
Zastanawiając się nad dziełem naszego papieża sprzed ponad czterech lat trudno wyobrazić sobie jego ekranizację… Jak bowiem oddać to, co tak naprawdę jest nieuchwytne, czym wyrazić wielowarstwową myśl, będącą równocześnie jego swoistym testamentem? W jaki sposób zobrazować niezwykłe metafory, które wyszły spod pióra największego z Polaków? Czy wizualny wymiar zawartego w „Tryptyku” przesłania nie wymknie się chęciom i sprosta swemu zadaniu? Niech te pytania towarzyszą refleksji nad wyjątkowym, – bo sprzeciwiającym się wszelkim schematom – filmem, wchodzącym na ekrany dwa lata po śmierci Jana Pawła II.
MONIKA SMÓŁKA
Muszę jednak zaznaczyć, że nie chcę, aby moje słowa stały się kolejną z wielu recenzji filmu, których mniej bądź bardziej krytyczne uwagi możemy ostatnio spotkać w całej prasie. Niech będą próbą kolejnego pochylenia się nad „Tryptykiem Rzymskim”, powrotu myślami do 2 kwietnia 2005 roku. Punktami moich rozważań uczynię różnorodne refleksje kilkoro młodych ludzi, spisane zaraz po obejrzeniu filmu.
Szedł wciąż w górę strumienia, do świeżości źródła… Szedł z całym Kościołem, jak kiedyś z wycieczką studentów… do źródła Nieskończonej Miłości pozwalającej nie umrzeć w całości… /Magda/
Taki właśnie Człowiek – Przewodnik pojawia się przed naszymi oczyma, kiedy mówimy: Jan Paweł II. Jest bliski wszystkim, bo prowadzi każdego z osobna. Poprzez „Tryptyk” także zdaje się odkrywać nowe ścieżki, przecierać kolejne szlaki… W części pierwszej swych medytacji – bo tak sam autor nazywa poemat – rozpoczyna razem z nami wspólną wędrówkę w podziwie nad światem – dziełem Stwórcy. Nadaje jej tytuł „Strumień” i zabiera nas w miejsca bliskie sercu, do swej rodzimej ziemi. Tekst liryczny ożywiony artystyczną animacją, to kolejny etap wyprawy w głąb Tajemnicy. Opracowanie plastyczne, scenariusz oraz reżyseria Marka Luzara zdaje się odpowiadać na słowa Jana Pawła II: A przecież nie cały umieram,/ To co we mnie niezniszczalne trwa…
Film ukazuje głębię Słowa – to ono jest źródłem tego dzieła, bo przez nie Bóg wszystko stworzył… W połączeniu z muzyką i obrazem to Słowo oddaje głębię ludzkiej duszy, a także przymierza Boga z ludźmi. Największe wrażenie zrobiła na mnie komputerowa animacja Kaplicy Sykstyńskiej. Graficy świetnie oddali piękno wewnętrznej polichromii… /Mateusz/
W drugiej części „Tryptyku” Jan Paweł II wprowadza nas w „Medytacje nad Księgą Rodzaju”. Staje razem z nami przy wejściu do Sykstyny i oddaje niejako w ręce Michała Anioła, który przybliża nam owoc widzenia… W tym miejscu warto wspomnieć o twórcach choreografii, którymi są Tomasz Gołębiowski i Jerzy Leszczyński. Za kolor, dźwięk i ruch odpowiedzialną jest natomiast Agnieszka Glińska z Art Color Balet, zajmująca się w filmie charakteryzacją i bodypaintingiem.
Dzięki tym obrazom można choć na chwilę zatrzymać się, zastanawiając nad światem i człowiekiem. Niepowtarzalny nastrój stworzony przez narratora dopełniają oryginalne efekty wizualne czy trafnie dobrana muzyka. Takie inicjatywy na pewno w dużym stopniu przyczyniają się do popularyzacji dzieła Jana Pawła II. /Agnieszka/
Czytający tekst Krzysztof Kolberger mistrzowsko, ale bez patosu wydobywa sens słów Jana Pawła II. Przejmująca narracja „Tryptyku” wzbogacona o dźwięk i obraz tworzy znakomitą animację artystyczną, którą dopełniają poddane komputerowej obróbce efektowne zdjęcia z żywego planu, będące próbą interpretacji samego tekstu. Ich autorem jest Paweł Śmietanka. Całości nagrań instrumentalnych dokonano wraz z Orkiestrą Symfoniczną Filharmonii Podlaskiej oraz chórem pod dyrekcją kompozytora i dyrygenta Rafała Rozmusa.
Weszłam do kina zmęczona i zabiegana. Miałam wiele spraw na głowie… Usiadłam, pozwoliłam odpocząć sercu. Muzyka uspokoiła mnie i poczułam się jak dziecko, któremu tato opowiada przedziwną historię… Wychodzę jakaś inna. /Kinga/
Trzecia część: „Wzgórze w krainie Moria” zachęca nas do podążenia wraz z pasterzami udającymi się z ziemi chaldejskiej na zachód, szukającymi żywności dla swych trzód. Wspomniane wyobrażenia wędrówki budzą świadomość, że w naszej ziemskiej drodze nie jesteśmy sami. Zawsze czuwa nad nami Ojciec i Przewodnik, który poprowadzi, chwyci za rękę. Tak często zdarza nam się zapominać, że przed Nim wszyscy jesteśmy dziećmi. Może rzeczywiście animacja ma nam o tym przypomnieć?
Uderzyło mnie to, że pomimo skażenia grzechem można się zachwycić człowiekiem, zdumieć jego pięknem, ujrzeć w nim podobieństwo do Stwórcy i że w tym człowieku wciąż trwa spotkanie z Tajemnicą. /Agata/
Medytacja Ojca Świętego nad Sądem Ostatecznym daje pewność, że wciąż trwać będzie w człowieku to, co niezniszczalne. Pokazać dzisiejszemu światu to, co prawdziwe, dobre i piękne, jak powie autor „Tryptyku”, to pozwolić działać w sobie Tajemnicy. Otworzyć oczy, uszy i serce na zdumienie tym, co autentycznie ma zachwycać, to odkryć cząstkę obrazu Ojca we własnym obliczu oraz obliczu drugiej osoby. Przyjąć tę prawdę znaczy iść do góry, pod prąd…
Film jest godny polecenia zarówno tym, którzy znają treść „Tryptyku” jak i tym, którzy jeszcze nie mieli okazji go przeczytać. Myślałam, że zakończy się pokazaniem scen z pogrzebu papieża, np. rozmodlonego Krakowa… Dzieje się jednak inaczej. Zobrazowany „Tryptyk” kończy się w miejscu, w którym może jakgdyby rozpocząć się od początku… /Aga/
Wspomnienie tamtych dni jawi się żywo w naszych myślach. Jednak ów rozmodlony Kraków nie jest tylko nadzwyczajnym obrazkiem wartym uwiecznienia dla potomnych… Choć jego przywoływanie wciąż wzbudza emocje, mamy świadomość, że ważniejsze jest tu coś innego: aby kres ziemskiej drogi Jana Pawła II zapoczątkował nowy okres – erę wsłuchania w Jego słowo. Jakże wielu z nas podczas kolejnych spotkań z papieżem, ciesząc się samą jego obecnością, w przypływie emocji na dalszy plan odsuwało to, co mówił… Może właśnie teraz nadszedł czas powrotu do tego słowa. Czy da się znaleźć lepszy na to sposób niż dokonało tego studio filmowe Anima Media? Wystarczyła wiara w to, że się uda i tysiące ludzi na całym świecie zbliżą się do Tajemnicy…
Trudno zaprzeczyć słowom płynącym prawdziwie z wnętrza człowieka. Powyższe wypowiedzi zostały autentycznie zanotowane pewnego marcowego wieczoru po seansie filmowym w jednym z krakowskich kin, mieszczącym się w pobliżu Błoni… Dlaczego o tym piszę? Wychodząc stamtąd rozejrzałam się dokoła. Spacer w tej okolicy przypomniał mi wydarzenia sprzed dwóch lat. Teraz było tam pusto, myśli jednak wypełniało przesłanie, że to przemijanie ma sens, ma sens ma sens…
Daleko w przeszłości znalazł się ten czas, kiedy trwaliśmy w jedności na Błoniach, na Rynku, pod oknem na Franciszkańskiej. Papież coś jednak nam pozostawił. Choć wtedy łatwiej było rozważać jego słowa i teraz stajemy przed zadaniem ponownego ich odczytania. Miejmy nadzieję, że nowa realizacja „Tryptyku Rzymskiego” nam w tym pomoże.
Tryptyk Rzymski, Polska 2007.
reż. Marek Luzar
narrator: Krzysztof Kolberger
www.tryptykrzymski.pl



