Memento mori, czyli Ba-ro(c)k

James Ensor, Szkielety walczącego o śledzia

To, co powiedziane na ucho, trzeba teraz rozgłaszać na dachach. Na wszelkie sposoby, obojętnie jakim językiem, byle głośno. Choćby miało się to skończyć, jak u Baki, stratą imienia poety, czy jak u Budzyńskiego, stratą pozycji idola.

MICHAŁ BUCZKOWSKI

 

Wyzyskujcie chwilę sposobną, bo dni są złe…
Napełniajcie się Duchem, przemawiając do siebie w pieśniach…
(Ef 4,17n)

Dwieście czterdzieści lat temu wyszedł spod prasy drukarskiej wielce zadziwiający tomik poezji pod tytułem „Uwagi śmierci niechybnej”. Autorem był pragnący zachować anonimowość jezuita, Józef Baka. Misjonarz znany jako dobry mówca, założyciel Bractwa Dobrej Śmierci, chcąc przekazać zbawienne prawdy, posłużył się niebywale dziwnymi środkami. Wyjątkowo krótkim wersem, niespotykanymi rymami i przede wszystkim nad wyraz okrutnym obrazowaniem. Wyobraźmy sobie, jak mocne musiały się wydać w XVIII wieku takie słowa kapłana:

Jak ścierwo
Rozerwą.
Raz zapłaczą,
Stokroć skaczą,
Że już trupa
Cna chałupa
Nie widzi,
Bo zbrzydzi,
„Won gnoju
Z pokoju!”
[Baka, Starym uwaga]

Ale księdza Baki nie interesowało to, czy ktoś mógłby się poczuć dotknięty. Dla niego cel był jeden – skutecznie głosić Słowo Boże, ocalić od śmierci możliwie wiele dusz. Bez ogródek upominał bogatych i biednych, młodych i starych, szlachetnie urodzonych i urodzonych nisko. Miejscami bywał bardzo dosadny.

Nasuwają mi się pewne analogie ze współczesną muzyką rockową. Również Tomasz Budzyński często nie przebiera w słowach. Jego sposób głoszenia Bożych prawd jest dość nietypowy. Na przykład:

wrony dłubią w nosie, na dziurawym moście
syn Godzilli patrzy źle
nie spaceruj tędy, nie wyciągaj ręki
to się może skończyć źle
do krainy mroków, do krainy smoków
jedno słowo, głupi krok
bo w krainie mroków biega wiele smoków
przykry oddech, samo zło
[Budzyński, W krainie smoków]

Do tego jeszcze ostra muzyka i tłumek zbulwersowanych gotowy, ale czy można siedzieć cicho, gdy odkryło się źródło wytryskujące ku życiu wiecznemu? Czy można zastanawiać się nad poetyckością, dobrym tonem, gdy Duch wionie? Czy można nie głosić Dobrej Nowiny, gdy się ją poznało? Budzyński często mówi o tym, że nie chce moralizować, że śpiewa po prostu o tym, co jest mu bliskie. Jest to chyba jednak trochę tak jak u księdza Twardowskiego: „Nie przyszedłem pana nawracać”, ale nie da się milczeć. To, co powiedziane na ucho, trzeba teraz rozgłaszać na dachach. Na wszelkie sposoby, obojętnie jakim językiem, byle głośno. Choćby miało to się skończyć, jak u Baki, stratą imienia poety, czy jak u Budzyńskiego, stratą pozycji idola.

Jeszcze zanim Budzyński usłyszał o jezuicie, który z maniakalnym uporem ostrzegał przed śmiercią, zdarzało mu się pisać w podobnej formie:

Niech ktoś rozbudzi,
szarą niedzielę
ale jak
trzeba tak
styka, pyka
grdyka, cyka
kara znika
lum
bum bum bum
(to już my)
[Budzyński,***(Niech…)] Zemdlejesz,

Strupiejesz.
Trąby ra! ra!
A śmierć gra! gra!
Kotły bum! bum!
Z domu rum! rum!
Ruguje,
Rumuje
[Baka, Rycerzom uwaga]

W zespole Siekiera śpiewał piosenki, które mimo zupełnie odmiennej treści, jako żywo przypominały w sposobie pisania poezje zatroskanego duszpasterza z Błonia. Duch Baki unosił się gdzieś nad Budzyńskim. Obaj „połamali” język. Zdziwienie, a nawet oburzenie wywoływały „siekańce” Baki, zaskakuje pomysłami Budzyński. Szczególnie, gdy tekstem piosenki czyni powszechnie niezrozumiałą modlitwę w językach, tak zwaną glosolalię („Soul Side Story”).

Jezuita rozumiał wartość przekazu muzycznego. Do niektórych wierszy były napisane melodie, ale kaznodzieja nie znał jeszcze możliwości gitary elektrycznej. Jestem przekonany, że nie zważając na nic wykorzystałby ostrą, agresywną, punkową muzykę… gdyby o niej wiedział. Jego poezje nie do recytacji były tworzone. To wołanie na puszczy. No właśnie, wołanie – krzyk. Na odpowiednią oprawę wiersze musiały poczekać. Wyśmiewane przez dwa wieki, prawie zapomniane teksty, nie zostały skazane na to, by tkwić w zakurzonych tomikach. Zostały wykrzyczane!

Osobowość Tomasza Budzyńskiego zapewniła sukces projektowi Trupia Czaszka (iście barokowa nazwa) i płycie „Uwagi Józefa Baki”. Zespół znakomicie zrozumiał misjonarskie przesłanie. Powstały po prostu mocne piosenki (pod każdym względem). Jest to ewangelizacja z wielką siłą. Wyobrażam sobie, jak duch zmarłego księdza-poety przygląda się podczas koncertów Trupiej Czaszki wzmacniaczom, mikrofonom. Jak boleje nad stanem techniki w swoich czasach i cieszy się, że jego wysiłki nie idą na marne, że w przekonujący sposób mówi się o skutkach grzechu, przypomina się o potędze śmierci, ale i daje się asumpt nadziei i uwielbianiu Boga:

Wszystkie stany
Na przemiany
Upadajcie,
Wyciskajcie
Z powieki
Łez rzeki
Sędziemu
Świętemu.
Boskie rany
Jako ściany
Niech zasłonią
I obronią
Każdego
Grzesznego
Od kary
Nim mary.
I Maryja
Niech nie mija,
Wnętrznościami,
Zasługami
Folgując,
Ratując
Człowieka,
Co czeka.
[Baka, Rada wszystkim stanom]