
Dlaczego Kościół nie miałby klaskać i tańczyć na cześć Zbawiciela? Stojąc w tłumie, ma się wrażenie, że ci wszyscy ludzi po to właśnie tu przybyli. Dwadzieścia tysięcy osób na widowni i ponad dwustu wykonawców tworzy w rzeszowskim Parku Sybiraków prawdziwie uwielbienie w skali makro!
ANDRZEJ BUJNOWSKI OP
Na mapie najciekawszych muzycznych imprez ewangelizacyjnych ostatnich lat w Polsce wyrósł nam koncert „Jednego Serca Jednego Ducha” w dniu Bożego Ciała w Rzeszowie. Odbywa się on od 2003 roku z inicjatywy perkusisty grupy Skaldowie Jana Budziaszka oraz dwóch rzeszowskich duszpasterzy młodzieży, księży – Andrzeja Cyprysia i Mariusza Mika. Jego piąta edycja, to zrealizowana z dużym rozmachem wizja prawdziwej i nowoczesnej muzycznej imprezy chrześcijańskiej, w której nie ma podziału na scenę i widownię, a wszyscy zebrani wspólnie wielbią Boga.
Formalnie – scenę tworzy niemało, bo blisko 200 wykonawców: 150 osobowy chór, wokaliści, orkiestra i zespół New Life 'm wspierany przez muzyków-gości. Widownia, to z kolei około 20 tysięcy osób, mieszkańców Rzeszowa i okolic, ostatnio także innych części Polski, a nawet Rosji (grupa autokarowa z Moskwy!). Ilość widzów od 2003 roku, przez kolejne lata, co niezwykłe, podwaja się. Ci, którzy uczestniczyli w jednym z koncertów przyprowadzają na kolejny swoje rodziny i znajomych. A jest na co, bo impreza w Parku Sybiraków daje możliwość prawdziwego spotkania z Bogiem na pięknej modlitwie, i to jeszcze z udziałem wielu współbraci w Chrystusie.
Będąc na tegorocznym koncercie, zastanawiałem się co sprawia, że deklarowana w tytule „jedność serca i ducha” staje się wśród jego uczestników faktem i poraża swą autentycznością? Dziś widzę, że mogłem odpowiedzieć sobie na to pytanie dopiero po pewnym czasie, po powrocie do domu, gdy emocje zaczęły opadać. Tam, w Rzeszowie, od pierwszych chwil popłynąłem, wchłonęła mnie jego duchowa atmosfera. Myślę, że wspomniana jedność to niewątpliwie efekt działania Ducha Świętego, ale też kilku trafnych zasad jakie rządzą koncertem oraz sprzyjających warunków samego miejsca.
Występujący tu znakomici i zawodowi muzycy świadomie rezygnują z aury „gwiazdorstwa” jaka często otacza artystów tej klasy. Ich nazwisk brak na plakatach, a przedstawienie widowni jest zaledwie małym epizodem w końcówce koncertu. Jedyną i największą Gwiazdą – jest tu faktycznie Jezus, którego wielbi się przy okazji uroczystości Bożego Ciała, i co urzekające – nie tylko w kościele czy tradycyjnej w tym dniu procesji.
Owo wielkie Spotkanie staje się możliwe dzięki żywotności wiary mieszkańców Rzeszowa. Jan Budziaszek twierdzi, że na takie koncerty miejsce wybiera sobie sam Bóg. I faktycznie, coś w tym jest! Ludzie przychodzą już kilka godzin przed rozpoczęciem imprezy całymi rodzinami. Przeżywają atmosferę święta, śpiewają wraz z wykonawcami i cieszą się, że są wśród nich ich pasterze – biskupi, kapłani. Na łąkach gdzie ustawiona jest scena, spotkać można dosłownie wszystkich: od maluchów w wózkach, przez gimnazjalistów do studentów i osoby starsze. Mówi się, że ta osobliwa frekwencja w Rzeszowie jest też skutkiem dobrej reklamy koncertu w parafiach, sprawnego i zjednoczonego działania księży. Jeśli to prawda – warto temu przyklasnąć! Rzadko słyszy się o tym, by imprezy kulturalne organizowane w mieście przez daną parafię, były gorąco promowane przez inne parafie. W dobie Internetu i telefonów komórkowych wciąż tu jeszcze dużo do zrobienia.
Nie byłoby tylu widzów, gdyby koncert był nudny. Ma on wspaniałe tempo i błyszczy ciekawymi pomysłami. Mimo, że trwa cztery godziny, brak w nim dłużyzn, a po ostatnich wybrzmiałych dźwiękach publiczność skanduje: My chcemy jeszcze! Muzycy schodzą ze sceny z bólem serca, może graliby dalej, ale umowa z władzami miasta jest jasna – impreza może trwać tylko do 23.00. Wokół miejsca koncertu stoją bloki, ich mieszkańcy mają prawo do przespanej nocy. To, że widzowie naturalnie utożsamiają się z wykonawcami i płynącym ze sceny przekazem jest w dużej mierze zasługą scenariusza, którego profesjonalizm zapewniają jego autorzy, spiritus movens imprezy – Jan Budziaszek i jej szef muzyczny – Marcin Pospieszalski. Muzycy ci większość lat swojego życia spędzili na scenie, doskonale wiedzą czym zainteresować publiczność i jak skupić jej uwagę. Są też mocno związani z Kościołem, znają język jego liturgii i kulturę modlitewną grup charyzmatycznych. Interesującą akcję, której napięcie budowane jest muzyką zapewnia tu przede wszystkim znakomity dobór pieśni i piosenek wykonywanych przez chór i solistów. Ci ostatni zmieniają się jak w kalejdoskopie (są tu m.in. Viola Brzezińska, Lidka Pospieszalska, Kasia Bogusz, Maciek Ścibor, Barbara Włodarska, Bogusia Stoch), a w tym roku pojawili się dodatkowo ciekawi goście, jak znakomity zespół Kana z Ukrainy, rozśpiewane i roztańczone zakonnice ze Zgromadzenia Felicjanek oraz grupa studentów z Afryki stanowiąca swoiste duszpasterstwo przy jednej z rzeszowskich parafii.
W aranżacjach piosenek czuje się ogromną erudycję muzyczną i kunszt Marcina, który dobrze wie jak zagospodarować obecność orkiestry, chóru i zespołu, by wydobyć z nich całą modlitewną, a z niektórych, nie bójmy się tego powiedzieć – rozrywkową jakość. To na pewno niełatwe – połączyć modlitwę kilkudziesięciu tysięcy osób z dobrą zabawą, a taki wymiar też ma cała impreza. Dlaczego Kościół nie miałby klaskać i tańczyć na cześć Zbawiciela? Melodie utworów są proste (co nie znaczy – banalne!), ludzie szybko się ich uczą i śpiewają razem z wykonawcami. Radości uwielbiania Boga na twarzach zebranych, ich uniesienia i zadowolenia nie sposób opisać, trzeba tam po prostu być i samemu to przeżyć. Przez chwilę wydawało mi się, że nigdy w życiu nie widziałem w Polsce tylu szczęśliwych ludzi w jednym miejscu. Sytuacja przypominała trochę nastrój spotkań Polaków z papieżem, choć powaga tych ostatnich – nieporównywalnie większa.
Specyfiką koncertu w Rzeszowie jest jego ciepło i rodzinna atmosfera, którą wprowadza niestrudzony animator ewangelizacji środowiska muzyków (i nie tylko) – Jan Budziaszek. Jego przekaz jest szczery, szybko trafia do serc zebranych, jest wyrazisty i nieprzeteologizowany. Gdy Budziaszek mówi, tysiące milkną i słuchają w skupieniu. Perkusista Skaldów opowiada najczęściej historie z własnego życia, które brzmią jak ewangeliczne przypowieści. Krótkie lub dłuższe opowiadania z puentą, chciałoby się tego słuchać bez końca. Budziaszek posiada niezwykły dar mówienia o swej codzienności przeżywanej jako nieustanna i ekscytująca przygoda z Panem Bogiem. W tym roku o zabranie głosu poproszeni też zostali inni artyści (m.in. Tamara Przybysz, Piotr Baron, Viola Brzezińska). Dzielili się oni z widzami najważniejszymi dla nich fragmentami Pisma Świętego. Ich świadectwa były bardzo przejmujące i mocno podnosiły temperaturę spotkania.
Warto podkreślić, że tym co wyróżnia rzeszowski koncert jest przede wszystkim jego skala. Warto przyjechać do Rzeszowa, by zobaczyć tylu radujących się ludzi. Oby podobnych imprez w miastach Polski było jak najwięcej!
Podyskutuj z autorem:
andrzej.bujnowski@ruah.pl










