
Oby tego typu płyt było na rynku coraz więcej, by dzięki nim poszerzało się grono ludzi, którym jakość przeżywania liturgii jest droga. Z jednej strony bowiem odtwarzają one różnorodność sposobów do niej podejścia, z drugiej inicjują zmianę postaw ludzi dotychczas nie dostrzegających problemu zaniku śpiewu w kościołach.
JAKUB ŻMIDZIŃSKI
Coraz więcej pisze się o potrzebie odnowy liturgii, coraz więcej zauważyć można różnych w tym kierunku działań. Na mapie Polski wyróżniają się tu ośrodki dominikańskie, w których już kilkanaście lat temu podjęto trud twórczej pracy nad kształtem muzyki służącej kościelnym obrzędom. Patrząc na różnorodne formy aktywności (festiwal w Jarosławiu, warsztaty, wydawanie śpiewników itp.) warto zwrócić uwagę na dwie, wydane niedawno przez Dominikański Ośrodek Liturgiczny, płyty. Wiele je łączy: obie prezentują repertuar związany z okresem wielkanocnym, (rzadziej nagrywanym niż kolędy czy pieśni postne); obie wyrastają z doświadczania liturgii (zarejestrowane zostały nie w studiu, a w świątyniach), przez co nie mają charakteru artystowskiego, ale służebny wobec obrzędu. Obie w końcu otrzymały piękną, ascetyczną oprawę autorstwa Joanny Jarco, dzięki czemu same w sobie stanowią obiekty artystyczne, które z przyjemnością bierze się do rąk.
Wiele też wydawnictwa owe dzieli: zacznijmy od „Regnavit Dominus” nagranej przez krakowski przydominikański chór i zespół kierowany przez Dawida Kusza OP. Płyta zawiera pieśni liturgiczne pochodzące z wydanego kilka lat temu śpiewnika Niepojęta Trójco i jest drugą z serii płyt prezentujących śpiewy z owego zbioru. Zarówno teksty jak i melodie pochodzą z różnorodnych tradycji: od prawosławnej, etiopskiej czy gregoriańskiej po kompozycje współczesne, głównie autorstwa Andre Gouzesa OP lub jego twórczością inspirowane (dominikańska Alexander Messe). Całość ułożona jest w „mszę o Zmartwychwstaniu”: części stałe Kyrie, Gloria i in. przeplatają się z pieśniami ułożonymi w porządku odpowiadającym obrzędowi mszalnemu. Śpiewy opracowane są na głosy (głównie przez J. Gałuszkę OP i M. Pilśniaka OP), w większości jednak są to nie skomplikowane polifonie z towarzyszeniem stylistycznie różnorodnego akompaniamentu: od fragmentów a cappella, przez dyskretny podkład organowy, po „barokowy” skład instrumentalny (flet, obój skrzypce, wiolonczela, viola da gamba, kontrabas). Na tym tle zaskakiwać może Hosanna śpiewana przy wtórze perkusyjnych djembe.
Myślę, że zupełnie inaczej słuchać będą tej płyty osoby mające stały lub chociaż sporadyczny kontakt z dominikanami, nie tylko w Krakowie, bowiem śpiewy te już od wielu lat uświetniają liturgie (szczególnie tzw. msze studenckie) w różnych ośrodkach prowadzonych przez ojców dominikanów. Dla tych osób będzie to wspomnienie wielu ważnych chwil duchowych doświadczeń, kiedy dzięki pieśniom mieli możliwość innego, często pełniejszego uczestnictwa we mszy św. Zapewne nie będą oni zwracać uwagi na specyficzną stylistykę, bowiem jest to ich stylistyka, najlepsza jaką znają, a płyta da możliwość nie tylko częstszego kontaktu z żywą muzyką sakralną, ale też pomóc może w lepszym opanowaniu śpiewów. Natomiast ci, którzy nowej liturgii dominikańskiej nie znają, mogą być zaskoczeni, mam nadzieję – pozytywnie! Oczywiście dla osób o bardziej konserwatywnych poglądach na liturgię może się ona wydawać zbyt eklektyczna, szczególnie gdy usłyszą perkusyjny podkład do śpiewów stylizowanych nieco na chóry afrykańskie (co praktykowane jest chociażby na Lednicy). Przy częstszym słuchaniu całość jednak ukaże swoją spójność, osiągniętą właśnie dzięki służebnemu wobec obrzędu charakterowi. Nie jest to bowiem muzyka „uświetniająca” mszę św., a muzyka jej służąca – w kościołach dominikańskich śpiewają ją nie tylko schole, a wszyscy wierni! A jej popularność zdaje się potwierdzać, że odpowiada ona wrażliwości i możliwościom wokalnym współczesnego pokolenia, a przynajmniej niektórych jego środowisk. To doświadczenie, dzięki nagraniom może stać się oczywiście bardziej powszechne.
Czego może brakować na owej płycie? – może tylko tego, co znajdziemy na drugim z omawianych fonograficznych wydawnictw – polskich śpiewów tradycyjnych. Ich pieczołowicie odtwarzane piękno utrwalił warszawski chór Mirabilia Musica na krążku zatytułowanym „Przez Twe święte Zmartwychstanie. Polskie pieśni wielkanocne”. G. G. Gorczyński „Missa Paschalis”. Obok tytułowej pieśni, wykonanej wg najstarszej znanej wersji, znajdziemy jeszcze 9 innych dawnych, w większości już zapomnianych śpiewów, których teksty (wraz z podaniem źródeł!) umieszczono w opisie płyty. Całość uzupełnia msza skomponowana w dobie baroku (dla królewskiej kapeli katedralnej na Wawelu) przez znanego twórcę polskiego Grzegorza Gerwazego Gorczyńskiego. Charakter tych kompozycji i sposób ich wykonania jest oczywiście zupełnie inny niż poprzednio omawianych. Zespołowi profesjonalnych śpiewaków, współpracującemu z utalentowanym organistą Tomaszem Piętakiem przyświecała idea odtworzenia, możliwie najwierniej renesansowych w większości pieśni. Niektóre z nich mają bardzo archaiczne teksty, niemożliwe już dzisiaj do powszechnego wykonywania bez odpowiedniej modernizacji (Nas dla wstał z martwych Syn Boży. / Wierzyż w to, człowiecze zbożny, / Iż przez trud Bog swoj lud / Odjął diablej strożej.) Większość utrzymana w stylistyce renesansowej polifonii wymaga od wykonawców wysokiego profesjonalizmu, czemu, przyznać należy, muzycy sprostali bez zarzutu – tak że płyta brzmi momentami zachwycająco, przywodząc na myśl zachodnie produkcje ze śpiewami łacińskimi epoki dawnej, od średniowiecza po barok. Możemy usłyszeć bowiem również monodie śpiewane zarówno głosami kobiecymi, jak męskimi, a niektóre pieśni (tytułowa „Przez Twe święte…”) opracowane są w dwóch różnych stylistykach. Większość wykonywana a cappella, niektóre z akompaniamentem organowym, a jeśli chodzi o wspomniany instrument, na uwagę zasługuje znowu utwór tytułowy, zrekonstruowany wg renesansowej tabulatury (alternatywny do nutowego zapis muzyki utrwalający układ palców na klawiszach) Jana z Lublina, w którym słyszymy długie „solo” organowe. Na osobne omówienie zasługuje wspomniana też Missa Paschalis Gorczyńskiego, łacińska kompozycja barokowa, w której wawelski kapelmistrz zacytował fragmenty muzyki kilku polskich pieśni paschalnych. Na Chopinie i Moniuszce bowiem lista polskich kompozytorów się nie kończy – szczególnie w okresie baroku działało wielu świetnych twórców, by wspomnieć choćby Mielczewskiego czy Jarzębskiego. I choć otwierające płytę brzmienie dzwonów sugeruje wejście w sferę sacrum i początek nabożeństwa, nie chodzi tu o rekonstrukcję dawnej liturgii – celem nagrania jest zarażenie pięknem tradycyjnego polskiego śpiewu. Nie po to jednak, by go przenieść w sposób bezpośredni do współczesnych kościołów, co jest oczywiście możliwe tylko w przypadku profesjonalnego zespołu uświetniającego oprawę mszy św., mało jednak prawdopodobne, by w ten sposób śpiewać mogli wierni. Wierni mogą przecież niektóre z tych pieśni wykonywać w uproszczonych wersjach, lub sięgać po inne, tradycyjne śpiewy, które ostatecznie z naszych świątyń jeszcze nie odeszły.
A mnie się marzy, by tego typu płyt było na rynku coraz więcej, by dzięki nim poszerzało się grono ludzi, którym jakość przeżywania liturgii jest droga. Z jednej strony bowiem odtwarzają one różnorodność sposobów do niej podejścia, z drugiej inicjują zmianę postaw ludzi dotychczas nie dostrzegających problemu zaniku śpiewu w kościołach. Przecież mogły by powstawać płyty rejestrujące śpiew w świątyniach, gdzie tradycja jest wciąż żywa, np. na Podhalu, mogły by się ukazywać płyty z nagraniami terenowymi pieśni religijnych, dokonywanymi jeszcze w latach 70. na KUL-u, mogliby swoje śpiewy liturgiczne nagrywać franciszkanie, benedyktyni, karmelici. Jak na razie chlubnym wyjątkiem pozostają dominikanie.
Podyskutuj z autorem:
jakub.zmidzinski@ruah.pl


