Wciąż słyszymy o nowych festiwalach, warsztatach, koncertach, czy nawet Mszach Gospel. Dużo mówi się o tej muzyce w Polsce. Coraz więcej. Ale można by powiedzieć, że ona nie jest nasza. My i tak nie umiemy śpiewać i grać tak, jak to robią Afroamerykanie. Oni mają to we krwi. Po co więc tworzyć coraz to nowe wydarzenia związane z tą muzyką?
O festiwalu 7xGospel pisze KATARZYNA CUDZICH
– Wiem, że to nie jest rdzennie polska muzyka i jestem jak najbardziej za tym, żeby Polacy pisali własne piosenki! – przyznaje Dorota Kostrzewa, współorganizatorka tegorocznego festiwalu 7xGospel w Krakowie – jednak to przecież z Gospel wywodzi się i blues i soul i jazz i r’n’b. To jest muzyka, która jest w stanie poruszyć serca ludzi – dodaje. – Nie czuję, żeby Gospel był dla mnie wszystkim – wyznaje Łukasz Sobczyk, perkusista zespołu Kraków Gospel Choir – jest to jedna z dziedzin, którą akurat chcę zgłębiać. Patrząc na to, co dzieje się w moim życiu, traktuję całokształt muzyki jako drogę do Boga. Według mnie, powinniśmy komponować także własne utwory do słów polskich – stwierdza. Zaznacza, że muzyka Gospel jest bardzo trudna. Zawiera w sobie wiele różnych gatunków, dlatego tak ważny jest kontakt z ludźmi, którzy mają z nią łączność od początku. Na ten aspekt zwraca też uwagę Dorota. – Cóż my możemy powiedzieć ludziom o Gospel, skoro nigdy nie doświadczyliśmy nawet części tego dziedzictwa? – pyta – Murzyni mają wielką tradycję swojego losu niewolniczego – dla nas stanowi ją wojna. Stąd Gospel wyszedł i nie można go oddzielić od jego początków! – zauważa. Łukasz wspomina także o głębi, którą niesie samo przebywanie z muzykami, wychowującymi się na tej muzyce. – Można się od nich dużo uczyć, nie tylko w sferach muzycznych, ale także duchowych. Poznawać ich relację z Bogiem i ich spojrzenie na całokształt życia z Nim.
Godspel!
Gospel więc, to nie tylko odpowiednia oprawa, specyficzna estetyka. Z tą muzyką wiąże się to, co w chrześcijaństwie najważniejsze. – Bo co to znaczy Gospel? – pyta Łukasz. Chodzi o głoszenie Ewangelii. – Naszym celem jest promowanie wartości chrześcijańskich poprzez tą muzykę – wyjaśnia Dorota – chcemy za jej pośrednictwem wskazywać na Pana Boga. – Warsztaty Gospel to dla mnie takie dwudniowe rekolekcje – dzieli się Grażyna Winiarz, jedna z uczestniczek – można poznać wielu ludzi z różnych stron (nawet) świata, podzielić się z nimi doświadczeniem Boga, ubogacić się. – Dużo dowiaduję się o Bogu przez tą muzykę – opowiada Łukasz – słucham tego, co ktoś mówi na koncercie, rozmawiam z ludźmi, którzy dużo więcej przeżyli niż ja, są na różnych etapach życia.
All that jazz
Najpierw były Warsztaty Gospel. W ubiegłym roku przerodziły się w siedmiodniowy festiwal. Tegorocznym, pionierskim pomysłem był Jam Session w klubie jazzowym Harris. – To był hit tego festiwalu! – wyznaje Dorota – ludzie siedzieli wokół siebie, a ci, którzy chcieli śpiewać, podchodzili, brali mikrofon i po prostu improwizowali. Niektórzy widać było, gdzieś już śpiewali, co najmniej przed lustrem. Ale byli też tacy, którzy, kto wie, czy nie mieli mikrofonu pierwszy raz w dłoni? – zauważa. Każdy mógł dośpiewać swoją linię melodyczną. Nie było podziału na widzów i wykonawców, co było głównym założeniem tych spotkań. W tej muzyce najważniejsza jest spontaniczność i to udało się osiągnąć. – Graliśmy takie utwory, których w większości nie znaliśmy – przyznaje Łukasz – atmosfera była naprawdę dobra. Dużo ludzi, świetny poziom muzyczny. To był jam, każdy mógł coś zaśpiewać, jeżeli czuł taką potrzebę. Dużo fajnych rzeczy wydarzyło się spontanicznie. – Nawet menagerka Harrisa stwierdziła, że jest inaczej niż zawsze, że coś wyjątkowego da się odczuć w powietrzu – opowiada Dorota – była naprawdę poruszona tym, co się działo. Rozmawiałam też z barmanem, z pracownikami i naprawdę widzę sens w tym wszystkim! – Wiadomo, że Harris to jest pub, dlatego w pierwszych dniach nie pojawiały się słowa wprost mówiące o Bogu – zaznacza Łukasz – natomiast później Ruth powiedziała coś w rodzaju świadectwa. Podzieliła się trudnymi momentami z życia, co mogło być budujące dla innych ludzi, w jakiś sposób im pomóc. A czasami po prostu nie trzeba nic mówić … – dodaje. – Jeden mój znajomy miał przyjść tylko na chwilkę, ale został do końca i pojawiał się przez kolejne dni. Powiedział, że został zewangelizowany jakością muzyki – wspomina Dorota. To był ktoś, kto nie przyszedłby na koncert do kościoła, czy na koncert finałowy. Dlatego tak ważne jest szukanie różnych środków przekazu. Koncerty odbywały się wielu miejscach: w kościołach, w filharmonii czy nawet w hali AGH! – Jakoś brakowało mi atmosfery duchowej tego miejsca – zaznacza Grażyna – choć muzycy i uczestnicy warsztatów tworzyli ją w nie mniejszym stopniu niż w kościele.
Czarno na białym…
– Dla instruktorów warsztaty w Polsce są ogromnym przeżyciem – komentuje Dorota – wiedzą, że my posługujemy się nimi po to, żeby ludziom głosić Ewangelię. U nich w kraju nie jest to takie klarowne… – dopowiada. Był taki czas, kiedy „czarni” ludzie stanowili rozrywkę dla „białych”. Stawiano ich na scenie, przebierano w śmieszne stroje, po to, by bawili swych panów. Dlatego teraz chcą, żeby traktowano ich poważnie, nie chcą być śmieszni. – Są poruszeni tym, że w Polsce to ma sedno, że tutaj przechodzimy do meritum! – cieszy się Dorota – w Ameryce muzyka Gospel jest tak spopularyzowana, że traci jakiekolwiek znaczenie jako muzyka chrześcijańska. – Zdarzają się chóry, które śpiewają muzykę gospel w odłączeniu od Boga! – przyznaje Łukasz – a to jest przecież pewna odpowiedzialność grać Gospel. Przychodzi ktoś pierwszy raz na taki koncert: o, ci ludzie mówią fajnie o Bogu, no a potem? To trzeba po prostu być przykładem. Taki człowiek, który nie zna Boga, będzie szukał dziury w całym. A ci ludzie całym swoim życiem mówią o Bogu. – Są dla mnie ogromnym świadectwem – dzieli się Grażyna – Przekonuje mnie ich pełne zawierzenie Bogu, skromność i taka naturalność! Z każdym z nich można porozmawiać, dla każdego znajdą chwilę…
Potencjał?
Celem festiwalu jest także ukazanie jak najszerszej grupie publiczności bogactwa kulturowego Afroamerykanów, zapoznanie ich z muzyką Gospel. – Na każdym z tych wydarzeń chcemy tłumaczyć tę muzykę – mówi Dorota – zawsze wyjaśnia się, dlaczego ten tekst tak wygląda i dlaczego się go śpiewa w taki, a nie inny sposób. Ukazujemy, że muzyka nie jest oderwana od swojego przesłania. Dlatego też wiele zależy od osoby, która prowadzi, jaką ona ma relację z Bogiem – przyznaje. – Porusza mnie to, że muzycy, mimo że często prowadzą warsztaty, ucząc tych samych niekiedy piosenek, robią to za każdym razem z taką sama żarliwością i oddaniem, jakby to robili pierwszy raz w życiu! – zachwyca się Grażyna – ucząc piosenek, nie chcą nam przekazać tylko nut i słów, ale chcą, byśmy się tymi piosenkami modlili. I dlatego to się nie zużywa i się nie nudzi, bo w tym jest Bóg. – Po jednym koncercie było uwielbienie, które poprowadził Wayne Ellington – opowiada Łukasz – są takie momenty, kiedy potrafię modlić się poprzez grę. I to był jeden z takich momentów. Granie Gospel to dla mnie wielka przyjemność, ale także w ten sposób mogę oddać coś niewielkiego Bogu. Gospel niesie w sobie też pewien rodzaj energii nie do powtórzenia w innych gatunkach muzycznych. Chodzi tu o entuzjazm, to, co się dzieje na scenie – wyjaśnia. – Gospel jest w stanie odmienić oblicze muzyki chrześcijańskiej w Polsce – dodaje Dorota – ma prawdziwy potencjał!
Czy tak jest? Będziemy przekonywać się na pewno przez najbliższe kilka lat. Jednak nie ulega wątpliwości, że takie festiwale jak 7xGospel dają nam namiastkę odpowiedzi na pytanie: „czy warto”.
Podyskutuj z autorem:
katarzyna.cudzich@ruah.pl
