobry moment, wypełnił niszę stylową, podając ważką treść w przystępnej formie. Zaskarbił sobie miłość wielu Polaków i większości mediów.
Motocykl i czerwona kiecka
Co ciekawe, spośród wszystkich utworów na single zostały wybrane te, które jako jedyne nie są jednoznacznie religijnymi kompozycjami. „Niech mówią, że to nie jest miłość” oraz „Psalm dla Ciebie” dają się interpretować w dosyć swobodny sposób, w zależności od kontekstu. Warto zwrócić uwagę na teledyski. Dodajmy – w obu gra Piotr Rubik. W „Niech mówią, że to nie jest miłość” jest niby aniołem, cierpliwie czekającym na rozwój wydarzeń i stwarzającym dogodne warunki do rozwoju tej prawdziwej, autentycznej miłości, a w „Psalmie dla Ciebie” wciela się w zauroczonego piękną kobietą muzyka. Ich uczucie stanowi reminiscencję młodzieńczych porywów miłości dla przeżywającego kryzys małżeństwa. Warto oba klipy oglądnąć w całości i zwrócić uwagę na kilka spraw, gdyż pobieżne zapoznanie się z nimi zniekształca przekaz.
Miłość małżeńska, miłość między kobietą a mężczyzną, jest miłością specjalnie wyróżnioną przez Boga – uświęconą sakramentem, widzialnym znakiem niewidzialnej łaski. Właśnie wobec szeroko zakrojonej w kulturze negacji wartości małżeństwa, stałości związków itp. powiedzenie głośno i odważnie, choć nieco przekornie: „niech mówią, że to nie jest miłość”, zasługuje zdecydowanie na uznanie. „Psalm dla Ciebie” mówi o pieczęci „położonej na sercu”, a pieczęć to przecież symbol stałości, przysięgi – także małżeńskiej. Z obu tekstów i klipów wypływa jeszcze jedna ważna prawda. Od wieków ludzie biedzą się nad racjonalnym źródłem miłości międzyludzkiej, nad tajemnicą wyboru („Czemu ze wszystkich pragnień na świecie, to ty mnie wybrałeś?”, „(…) że to się tylko zdaje nam”). Dla chrześcijan źródłem miłości i nauczycielem miłości jest Bóg, który sam jest Miłością. To On w niezwykły sposób obdarza nas miłością, uczy kochać i błogosławi zakochanym. Nie zgodzę się więc ze stwierdzeniem, że nie są to utwory religijne, co więcej, może są jednymi z nielicznych na listach przebojów, które w niewypaczony sposób rozważają rzeczywistą wartość miłości między kobietą a mężczyzną. Jak się bowiem obie teledyskowe historie kończą? Zostało to ujęte symbolicznie, ale jednak – kończą się dobrze: w „Niech mówią…” ona zrywa z nie wróżącym nic dobrego związkiem, a w „Psalmie dla Ciebie” skłócone małżeństwo godzi się i fakt ten cementuje ich uczucie.
Zgorszenie?
Wzruszające są singlowe historie, zachwyca przesłanie „Tryptyku”. Można by było właściwie pozostać w pełni uznania, pogratulować sukcesu, a dzieło Rubika podawać za przykład, gdyby nie kilka „ale”. Środowisko artystów chrześcijan jest wobec naszego „bohatera” mocno sceptyczne. Nie kryją zażenowania muzycy i dziennikarze, także wielu słuchaczy łapie się za głowę i pyta: jak się ma ta twórczość do świadectwa życia? Padają mocne słowa, a niektórzy wolą już nie poruszać tematu, żeby nie napędzać machiny zgorszenia.
Daleka jestem od oceniania kogokolwiek. Sumienie Rubika nie jest sumieniem środowiska muzyków chrześcijan, nie jest moim sumieniem. Św. Paweł uczy w Liście do Rzymian: „Przestańmy więc wyrokować jedni na drugich” (Rz 14,13). Przestaję więc, a nawet nie zaczynam. Wszystkie trzy płyty uważam za godne zainteresowania i wartościowe, polecam teledyski jako czytelny, współczesny kod kultury, jak będę miała okazję – wybiorę się na koncert. Ale w Liście do Rzymian czytamy dalej: „A raczej to zawyrokujcie, by nie dawać bratu sposobności do upadku lub zgorszenia” (Rz 14,13). To nie dziennikarska elokwencja. Nie ironizuję bez potrzeby. Co więc jest powodem?
Cud w Kanie, miłość Boga do człowieka, Jan Paweł II, tajemnica Krzyża i cierpienia – o tym jest „Tryptyk”. To nie moja interpretacja, a słowa jego autorów. Jednak głębokie religijne przesłanie nijak się ma do prezentacji tego dzieła w mediach. Już wybór utworów na single, o czym piszę wyżej, rodzi wątpliwości. Teledyskowe obrazy, choć piękne, są nieco banalne. Brak w nich ludzkiego dramatu, chrześcijańskiego ducha pokuty i żalu za wyrządzone zło. Oczywiście można zapytać, czy tak kompletny przekaz byłby czytelny i zrozumiały? Czy zostałby przełknięty przez media i tak szeroko promowany? Pewnie nie, ale połowiczne rozwiązania nie są wskazane – mamy być zimni albo gorący. Nie letni. Argument „partyzanckiej ewangelizacji” broniłby się może, gdyby promujących utworów nie odarto z tak ważnego wstępu narratora. Jakże to jednak mogłoby mieć miejsce, skoro dziennikarzom komercyjnych rozgłośni radiowych ledwo przechodzi przez gardło słowo „psałterz”?
A sam Rubik? Nie interesuje mnie jego prywatne życie. O tym niech piszą w drogich gazetach dla nowoczesnych pań. Zgodnie z lokalną ideologią. Ja wolę tę zaczynającą się od słów: „Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień”. Zastanawia tylko fakt, dlaczego w wypowiedziach Rubika nie pojawiło się jak dotąd choć kilka zdań komentarza przesłania „Tryptyku”. A może po prostu nikt go nie zapytał?
Wszystko przejdzie, jeśli jest szczere. Ale jeśli ktoś coś kręci i na wielkich słowach „robi wielką kasę”, trzeba reagować. Św. Paweł przynagla, „by nie dawać sposobności do zgorszenia”. Może popularność „Tu es Petrus” i „Psałterza Wrześniowego” zmieni w świadomości ludzi stosunek do muzyki chrześcijańskiej, może dostrzegą jej obecność poza ramami kolęd, niedzielnej mszy św. Może. Boję się jednak, że nie odkryją dzięki tym płytom jej pełni – głębokiego sensu uwielbienia Boga. Że dzięki tej medialnej pompie, nie poczują jej wymiaru modlitewnego. Bardzo tego szkoda.
