Jeśli uwierzymy, że możemy wygrać, to wygramy. Jesteśmy tak naprawdę jednym sercem i powinniśmy sobie pomagać. Trzeba w ludziach wyzwolić nadzieję. Bóg jest z nami, a będąc z Bogiem nie można przegrać. Kto walczy ten zwycięża. I o tym śpiewamy.
Z zespołem The Sakala Brothers rozmawia Weronika Gurdek
Pochodzicie z Zambii. Nam Zambia kojarzy się głównie z Wodospadami Wiktorii. A jaka jest Zambia naprawdę? Nie ta dla turystów, ale mieszkańców? Jaka jest Afryka dzisiaj?
Moses Sakala: Wodospady Wiktorii, jeziora, rzeki, ogromne parki narodowe i bogactwa mineralne – rzeczywiście przyroda zambijska jest piękna. Ale to nie tylko przyroda stanowi o szczególnym charakterze tego kraju. Zambia to kultura ludzi nastawionych pokojowo. Mimo że mamy około siedemdziesiąt trzy grupy etniczne, nigdy nie było między nimi wojen. Ludzie są bardzo przyjaźni. Jesteśmy spokojnym narodem, pomimo wielu ucisków z różnych stron.
Levey Sakala: Ta charakterystyczna dla nas jedność pochodzi od naszego pierwszego prezydenta. Zambia to także kraj pomagający krajom ościennym, przyjmujący uchodźców. Ważne jest to serce, zambijskie serce i uśmiech ludzi, który rysuje się na ich twarzach. Dodam jeszcze, że jest to kraj chrześcijański, około 90% ogółu ludności to chrześcijanie.
Kultura to także muzyka. Wasza oscyluje wokół soul i spirit. Czyli duchowość jest na pierwszym miejscu?
M: Zambia to kraj uduchowiony. Dlatego naszym obowiązkiem, jako muzyków, jest pokazywanie tej duchowości. Łączymy muzykę spirituals z muzyką nowoczesną. Chodzi o to, żeby nie stracić naszych korzeni. Rozmawialiśmy z naszymi rodakami i pytaliśmy ich czego oczekują. I stąd właśnie wiemy, jak ważna jest dbałość o korzenie. Poprzez muzykę możemy dać naszym rodakom wskazówki jak żyć. Mówimy o pozytywnych i negatywnych stronach codzienności. Jako naród chrześcijański, mamy swoje wartości. I to odbija się w naszej muzyce. Afrykańczycy, za zgodą Watykanu, mają możliwość modlenia się w taki sposób, jaki odpowiada ich kulturze. Dlatego, na przykład, w czasie modlitwy uwielbienia możemy sobie pozwolić na spontaniczność, modlitwę tańcem. To dla nas bardzo ważne.
Czytając informacje prasowe o Was, trafiłam na takie słowa: próbujecie w swojej muzyce ocalić od zapomnienia rdzenne afrykańskie rytmy i brzmienia. Pytam więc: co im zagraża? Czyżby rdzenna muzyka była wypierana przez komercyjne brzemienia europejskie?
L: W Afryce wszystko jest związane z duchem. Wszelkie uroczystości, obrzędy. To co dziś się kojarzy z Zambią – Wodospady Wiktorii, dla nas było miejscem uwielbienia. Tam przychodziliśmy się modlić. Ale dzisiaj, między tą duchowością a naszą kulturą, pojawiła się duża luka. Dlatego chcemy chronić kulturę, na którą składa się rodzina, miłość i wzajemny szacunek. W Biblii jest napisane, że człowiek powstał z ziemi. Jeśli więc zostaje z niej odarty, gubi swoje korzenie i siebie.
M: Cywilizacja gubi myślenie transcendentne. Stajemy się puści. Napływają do nas nowoczesne technologie, kobiety są zachęcane do tego, żeby odrzucić tradycyjny model życia i iść na studia, dominuje telewizja… To wszystko są zagrożenia. Dotacje z innych krajów związane są z warunkami, na które musimy się zgodzić. Przykładem tego było tworzenie sierocińców, które kompletnie nie pasują do naszego sposobu wychowywania dzieci. Państwo nie może być rodziną. Jeśli braknie rodziców, to przecież jest dalsza rodzina. Przykłady można by mnożyć.
Równy dostęp do edukacji jest zagrożeniem dla Waszej kultury?
L: Naturalny podział na kobiety i mężczyzn zaczął się tak naprawdę przy dziele stworzenia. Kobieta została powołana do tego, aby być przede wszystkim matką. Świadczy o tym jej fizyczność, to wszystko co rządzi ciałem kobiety, taka była wola Boża. Kobieta jest kimś szczególnym. Jest nosicielką życia, karmi dziecko. Każdy z nas musiał się kiedyś urodzić. Dlatego trzeba pielęgnować tę rolę kobiety. Oczywiście nie chodzi o to, żeby kobiety ograniczyć, żeby nie miały dostępu do nauki, żeby musiały być sfrustrowane swoją rolą. Nie o to chodzi. Na to pytanie najlepiej odpowiedzieć pytaniem: co byłoby lepsze? Wszystkie kobiety zmieniają role i stają się mężczyznami, a może zamiana – mężczyźni będą wychowywać dzieci, a kobiety ich utrzymywać? Absurd. Tak bardzo zaawansowany Zachód coraz częściej przyznaje racje Afryce. Okazuje się bowiem, że tym najlepszym modelem rodziny jest patriarchat. „Zmienia się klimat, zmienia się rodzina” – takie są hasła. W porządku, ale to nie ma polegać na walce – kobieta nie powinna walczyć z mężczyzną. Chodzi o świadome wybory i odpowiedzialność.
Opowiedzcie coś o Waszych strojach scenicznych. Czy one pełnią jedynie funkcje estetyczne, czy związane są z jakąś lokalną zambijską symboliką?
M: Każdy taniec i każdy strój nosi w sobie konkretną symbolikę. Ta symbolika może być świecka, ale może być też duchowa. Taki zwykły strój zrobiony jest z lekkiego materiału, nie jest bardzo wyszukany i świadczy o przynależności do narodu. Bywa, że w strojach wykorzystywana jest skóra leoparda – symbolizuje to związek z rodziną myśliwych. Wtedy mamy też na głowie chusty. Oprócz skór wykorzystujemy pióra, na przykład orła. Jak wiadomo, orzeł to król ptaków, bardzo dostojny. Osoba tak ubrana cieszy się szacunkiem wśród innych. Zakładamy też maski zwierząt. Różne zwierzęta symbolizują konkretne zachowania ludzkie, wzajemne ataki.
Nagraliście niedawno utwór pt. „Acting Together”, który stał się swoistym hymnem wspólnych działań przeciwko AIDS. Zambia leży w rejonie Afryki, który jest bardzo silnie dotknięty tym problemem. Powiedzcie jak poważne są skutki tej choroby w Waszym kraju?
M: Statystyki o AIDS nie zawsze są wiarygodne. Zambia walczy z AIDS, choć wiemy, że działa taka negatywna propaganda. Ludzie zaczynają się bać, zaczynają wierzyć w to, że przegrywają. Naszym zadaniem jest pokazać, że możemy się wyzwolić z tego strachu. Jeśli uwierzymy, że możemy wygrać, to wygramy. Nadejdzie pomoc i zwalczymy AIDS. Przesłaniem tej piosenki jest troska o każdego z nas, żeby dbać o siebie nawzajem. Jesteśmy tak naprawdę jednym sercem i powinniśmy sobie pomagać. Były i są różne próby pomocy dla Zambii, ale one najczęściej wiążą się z interesami. Samymi pieniędzmi nic nie załatwimy. Trzeba w ludziach wyzwolić nadzieję. Bóg jest z nami, a będąc z Bogiem nie można przegrać. Kto walczy, ten zwycięża. I o tym jest ta piosenka.
Jesteście po raz trzeci w Polsce. Chyba się Wam spodobało…
M: Nasz trzeci pobyt w Polsce świadczy o czymś poważnym. Podoba nam się to, jak postrzegacie Boga, jak się modlicie. Także miejsce związane z Waszą kulturą, historią. Wiele sie możemy nauczyć. Chyba najbardziej niesamowita jest historia architektury. Budynki, które mają po siedemset lat, są dla nas czymś niebywałym!
L: Zawiązała się między nami a salezjańskimi wolontariuszami przyjaźń. Przyjechaliśmy tutaj, żeby tę przyjaźń wzmocnić. Szczególnie chcielibyśmy podziękować o. Tomaszowi Bejmie, Rafałowi Boniśniakowi i Kasi Aszyk za sympatię i wsparcie. Cieszymy się bardzo, że możemy pełnić rolę emisariuszy dzieła ewangelizacji Afryki. Otrzymujemy ogromną pomoc od misjonarzy. Oni pomagają nam ustabilizować naszą kulturę, a dopiero potem zajmują się nauczaniem. To ich odróżnia od biznesmenów. Naszą odpowiedzią jest wizyta u Was. Kochamy Polskę. Mimo że czasem jest tutaj zimno. (śmiech)
Jak jesteście przyjmowani przez polską publiczność?
L: Zaskakują nas młodzi ludzie. Zadają mnóstwo pytań, co nas bardzo cieszy. Najważniejsze jest to, co dzieje się po koncertach. Nasze występy nie wiążą się z żadnymi zarobkami. Jest to dla nas coś więcej niż praca. To raczej odnowienie wartości duchowych. Przyjeżdżając i grając tutaj, ładujemy akumulatory. Moglibyśmy grać całą noc, bo polska publiczność zwraca energię.
Gdzie można kupić Wasze płyty?
M: Jedna nasza płyta, pt. „Woda życia” była nagrana w Polsce i jest do kupienia na www.neoprim.eu. Pozostałe być może niebawem pojawią się w Internecie. Pomyślimy o tym.
Tłumaczenie: Katarzyna Aszyk



