Nie ma życia bez Boga

W życiu są różne momenty. Czasem chcesz skakać z radości, a czasem musisz ciężko walczyć o każdą chwilę. Wchodzisz w nieprzeniknioną ciemność i dopiero Bóg musi cię z niej wydobyć. Wtedy wołasz do Niego, żeby rozświetlił rzeczywistość, napełnił łaską. Illumina tenebras meas!

O nowej płycie z zespołem Illuminandi rozmawia WERONIKA GURDEK

Zespół Illuminandi powstał z inicjatywy Aleksandra Kozioła (gitara) oraz Jana Trębacza (śpiew, gitara). Do grupy dołączali kolejno: Patrycja Pyzińska (skrzypce), Antonina Kraszkiewicz (wiolonczela), Aleksander Kraszkiewicz (gitara basowa) oraz Szymon Grych (perkusja). Od samego początku celem zespołu było tworzenie mocnej, aczkolwiek melodyjnej muzyki niosącej pozytywne przesłanie wypływające z wiary muzyków. W powyższym składzie zespół nagrał dwa materiały demo, zatytułowane po prostu „Demo I” (2000) oraz „Demo II” (2002). Ponieważ muzyka Illuminandi powoli ewoluowała w stronę bardziej metalowych brzmień, wkrótce stało się jasne, że potrzebny był drugi wokalista, który dysponowałby mocnym, pełnym ekspresji wokalem. Tak oto szeregi grupy zasilił Rajmund Jeleń. W takim składzie grupa zarejestrowała swoje najnowsze dzieło, 5-utworowy mini album zatytułowany „Illumina Tenebras Meas”. Brzmienie grupy na tym EP jest najlepsze, jakie Illuminandi uzyskało do tej pory, utwory są bardziej zróżnicowane. Grupa przygotowała mieszankę ciężkich gitarowych riffów, potężnego brzmienia sekcji rytmicznej, a zarazem delikatnych, bardzo dynamicznych dźwięków skrzypiec i wiolonczeli, potężnego growlu oraz pełnego emocji śpiewu.

Premierę, płyta „Illumina Tenebras Meas”, ma w lutym 2007 roku.

Waszą nową płytę otwiera utwór „Jeździec”. Jest w nim taki fragment: „Ległem zbity, łaską podcięty”… Ścięła was kiedyś z nóg łaska Boża?

Aleksander Kozioł: Tak, ścięła… W ciągu jednej nocy. Czytałem pewną książkę, w której trafiłem na słowa podobne do tych: „Chrystus kocha cię takim jakim jesteś”. Nie pamiętam ich dosłownie, ale o to chodziło. Bóg stworzył cię z miłości i nie patrzy na twoje grzechy. I to spowodowało, że po wielu, wielu latach życia na bakier z Bogiem, ukląkłem i zacząłem się modlić. Rano okazało się, że zostałem uzdrowiony z tych wszystkich zniewoleń, które mnie dręczyły.

Jan Trębacz: Ja nie przeżyłem żadnego uzdrowienia, ani żadnej sytuacji, która by mnie diametralnie odmieniła. Mnie dotykają raczej drobne promienie łaski: spotkanie z człowiekiem, rozmowa, dobrze przeżyty sakrament pojednania. Historie, o których opowiadał Malejonek czy Dziki, mnie nigdy nie dotyczyły. Może czasem, paradoksalnie jest mi nawet żal, że Bóg jak dotąd nie pozwolił mi poczuć swojej obecności aż tak wyraźnie, wręcz namacalnie, że nie wyciągnął mnie z absolutnego dna…

Ale Dziki w „Radykalnych” mówi wyraźnie, że to on zazdrości ludziom, którzy nie musieli przez to przechodzić, którzy „wyssali wiarę z mlekiem matki”. Mam wielki szacunek do Dzikiego za te słowa – warto sobie uświadomić, jak cenna jest wiara, której się nigdy całkiem nie utraciło…

Jasiek: …i nie zerwało zupełnie łączności z Bogiem. Zgadza się.

W tym samym utworze śpiewacie dalej za Liebertem: „uczyniwszy na wieki wybór, w każdej chwili wybierać muszę”… Powiedzcie dlaczego wybraliście Chrystusa?

Alek: Urodziłem się w rodzinie katolickiej, więc mój wybór nie był do końca samodzielny, świadomy. Wybrali moi rodzice. Ale później to ja sam Mu zaufałem. Zaufałem, bo mnie wyzwolił. I teraz życie pokazuje, że jest tak, jak mówi poeta – muszę wybierać codziennie. Upadam, ale powstaję. Bóg zsyła mi z nieba upomnienia, ale i upominki… łaski Bożej! O to chodzi w podążaniu za Chrystusem: zapieram się siebie i wierzę „na wieki”.

Jasiek: Hm… Ja też zostałem wychowany w wierze katolickiej. Przychodzi taki czas, kiedy człowiek zaczyna dorastać i pewne rzeczy się weryfikują. I wtedy zorientowałem się, że w niektórych dziedzinach życia kieruję się albo przyzwyczajeniem, albo strachem. Bałem się, że może Pan Bóg mnie ukarze, jeśli nie będę chodził do kościoła, czy przestrzegał przykazań. Dopiero w III klasie ogólniaka, kiedy poszedłem pierwszy raz na pielgrzymkę, zrozumiałem, że wiara to nie jest żadne samoumartwienie ani smutek. Zobaczyłem wspólnotę ludzi, którzy cieszą się relacją z Bogiem i relacjami między sobą. To mnie skłoniło do poszukiwań. W tym czasie ukazała się też pierwsza płyta Tymoteusza, która jeszcze bardziej mnie umocniła w tych poszukiwaniach. Muzycy Tymoteusza dużo mówili o wspólnotach, więc pomyślałem, że ja też bym tak chciał. Postawiłem sprawę tak: albo muszę coś zrobić z moją wiarą, albo muszę odejść. W postaci przyzwyczajenia była ona po prostu męcząca, nic mi nie dawała, poza ograniczeniami. Zacząłem szukać, zastanawiać się i dziś wiem, że poza Panem Bogiem nie ma życia. Tylko On potrafi nadać sens wszystkiemu. Wierzę, że wszystko od Niego pochodzi – nasze talenty, my sami. W takim razie jak można żyć bez Niego?

Kolejnym waszym wyborem było granie muzyki z bezpośrednim przesłaniem chrześcijańskim. Dlaczego zdecydowaliście się na taki przekaz?

Jasiek: Pierwszym impulsem była płyta Tymoteusza. Wiele mi w życiu pomogła, bo dzięki niej zrozumiałem, że miejscem Boga wcale nie jest tylko kościół, niedziela itd. Chłonąłem tę muzykę na okrągło, całą dobę… I w ten sposób zrozumiałem, czym jest nieprzerwany kontakt z Bogiem, taki całodzienny, całodobowy. Było w tym też trochę nastoletniej fascynacji: jak Tymoteusz może, to ja też (śmiech). Potem przyszło dopiero dojrzalsze rozumowanie. Skoro muzyka to moja pasja, której mam poświęcać mnóstwo czasu, to przecież muszę śpiewać o rzeczach ważnych, najważniejszych. Chciałem się dzielić z innymi tym, co dla mnie najcenniejsze.

Alek: A ja miałem po prostu chęć grania w kapeli (śmiech). Wychowałem się na punku, podobały mi się zespoły takie, jak Siekiera, Armia. Kiedy dowiedziałem się, że Armia zaczyna grać o Bogu, pomyślałem: „Ciekawe, zobaczymy co dalej z tego wyjdzie”. Zwłaszcza, że początkowo reakcje na koncertach były bardzo dramatyczne. Ale w momencie, w którym Chrystus mnie wyzwolił, wiedziałem, że ja też chcę grać muzykę z jednoznacznym przesłaniem chrześcijańskim. To było dla mnie oczywiste.

Aleksander Kraszkiewicz (Olek): Ze mną było podobnie jak z Alkiem. Najpierw zespół, a dzięki niemu zaczęła się moja głębsza relacja z Bogiem.

/w tym momencie wchodzi Patrycja, skrzypaczka Illuminandi – przyp. WG/

Alek: O, a oto i nasza „Czarna Perła”, Patrycja, nasza skrzypaczka… Rozmawiamy właśnie o tym, co było w naszym życiu najpierw: muzyka czy pragnienie dzielenia się wiarą…

Patrycja Pyzińska: U mnie wcześniej była muzyka. Gram od dzieciństwa, dokładnie od ósmego roku życia. Muzyka jest dla mnie czymś naturalnym i cieszę się, że w zespole to może się przydać.

Wróćmy do nowej płyty – „Illumina Tenebras Meas”, czyli po łacinie „Rozświetl moją ciemność”. Tytuł niczym incipit jakiegoś staropolskiego epicedium…

Jasiek: Tak… W życiu są różne momenty. Czasem chcesz skakać z radości, a czasem musisz ciężko walczyć o każdą chwilę. Wchodzisz w nieprzeniknioną ciemność i dopiero Bóg musi Cię z niej wydobyć. Wtedy wołasz do Niego, żeby rozświetlił rzeczywistość, napełnił łaską. Illumina tenebras meas…

Alek: Kiedyś pewien ksiądz mi powiedział, że jeśli zaczniesz regularnie czytać Pismo Św., z urzędu dostaniesz diabła, który będzie cię od tego odciągał. Odczuwasz promień Światła, a szatan robi wszystko, żeby cię wepchnąć w ciemność. To osobowe zło, które chce cię oddalić od Źródła.

„Czterdziesta doba” to najbardziej przekorny utwór na krążku. Nie boicie się, że może być źle zrozumiany… Zwłaszcza na koncertach: ktoś was nie zna, nie jest też może specjalnie skupiony i zostanie mu w głowie: „Nie mieszka w górze nikt kto cię przyjmie/ Na czynach twoich nikomu nie zależy”…?

Jasiek: Z moim śmiechem (na płycie) chyba nie może być źle zrozumiany (śmiech). Mieliśmy trochę obaw. Ale liczymy na to, że w kontekście innych utworów, całej płyty, nikt nie odbierze tego tekstu dosłownie. Zresztą na koncertach zawsze ten utwór jakoś komentuję, nawet staranniej niż pozostałe. A swoją drogą, chwytliwy jest ten refren, nie?

Alek: I w gruncie rzeczy jest prawdziwy. Szatan, czyli to osobowe zło, potrafi tak „przeinaczyć” słowa, żeby było „na jego kopyto”. Oczywiście do czasu. I ten utwór przedstawia właśnie taką sytuację… Na koncertach poprzedza go wprowadzenie. Zawsze mówimy: „Nie słuchajcie tego, nie słuchajcie jego, szatana, bo on kombinuje…”.

Jasiek: To jest tekst Ewy Glińskiej, której nie znamy osobiście. Miała 18 lat jak go napisała. Ewa przysłała nam kilka swoich wierszy z propozycją, żeby któryś z nich wykorzystać jako tekst piosenki. I wybraliśmy ten. Można w nim odnaleźć własne pokusy, taki schemat myślenia. Pewne rzeczy dobrze jest nazwać, bo łatwiej jest je odrzucić. Ten wpadający w ucho refren, słodki, melodyjny dokładnie oddaje mechanizm działania szatana.

Macie charakterystyczną cechę konstruowania dialogu w tekstach utworów… Na poprzednim krążku był to utwór „I o tym drugim”, a na nowym kawałek „Zdrada”… Skąd taki pomysł?

Alek: To jest „patent” z Pisma św. Sięgamy po konkretne fragmenty z Pisma i chcemy zachować tę konstrukcje dialogu. Tak było w przypadku utworu „I o tym drugim”, gdzie wzorem była dla nas przypowieść o synu marnotrawnym z Ewangelii św. Łukasza, czy w utworze „Zdrada”, w którym wykorzystaliśmy scenę pojmania Jezusa, zaparcia się Piotra itd.

Jasiek: A jeśli chodzi o samą formę, to idealnie sprawdza się podział na role przy dwóch wokalistach. Mamy dwa głosy i możemy to dobrze wyeksponować, wychodzi to bardzo teatralnie, ciekawie. Ja w ogóle widziałbym w zespole trzech wokalistów…

Olek: …i trzy wokalistki.

Jasiek: Czemu nie. Mielibyśmy gotową rock-operę. Może kiedyś…

Już się nie mogę doczekać! Utwór „Hymn of All Creation” jako jedyny na nowym albumie ma tylko wersję angielską. Co was skłoniło do tego, żeby parafrazę trzech biblijnych psalmów – bo one są treścią tekstu – śpiewać po angielsku?

Olek: Po polsku się nie rymowało… (śmiech)

Jasiek: Od samego początku, kiedy myślałem o tym utworze wiedziałem, że będzie po angielsku. Ten tekst po prostu dobrze brzmi w tym języku. Ma lekko celtycki klimat. Po polsku by było chyba bardziej… „kanciasto”. Sam nie wiem… Dlaczego o to pytasz?

Ty jesteś filologiem angielskim a ja (będę) polskim… (śmiech) Szczerze powiedziawszy, to miałabym do zespołu właśnie tę jedną prośbę. „Pieśń całego stworzenia” w wersji polskiej. Ale to w przyszłości. Powiedzmy teraz coś o samej muzyce Illuminandi… Nie chcę wam wymościć żadnej stylistycznej szufladki, ale gatunek jaki reprezentujecie jest dosyć charakterystyczny…

Patrycja: Musimy sobie wymyślić jakąś tajemniczą nazwę na nasz styl. To nie jest przecież tylko gotyk lub typowy gotyk. To jest mix tylu gatunków…

Alek: To jest wypadkowa naszych upodobań muzycznych. Ja zawsze grałem punk i dalej gdzieś wewnątrz mnie brzmi ten styl, dziewczyny siedzą w muzyce poważnej…

Olek: Alek komponuje utwór na samej gitarze, potem dochodzi druga gitara Jaśka, mój bas, dziewczyny dorzucają smyczki, do tego perkusja i dwa całkiem różne wokale – nasza muzyka bardzo ewoluuje.

Jasiek: Moja wizja naszego stylu muzycznego była jeszcze inna. Zawsze fascynował mnie doom metal i metal gotycki – bardzo ciężka ale i melodyjna, nieco melancholijna muzyka. I to też słychać u nas, nawet jeśli niektóre riffy Alka są może bardziej punkowe, to późniejsze aranżacje zmierzają w stronę właśnie tej „mrocznej” melodii.

Patrycja: Ja może wypowiem się też w imieniu Tosi, wiolonczelistki. Ani ona, ani ja nie słuchamy tego rodzaju muzyki na co dzień. Robimy zupełnie inne rzeczy. W związku ze studiami gramy muzykę poważną, ale nasze upodobania oscyluję gdzieś pomiędzy jazzem a poezją śpiewaną. Ale to, co chłopcy nam przynoszą na próby jest ciekawe, podoba nam się i staramy się też dołączyć jakąś cząstkę siebie.

Zapytam jeszcze o sam wokal. Wyjaśnijcie, cóż to takiego jest ten growling?

Jasiek: Słowo „growling” (używa się też formy „growl” lub słowa „grunt”) to po polsku ni mniej ni więcej tylko „ryczenie”. Ale w metalowym światku używa się angielskiej nazwy, po polsku to chyba mało poważnie brzmi (śmiech). Taka forma ekspresji może budzić kontrowersje, ale dla ludzi oswojonych z muzyką doom, death czy black metalową taki styl „śpiewania” to coś normalnego. Można czepiać się, jak można używać „takiego” głosu w zespole chrześcijańskim, ale dla mnie nie ma tu żadnego problemu. Ale uważam, growl musi być wykorzystywany w odpowiedni sposób. Na przykład jeśli chodzi o naszą muzykę, nie widzę większego sensu w posługiwaniu się takim głosem przez cały czas. Są zespoły (i to chrześcijańskie), które to robią, i to z dobrym skutkiem, ale u nas – na dzień dzisiejszy – nie ma na to miejsca. Są jednak słowa, są emocje, które aż się proszą o taką formę wyrazu. Zresztą posłuchajcie naszych utworów, wydaje mi się, że dość dobrze podzieliśmy partie wokalne między śpiew a growl. A jeśli kogoś growl po prostu odrzuca… hmm, jest wiele innych zespołów. Nic na siłę!

Ale z taką muzyką na parafialne festyny raczej się nie nadajecie…

Jasiek: O, tu pewnie się zdziwisz (śmiech)…

Alek: Pamiętacie koncert w Dębicy na stadionie? Deszcz, burza, pioruny, ta nasza muzyka. A to był festyn parafialny Parafii Miłosierdzia Bożego. Ludzie się świetnie bawili. Woda sięgała powyżej kostek, było straszne błoto. Jakiś facet nagle wynurzył się z kałuży…

Jasiek: Baliśmy się o instrumenty dziewczyn, bo to sprzęt akustyczny…

Patrycja: Tak, nasze koleżanki stały nad nami z parasolami i osłaniały nas od deszczu. W sumie to stały obok, bo deszcz padał prawie poziomo… Strasznie zacinało… Ale popatrzcie, zawsze wszyscy wspominają ten koncert. Najlepszy koncert Illuminandi.

Olek: Chyba tylko akustyk ma złe wspomnienia. Próbował wszystko poprzykrywać jakimiś workami, folią, ale to nic nie dawało.

I w ten sposób mój misterny plan zadania kolejnego pytania spełzł na niczym… (śmiech)

Jasiek: Nie spodziewałaś się tego… (śmiech) Ale czasem gramy koncerty z innymi kapelami metalowymi, z zespołami niechrześcijańskimi. Myślę, że generalnie wszyscy chcielibyśmy grać takich imprez więcej, bo choć festiwale parafialne są super, to zawsze mi przykro z powodu tych kilku starszych pań, które w popłochu uciekają przy pierwszych taktach naszego pierwszego utworu.

Patrycja: Kiedyś graliśmy w Rzeszowie, w klubie „Rejs”. Graliśmy z kapelami metalowymi. Przyszli tacy młodzi, długowłosy, groźnie wyglądający chłopcy i cały koncert machali rękami ze znakiem szatana. Zaczęłam się do nich uśmiechać i w końcu chyba już sami nie wiedzieli co robić.

Olek: Świetnie się później bawili, a po koncercie przyszli po płytkę. Na koncercie w Czechach, w klubie Prostor-Tančírna, mieliśmy wrażenie, że nie pasujemy do reszty zespołów. Grały same świeckie, metalowe kapele i faktycznie, my ze swoim przesłaniem wyróżnialiśmy się. Ale to też był bardzo dobry koncert. Zostaliśmy dobrze przyjęci. O tym, czy gdzieś pasujemy czy nie, lepiej żeby decydował Pan Bóg.

Racja. W takim razie, na koniec, może zdradzicie Wasze najbliższe plany koncertowe…

Jasiek: Sami ich jeszcze nie znamy. Na dzień dzisiejszy wiemy, że na 90% zagramy na Spotkaniu Młodych w Wołczynie. Chodzą też słuchy o festiwalu FREAKSTOCK w Czechach i o ewentualnej powtórnej wizycie na Ukrainie w lecie, ale zobaczymy co z tego wyjdzie. Na razie nic nie jest potwierdzone. Z racji tego, że wydajemy płytkę, chcemy zagrać jak najwięcej koncertów promujących ją. Marzy nam się koncert na Song of Songs w Toruniu, ale nie wiemy na ile to jest realne.

Życzę wam powodzenia! Dzięki za rozmowę.

Jasiek: Pozdrawiamy wszystkich sympatyków naszej muzyki, zachęcamy do posłuchania „Illumina Tenebras Meas”. Wspierajcie nas nadal i do zobaczenia na koncertach! Shalom!