Poza światem?

– Miałem do czynienia z różnymi wydarzeniami muzycznymi, ale pierwszy raz spotkałem się z tym, żeby muzyka była przed muzykami – dzieli się pod koniec rekolekcji Kamil, jeden z uczestników. I faktycznie ma rację. Nie ma gwiazdorstwa. Popisywania się. Wszyscy jesteśmy równi przed Bogiem. A przecież większość muzyków grających na Strefie Chwały to profesjonaliści na skalę światową.

KATARZYNA CUDZICH

Dwa psy

– Jeśli jesteś liderem uwielbienia, to chwała Panu. Ale nie zawsze jesteś powołany tylko do tego! – postuluje Ronan Johnston z Irlandii, tegoroczny gość Strefy Chwały. – Bóg chce, abyśmy wchodzili do świata, a nie zrobimy tego śpiewając pieśni uwielbienia na spotkaniach modlitewnych!

Można chwalić Boga nawet poprzez pisanie piosenek o „miłości, zagubieniu i obowiązkach domowych”! Taki opis najnowszej płyty Ronana, „Songs of consolation”, znajduje się na jednej ze świeckich stron internetowych (cdbaby). Ronan jest znany w świecie głównie jako muzyk rockowy oraz muzyczny dyrektor reality show – „You’re a Star”. W swym słowie skierowanym do nas nie raz wspomina, że naszym obowiązkiem jest życie i praca w świecie. Ale mamy pozostawać poza nim. Stanowić pogranicze, pomost.
– Musimy stworzyć kulturę alternatywną dla MTV! – nawołuje Diana w trakcie panelu dyskusyjnego o współczesnych mediach. – Przestańmy już wspominać, a zastanówmy się, co możemy zrobić dla muzycznego rynku – radykalnie stwierdza Marcin Pospieszalski. – Większość tych zespołów, które usłyszeliśmy tutaj gra naprawdę genialną muzykę. Co możemy zrobić, żeby udało im się wejść do studia, a ich nagrania mogły ujrzeć światło dzienne?

Utopia? Nie do końca. Na sali zawrzało. Przynajmniej został poruszony problem, który coraz bardziej daje o sobie znać. Zaistniał w świadomości wszystkich zgromadzonych. Co z tego wyniknie na przyszłość? Zobaczymy. A zespoły, o których wspomina Marcin, to muzyka z najróżniejszych obszarów. Słyszymy reggae, jazz, folklor ukraiński, pojawiają się też akcenty bluesowe czy żydowskie. Prawdziwa uczta estetyczna.

W świecie, ale spoza świata. Jednak jak wytrwać, kiedy zewsząd otaczają nas pokusy i zwodzenia? Dla Ronana odpowiedź jest jasna: bez wspólnoty nie przeżyjemy. – Jest konieczna! – przekonuje – jeśli nie wierzysz, zapytaj kogokolwiek z tej sali!

– Musimy współnależeć do siebie i współzależeć od siebie! – kilka dni później kontynuuje ten wątek Stasia Iżyk. – Wspólnota daje siłę, odnowę, jest lekarstwem na wszelki grzech. We współczesnym świecie niezależność stała się pokusą. Na pustyni szatan chciał zakwestionować wspólnotę, jaką tworzył Jezus z Ojcem i Duchem Świętym.

Drugą naszą bronią jest regularnie podawana porcja Słowa Bożego, posiłkowanie się nim. – W naszym wnętrzu istnieją dwa sprzeczne żywioły: czarny pies i biały pies. Ten wygra, którego się lepiej karmi – konkluduje Stasia.

Rush!

Tegoroczne słowo Ronana skierowane jest głównie do liderów uwielbienia. Podaje on praktyczne wskazówki, jak przygotowywać się do spotkań, jak je prowadzić, jak dobierać pieśni. Ale tak naprawdę, czy można się tego nauczyć? Można stworzyć coś w rodzaju przewodnika „Jak skutecznie prowadzić innych do uwielbienia?” To brzmi jak poradnik psychologiczny! Dlatego nie da się skupiać na samej teorii z pominięciem aspektu duchowego. Jeśli sam nie jesteś gotowy, by uwielbiać Boga, to nie poprowadzisz do tego innych!

– Jak przygotowujesz uwielbienia? – pada pytanie z sali. – Przede wszystkim staram się sam przed spotkaniem chwalić Boga, grając i śpiewając.

Dopiero potem można dzielić pieśni na te: chwały – wprowadzenie do wejścia w Bożą Obecność i uwielbienia – stawanie przed Bogiem i trwanie przed Nim.

– Rush! Rush! – krzyczy Ronan. – Wstań i biegnij do swojego Boga!

Znowu można odnieść wrażenie czegoś w rodzaju seansu parapsychologicznego. Ale bez obaw. Tu nie ma pustych emocji. Wzajemnego podsycania się. To nie miałoby sensu. Konkret. Spotkanie z Bogiem.

– Uwielbienie oznacza: przybliżyć się, aby pocałować. Przypomnij sobie Twój pierwszy pocałunek. Tak Bóg chce dziś przyjść do Ciebie.

Łączcie się!

– Panie Boże ja Ci dziękuję za łaskę bycia w Polsce i doświadczanie tej wspólnoty! – modli się Jula, wokalistka Kany. – Nawet nie wiecie, jakie macie szczęście, że żyjecie tutaj! – dodaje później.

Ja też chwalę Pana za to, że zesłał nam tych ludzi z Ukrainy. Ich świadectwo pomaga docenić naszą, polską sytuację Kościoła. Brat Grzegorz, opiekun ukraińskiej grupy, opowiada o kościele w Dniepropiotrowsku, który, jak czytamy na portalu wiara.pl zamknięty po wojnie, został następnie bezprawnie sprzedany w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia i od parunastu lat trwa walka o jego odzyskanie. – Kazali nam zabrać Najświętszy Sakrament – opowiada dla Radia Watykańskiego ks. Sobiło. – W przeciwnym wypadku zostaniemy oskarżeni o zajęcie siłą własności prywatnej.

Widzimy, że realia Kościoła na Ukrainie przedstawiają się bardzo nieciekawie. Mimo to, już po raz drugi udało się zorganizować tam wspólną trasę zespołu New Life 'm i Kany. Niesamowite, jak Bóg to układa. Uwielbienie prowadzone przez Kanę w Gródku to prawdziwe spotkanie z Bogiem. Piękna muzyka, głęboka modlitwa, a przy tym postawa pokory i uniżenia. Brat Grzegorz wyjechał na Ukrainę 15 lat temu na dwa tygodnie. Został do dzisiaj. Jego obecność to duże błogosławieństwo dla zespołu, ale i w ogóle dla Kościoła na Ukrainie. Duże błogosławieństwo także dla nas, uczestników Strefy.

Ostatnio często zastanawiam się, na czym polega „zdrowy” ekumenizm. W Gródku otrzymuję namiastkę odpowiedzi. Kiedy widzę, jak katolik modli się nad protestantem. Kiedy razem prowadzą uwielbienie. Kiedy protestant uczestniczy w Eucharystii. Kiedy katolik przyjmuje autorytet protestanta. Razem grają, modlą się i w jedności stają przed Bogiem. Szkoda, że takich zachowań i ludzi wciąż mało wokół nas. O ekumenizmie wypowiada się też gość specjalny, ojciec dominikanin Marek Pieńkowski. – Jakich Chrześcijan potrzebuje Europa? – czytamy w materiałach Stefana Wilkanowicza, które nam rozdał. – Głęboko związanych z Chrystusem, a zatem ekumenicznych.

– Tradycja od fanatyzmu różni się tym, że tradycja jest żywa, wciąż się zmienia i dostosowuje do nowej rzeczywistości, a fanatyzm nigdy – zauważa o. Pieńkowski.

Musimy o tym świadczyć swoim życiem i pokazywać, że chrześcijanie nie są z Marsa ani Wenus. Nie są zniewoleni, ale wolni. I nie są fanatykami, którzy wszystkich nie-katolików spalili by na stosie. Wyjdźmy do ludzi i ukazujmy im takie postawy, zdaje się zachęcać ojciec. Jego słowa potwierdzają tylko to, o czym przekonujemy się podczas całego pobytu. Nie zatraćmy tego.

Podyskutuj z autorem:
katarzyna.cudzich@ruah.pl