Pismo Święte u podstaw

fot. archiwum zespołu

Pewnego wieczoru spotkaliśmy się wszyscy i postanowiliśmy, że nie rozstaniemy się, dopóki nie wymyślimy nazwy dla zespołu. Niestety, nie udało się. Kiedy wróciłem do domu, pomyślałem: „Budzik – to jest to!”

Z Krzysztofem Kramarzem, gitarzystą krakowskiej grupy Budzik, rozmawia PAWEŁ GZYL

 

Wybraliście sobie sympatyczną nazwę.

Pewnego wieczoru spotkaliśmy się wszyscy i postanowiliśmy, że nie rozstaniemy się, dopóki nie wymyślimy nazwy dla zespołu. Niestety, nie udało się. Kiedy wróciłem do domu, pomyślałem: „Budzik – to jest to!”. Przekonałem do niej kolegów i tak już zostało. Ta nazwa pasuje do naszej muzyki, która po prostu ma budzić!

Gdzie zaczynaliście swoją działalność?

Zanim doszło do powstania Budzika, ja i klawiszowiec, Tomek „Muzzy” Zatorski, graliśmy w moim poprzednim projekcie – Parakletos. W 2002 wystawiliśmy wspólnie aktorsko-muzyczną rockową drogę krzyżową w kościele oo. misjonarzy i oo. kapucynów. Było to spore wydarzenie, które spotkało się ze skrajnymi reakcjami: jedni byli zszokowani, a inni – zachwyceni. Problemy życiowe sprawiły jednak, że Parakletos zawiesił działalność.

I wtedy doszło do powstania Budzika?

Pół roku po rozwiązaniu Parakletosa poznałem ks. Zygmunta Kosowskiego. To znana postać w Krakowie – jeden ze współorganizatorów Chrześcijańskich Dni Żaka i Targów Muzyki Chrześcijan. Zaproponował mi przygotowanie specjalnego programu, którym moglibyśmy uatrakcyjnić rekolekcje dla młodzieży, organizowane w różnych miastach Polski przez stowarzyszenie „Raphael”. Postanowiłem spróbować zorganizować zespół, który by go wykonywał. Zaproponowałem współpracę Tomkowi, a on zgodził się i zaprosił perkusistę Ryśka Rechulicza. Wkrótce dołączyła do nas wokalistka Dorota Serwatka i basista Krzysiek Wyrwa. W ciągu dwóch miesięcy przygotowaliśmy cały materiał.

Jak wspominacie te koncerty?

Było bardzo ciekawie. Graliśmy dla znacznie młodszej od nas publiczności, czyli uczniów wyższych klas szkoły podstawowej i gimnazjum, którzy w większości słuchają hip-hopu. A my zaserwowaliśmy im mieszankę popu, funku i reggae. Jedni przyjmowali ją z zainteresowaniem i po koncertach prosili nawet o autografy, a inni – zupełnie nie zwracali na nas uwagi.

Gdzie odbywały się Wasze występy?

W różnych miejscach. Czasem była to sala domu kultury, a kiedy indziej aula szkolna. W Koninie zagraliśmy w kościele chyba ze dwa razy większym niż Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Kiedy stanęliśmy przed ołtarzem, przeraziliśmy się ogromem tego miejsca. Nasz sprzęt nie był w stanie go odpowiednio nagłośnić. Nie mieliśmy z sobą aż tak mocnego nagłośnienia. Opatrzność jednak czuwała nad nami. Okazało się, że miejscowy ksiądz ma odpowiednią aparaturę. Dzięki temu wszystko poszło dobrze.

Nagraliście piosenki wykonywane podczas tej trasy?

Tak, zarejestrowaliśmy cztery najciekawsze utwory podczas koncertu, który odbył się w krakowskim klubie Arka. Umieściliśmy je na maxi-singlu. Po jego nagraniu zmieniliśmy skład. Nowym basistą został Staszek Srzednicki, a nową wokalistką – Weronika Piasecka.

Jak na nich trafiliście?

Poprzez znajomych. Weronika jest absolwentką Akademii Muzycznej w Katowicach. Śpiewała wcześniej w różnych projektach jazzowych i krakowskim chórze gospel – Joyfull Voice. Staszek nie miał wcześniej zbyt wielu doświadczeń muzycznych, ale wniósł do zespołu świeżą energię. Już w tym składzie nagraliśmy nową piosenkę – „77”. Została ona wybrana na hymn ubiegłorocznych Chrześcijańskich Dni Żaka. Jej tytuł nawiązuje do słów Chrystusa, który nakazuje nam przebaczać nie 7, a 77 razy.

Właśnie ukazała się Wasza debiutancka płyta – „Pobudka”. Czujecie satysfakcję?

Oczywiście. Ten album stanowi podsumowanie dwuletniego okresu działalności grupy. Nie było łatwo doprowadzić to przedsięwzięcie do końca. Ciągle pojawiały się różne problemy – a to brak czasu, a to zajęte studio, a to kłopoty finansowe. Ale udało się.

Sami wydaliście album?

Tak. Przeznaczyliśmy nań fundusze zebrane z występów. Udało się nam znaleźć małe krakowskie studio, które choć kosztowało niewiele, zapewniło satysfakcjonującą jakość nagrania.

Kiedy zaczęliście pracę nad „Pobudką”?

Po ustabilizowaniu się obecnego składu – latem ubiegłego roku.

Gdzie pracujecie nad repertuarem?

U mnie w domu – w ten sposób w przedwojennej kamienicy rozbrzmiewają dźwięki soul. Tak historia miesza się ze współczesnością. Zwozimy cały sprzęt i opracowujemy kolejne piosenki.

To Ty jesteś ich głównym autorem?

Tak. Wymyślam konkretne melodie i aranże. Koledzy dokładają potem na próbach pomysły na partie swoich instrumentów. Na płycie znalazły się również kompozycje Weroniki i Tomka. Większość to premierowe utwory, choć wykorzystaliśmy kilka starszych piosenek w nowych aranżacjach.

Jak się Wam pracowało w studiu?

Miałem wcześniej trochę doświadczeń z nagrywaniem muzyki, współpracowałem z grupą Remont Duszy. Dlatego nie było większych problemów. Pracowaliśmy w studiu AGH z tamtejszym realizatorem – Szymonem Piotrowskim. Wspólnie zrobiliśmy miks, a masteringiem zajął się Darek Grela z Nieustraszonych Łowców Dźwięków.

Jaką muzykę przynosi „Pobudka”?

To „czarne” granie – soul i funk – z elementami lekkiego rocka. Taki styl wypracowaliśmy podczas prób. Ja ciągnąłem zawsze trochę w stronę mocniejszych brzmień, ale reszcie zespołu to niezbyt odpowiadało. Ważniejszy jednak od naszych upodobań był styl wokalistki – dopiero znając barwę głosu i technikę śpiewu Weroniki mogłem precyzyjniej dobierać środki artystyczne. Wcześniej, zanim trafiła do naszego zespołu, było to trochę błądzenie po omacku. Z Weroniką weszliśmy zdecydowanie w krąg „czarnej” muzyki. W efekcie świetnie zinterpretowała wszystkie piosenki, a my mogliśmy swobodnie stworzyć dobry podkład pod jej wokal.

Kto odpowiada za teksty?

Ja i Weronika. Oboje prezentujemy podobne spojrzenie na świat – choć ona przyjmuje bardziej kobiecą optykę, a ja – męską.

No właśnie: Wasz przekaz ma zdecydowanie chrześcijański charakter.

Jesteśmy częścią polskiej sceny muzyki chrześcijańskiej. Ale nie chcemy nikogo ewangelizować na siłę. Część tekstów mówi wprost o naszej wierze, a część – nie. Staramy się jednak zawsze nadać im poetycką formę. U podstaw naszych inspiracji leży oczywiście Pismo Święte, ale nie tylko. Sięgamy również do literatury, a przede wszystkim naszych własnych, wewnętrznych przeżyć związanych z wiarą.

Jak jesteście przyjmowani na koncertach?

Dobrze. Ale ostatnio mało występowaliśmy, ponieważ koncentrowaliśmy się na pracy w studiu.

Gdzie można kupić „Pobudkę”?

Wszystkie informacje są na naszej stronie internetowej – www.budzik.kdm.pl – można z niej ściągnąć darmowe pliki mp3, krótki film ze studia obrazujący pracę nad płytą, czy też wywiady z zespołem. „Pobudkę” sprzedaje firma paganini, zajmująca się dystrybucją wydawnictw z muzyką chrześcijańską.

Jak widzisz przyszłość zespołu?

Czas pokaże. Na razie staramy się promować płytę – wysyłamy ją do różnych rozgłośni radiowych. I to nie tylko chrześcijańskich. W Krakowie nasze nagrania można było usłyszeć w studenckim radiu eX FM. Być może będziemy rozszerzać skład o kolejne instrumenty, co da nam nowe możliwości aranżacyjne. Chciałbym, aby Budzik był zespołem, którego kolejne albumy różnią się znacznie od siebie.

WordPress Gallery Plugin