Kilka tygodni temu ukazała się książka Steve’a Stockmana – „Walk On. Duchowa podróż U2”. Autor, w fascynujący sposób, pokazuje, jak głęboko zakorzeniona w religii chrześcijańskiej jest twórczość sławnych Irlandczyków. Podobne wnioski można wysnuć z opublikowanego obecnie w książkowej formie wywiadu-rzeki Michki Assayasa – „Bono o Bono”. Oba te wydawnictwa są dobrą okazją, aby się przyjrzeć fenomenowi – muzycznemu i duchowemu – jaki stanowi twórczość grupy U2.
PAWEŁ GZYL
Głośno i podniośle
Kiedy na przełomie 1976 i 1977 r. przez Wyspy Brytyjskie przetoczyła się punkowa rewolucja, muzyka rockowa odzyskała swą utraconą świeżość i prostotę. Sukcesy Sex Pistols sprawiły, że każdy młody chłopak uwierzył, iż może założyć własny zespół i wykrzyczeć ze sceny swe frustracje. Do tego nie trzeba było wielkich umiejętności – wystarczyła znajomość kilku podstawowych akordów i naturalne wyczucie rytmu. Obowiązującym hasłem stało się zawołanie Do It Yourself, czyli Zrób to sam, w myśl którego na terenie całej Anglii zaczęły powstawać młode zespoły.
Nowe idee szybko dotarły do Irlandii. W październiku 1976 r., grający na perkusji Larry Mullen, jeden z uczniów dublińskiej Mount Temple High School, przyczepił na szkolnej tablicy ogłoszenie mówiące, iż poszukuje muzyków do powoływanego przez siebie do życia zespołu. Zgłosiło się kilka osób – w tym basista Adam Clayton, gitarzysta Dave Evans i wokalista Paul Hewson. Mimo, iż większość z nich trzymała w rękach instrumenty po raz pierwszy, zapał, który przejawiali, tak zafascynował Mullena, że postanowił ich przyjąć do grupy. Dwaj ostatni zdecydowali ukryć się za wymyślonymi pseudonimami – pierwszy występował od tej pory jako The Edge, a drugi – Bonovox (z czasem zostało samo Bono). Młodzieńcy trzykrotnie zmieniali nazwę swej kapeli – zaczynali od Feedback, potem było The Hype, by wreszcie pozostać przy U2, co oznaczało w młodzieżowym slangu zawołanie „You Too”, czyli „Ty też!”, stanowiąc czytelne nawiązanie do punkowego hasła „Zrób to sam!”.
– Pierwszy singiel Sex Pistols – «Anarchy In The U.K.» – wstrząsnął całym światem – wyjaśnia Bono. – Bardzo wiele zmienił w muzyce. Dla nas oznaczał powrót do tego, czym pierwotnie miał być rock and roll, czyli czegoś agresywnego, głośnego i podniosłego.
Kariera zespołu nabrała rozpędu w 1978 r., kiedy jego interesami zaczął kierować rzutki menedżer – Paul McGuinnes. Dzięki jego staraniom U2 zaczęli grywać koncerty najpierw poza Dublinem, a potem poza Irlandią. Wizyta grupy w Londynie przyczyniła się do podpisania przez nią kontraktu z wytwórnią Island, który zakładał wydanie przez firmę czterech płyt formacji. Pierwsza z nich, „Boy”, powstawała przez 12 miesięcy i ukazała się jesienią 1980 r. Muzyczna propozycja mało znanego zespołu zaskoczyła wszystkich swą oryginalnością i energią. Znakiem rozpoznawczym brzmienia U2 okazał się niezwykły sposób gry gitarzysty zespołu. The Edge wyczarowywał ze swego instrumentu kaskady lodowatych dźwięków, oparte na repetycjach i sprzężeniach zwrotnych. Nie stosował wcale przy tym żadnych skomplikowanych akordów – sięgał tylko po te najprostsze, łącząc je w wyjątkowy dla siebie sposób. – Za każdym razem, kiedy zaczynam pracować nad nowym utworem, natychmiast staram się wszystko zapomnieć, co mogłoby sprawić, że numer stanie się podobny do jakiejś poprzedniej piosenki – wyznaje The Edge. – Nakręcam się na podejście w stylu: biorę do ręki gitarę pierwszy raz w życiu – co mogę z nią zrobić? To mój sposób na przedostanie się przez świadomość do pokładów podświadomości, gdzie czeka prawdziwa, wartościowa kreatywność.
Nowa była nie tylko muzyka U2, ale również przesłanie niesione przez teksty. Po raz pierwszy w historii rocka miało ono jednoznacznie chrześcijański charakter.
Oddani Bogu
Rock nigdy nie kojarzył się z chrześcijaństwem. Takie stanowisko prezentowali nie tylko sami muzycy, ale również opiniotwórczy krytycy. – Dla mnie rock jest muzyką buntu i wyzwolenia seksualnego – napisał niegdyś Barry Miles w „New Musical Express”. – Jest to muzyka, która obnaża hipokryzję, usuwa poczucie winy, piętnuje patriarchat i autorytaryzm, i jako taka stanowi bezpośredni atak na to, co uważam za tradycyjne wartości chrześcijańskie.
Bono, wychowany w głębokiej wierze przez ojca katolika i matkę protestantkę, zupełnie inaczej postrzegał chrześcijaństwo. Będąc wraz The Edgem i Claytonem członkiem charyzmatycznej wspólnoty kościelnej Shalom, traktował Pismo Święte nie jako zapis martwych praw, ale jako ciągle żywy i inspirujący tekst, według którego można kształtować własne życie. W postaci Jezusa starał się dostrzegać wszystkie wymiary – nie tylko pokorę, ale i gniew. – Wizerunek Jezusa jako człowieka słabego jest nazbyt niedzielny – wyznał Bono. – To fałszywy wizerunek. Chrystus przyszedł, aby dać miecz, a nie kwiaty. Takie postrzeganie postaci Syna Bożego wynikało z fascynacji Bono punk rockiem. Jego zdaniem połączenie społecznego buntu Johnny Rottena z miłosierdziem Jezusa nie było niczym niestosownym. – Chyba mam prawo powiedzieć, że U2 jest agresywne, głośne i emocjonalne – podkreślał Bono. – Dostrzegam tu paralele z takimi postaciami, jak Jan Chrzciciel czy Jeremiasz. Byli bardzo głośni, dosyć agresywni, lecz bardzo podniośli. Wierzę też, że mieli w sobie nadzieję. W tym sensie uważam, że jest w nas miłość, mimo, że nie nosimy kwiatów we włosach, i jest w nas agresja, chociaż nie mamy agrafek w nosach.
Takie postawienie sprawy przez U2 sprawiło, że w brytyjskiej prasie muzycznej zawrzało. Mimo, że wiele osób z otoczenia zespołu sugerowało, aby grupa spuściła nieco z tonu i dostosowała swe przesłanie do świeckich wymagań show-biznesu, jej członkowie zachowali się dokładnie odwrotnie – nagrali album „October”, który okazał się przejmującym świadectwem ich wiary.
Płytę otwierał utwór „Gloria”, w którym Bono śpiewał: O Panie, jeśli będę coś miał/ Cokolwiek/ Oddam to Tobie. Całkowite oddanie się Stwórcy wypływało u irlandzkiego wokalisty ze studiów nad myślą Watchmana Nee, chińskiego kaznodziei, który nauczał, iż pełne zjednoczenie z Bogiem może nastąpić jedynie wtedy, kiedy człowiek zaprzeczy swemu własnemu „ja”. Mimo, iż było to całkowitym przeciwieństwem zasad panujących w rockowym środowisku, muzycy U2 byli gotowi podjąć tę próbę. – Pozwoliliśmy, aby Pan pokierował naszą muzyką – powiedział The Edge. – Pozwoliliśmy Mu pokierować sobą we wszystkim – w tekstach i w tym, jak się ubieramy. Bóg ma udział w każdej naszej decyzji. Zrozumieliśmy, że będziemy bardziej użyteczni, kiedy będziemy lepszymi ludźmi. A jeśli możemy być użyteczni dla Pana, On na pewno tego chce. I rzeczywiście: muzycy U2 świadomie zaczęli wprowadzać ewangeliczne zasady do rockowego światka: mając w zasięgu ręki pieniądze, seks i sławę, wybrali uczciwość w interesach, zaangażowanie społeczne i polityczne oraz zewnętrzną powściągliwość. W postawie zespołu nie widać było jednak jakiegokolwiek zadufania czy pychy. Przeciwnie – wszelkie wezwania do nawrócenia, kierowali oni przede wszystkim do samych siebie. – Bunt musi się rozpocząć od siebie samego – podkreślał Bono. – Jest zbyt wielu ludzi wytykających palcem, mówiących innym, że powinni zrobić to, czy tamto. Wszyscy wielcy autorzy, którzy mnie poruszają, i to nie tylko biblijni, zawsze mówią «my»: my musimy paść na kolana, my musimy się nawrócić, my robimy źle.
W rockowym panteonie
Mimo niekonwencjonalnych poglądów i nowatorskiej muzyki, twórczość U2 spotkała się z ogromnym odzewem młodzieży z całego świata. Do rockowego panteonu wprowadziły zespół trzy albumy z lat 80. – „War”, „The Unforgettable Fire” i „The Joshua Tree”. Pierwszy, zgodnie z tytułem był radykalnym manifestem społeczno-politycznym, potępiającym przemoc i nienawiść we wszelkiej formie, wyśpiewanym z niemal religijną żarliwością w takt marszowych bębnów i ostrych akordów gitary. „Sunday Bloody Sunday” opowiadał o pamiętnej rzezi Irlandczyków dokonanej przez brytyjskie wojsko w Derry w 1972 r., „New Year`s Day” został zainspirowany wprowadzeniem w Polsce stanu wojennego, a „Refugee” poruszał problem tragicznego losu afrykańskich i azjatyckich emigrantów na Zachodzie. Zupełnie odmienną muzykę przyniósł „The Unforgettable Fire”. Współpraca zespołu z legendarnym producentem Brianem Eno, zaowocowała wzbogaceniem brzmienia grupy o przestrzenne dźwięki instrumentów klawiszowych, studyjne nakładki i niezliczone pogłosy. Taka muzyka korespondowała idealnie z nowymi tekstami Bono – bardziej poetyckimi, pełnymi zadumy nad walką dobra ze złem we współczesnym świecie. Tytułowy utwór opowiadał o tragedii Hiroszimy i Nagasaki, a słynny przebój „Pride (In The Name Of Love)” przywoływał postać Martina Luthera Kinga, chrześcijańskiego przywódcy walki o równouprawnienie ras, zamordowanego skrytobójczo w połowie lat 60.
Prawdziwym opus magnum U2 stał się album „The Joshua Tree”, który przyniósł perfekcyjnie wyważoną syntezę dotychczasowych dokonań zespołu, łącząc liryczną subtelność z rockowym ogniem. Tekstowo był to znów powrót to rozważań o charakterze religijnym. To właśnie na tej płycie znalazła się kompozycja „I Still Haven`t Found What I`m Looking For” – najbardziej chrześcijański z wszystkich utworów grupy. Bono, wykorzystując biblijne obrazy zrywania kajdanów, opisuje w nim chrystusową koncepcję zbawienia człowieka. W tytule piosenki zawarty był jednak pewien lęk. – Ludzie oczekują od ciebie, jako od wierzącego, że będziesz miał na wszystko gotową odpowiedź – tłumaczył Bono. – Tymczasem ty masz tylko gotową całą serię nowych pytań. Sądzę, że „I Still Haven`t Found What I`m Looking For” zawdzięcza swój sukces temu, że w przeciwieństwie do typowej pieśni gospel, nie jest bezproblemowy. Kryje w sobie czystą radość, ale i niepokój.
„The Joshua Tree”, stanowiąc apogeum muzycznego i duchowego rozwoju U2, zawierał w sobie również zapowiedź kryzysu.
W dwóch światach
Upadek muru berlińskiego w 1989 r. sprawił, że muzycy U2 w poszukiwaniu nowych źródeł inspiracji przeprowadzali się do Berlina. To właśnie tam narodziło się nowe oblicze U2, które zostało zaprezentowane światu na płycie „Achtung Baby”. Piosenki z albumu, choć niepozbawione charakterystycznych cech stylu zespołu, różniły się zdecydowanie od tego, do czego do tej pory przyzwyczaili swych fanów irlandzcy muzycy – miały klaustrofobiczny nastrój, opierały się na jazgotliwym brzmieniu gitary, epatowały elektronicznie stworzonymi hałasami i przesterami. Zmieniła się także tematyka tekstów – Bono zaczął się w nich przyglądać ciemnym stronom ludzkiego życia, odwołując się nie do nowotestamentowej obietnicy zbawienia, ale starotestamentowych opisów cierpienia i zagubienia. – Trzeba zacząć od własnej obłudy, zanim zacznie się ją wypominać innym – wyjaśniał Bono. Osoba zdolna do najszczytniejszych aspiracji jest również zdolna do największych draństw.
Prawdziwym zaskoczeniem był utwór „Acrobat”, który mówił o uczuciu obcości jego autora wobec instytucjonalnego kościoła. Amerykański krytyk muzyczny, Steve Turner, sugeruje w swej książce „Głód niebios. Rock and roll w poszukiwaniu zbawienia”, iż Bono, zrezygnowawszy z udziału we wspólnocie Shalom, oddalił się od liczącej dwa tysiące lat chrześcijańskiej tradycji i zaczął z czasem tworzyć własną teologię. Jego zdaniem, wokalista, nie oglądając się na swe wcześniejsze wypowiedzi, podkreślał, że działanie pod wpływem Ducha Świętego to forma anarchii, sprawiająca, że w życiu duchowym nie trzeba kierować się katechizmami tworzonymi przez przedstawicieli religii zinstytucjonalizowanych, będących „wrogami Boga”.
Na obecnym etapie zapewne bardzo zawiedliśmy wielu chrześcijan, ponieważ to, co ja postrzegam jako wolność, oni postrzegają jako kompletną dekadencję i pobłażanie samemu sobie – stwierdził The Edge.
Zmiany w postrzeganiu świata szybko wpłynęły na zmianę zachowania członków zespołu. Zaczęli oni epatować dziennikarzy wulgarnymi odzywkami, coraz śmielej poruszali obowiązujące w rockowym światku jako dyżurne tematy seksu i używek, a podczas pamiętnego wywiadu dla „The Face” w jednym z londyńskich pubów, Bono rozebrał się do naga, co podekscytowani dziennikarze skwitowali uszczypliwym stwierdzeniem: Święty Bono zrzuca sutannę.
Niewątpliwie było w tym sporo autoironii, przy pomocy której muzycy U2 chcieli zmierzyć się ze swym wizerunkiem rockowych idoli, ale było to też świadectwem zachłyśnięcia się sławą i niesionymi przez nią perspektywami. Zagorzali fani zespołu w zmianie jego postawy upatrywali również świadectwa postmodernistycznej gry z publicznością, którą Irlandczycy podjęli, aby odświeżyć swoją muzykę i przekaz.
Powód, dla którego interesuje mnie światło Pisma Świętego, jest taki, że moje drugie oblicze jest ciemne – wyznawał Bono. Interesują mnie ludzie pokoju, ponieważ nie jestem, jak oni, a jednak chciałbym taki być. Nie jestem osobą, która w rzeczywistym życiu nadstawia drugi policzek.
Odejście od pozytywnego przesłania potwierdziły kolejne płyty grupy – „Zooropa” i „Pop”. Flirtowi z nowoczesną elektroniką towarzyszyły na nich mroczne teksty opisujące ubezwłasnowolnienie jednostki przez media. Nie mam busoli, nie mam mapy – śpiewał Bono, dając świadectwo swego zagubienia w świecie rock and rolla.
Wiara i zwątpienie nie wykluczają się wzajemnie – tłumaczył. – Wiara pokazuje kierunek, gdy człowiek jest skonsternowany, ale pełnego obrazu się nie widzi. Wiara i instynkt to sprawy, na których do końca nie można polegać. Musisz się z nimi zmagać i wypróbowywać je, aż do momentu, kiedy będziesz w stanie im zaufać.
Zdziwienie wzbudziło również nowe show koncertowe U2. Zespół objechał świat z ogromnym widowiskiem estradowym, wystawianym na mieszczących tysiące osób stadionach. Bono, w scenerii gigantycznych neonów, monstrualnej scenografii i roznegliżowanych tancerek, przebierał się za diabła i odwracał do góry nogami swe dawne przesłanie, głosząc, że Wszystko, co wiesz, jest fałszem. Nie oszczędzał nikogo – nawet samego siebie. – Mamy reputację bardzo poważnego zespołu – ironizował. – Jako głos generacji dźwigamy na ramionach ciężar problemów całego świata. A to nie jest taka prosta sprawa: uwalnianie więzionych, dbanie o bezdomnych, zwalczanie plagi głodu na świecie, organizowanie spotkań politycznych potęg – to ciężka praca. – Tak było jednak w rzeczywistości, Bono z niespotykaną wcześniej aktywnością zaczął angażować się w rozwiązywanie najpoważniejszych problemów naszych czasów – redukcji długu państw Trzeciego Świata, zapobieganiu epidemii AIDS w Afryce czy konfliktu religijnego w Irlandii. – Dla mnie wiara w Jezusa Chrystusa, która nie jest powiązana ze sprawiedliwością społeczną, w której nie chodzi o biednych, jest niczym – podkreślał.
Dlatego nie dość, że odwiedzał przywódców najważniejszych państwa świata, organizował koncerty i akcje charytatywne, to także wspólnie z żoną Ali został wolontariuszem w jednym z afrykańskich szpitali. – Nigdy nie chciałem być postrzegany jako osoba bezgrzeszna – wyjaśniał. – Stwierdziłem, że daje to poczucie ogromnej wolności, kiedy żyje się jednocześnie w dwóch rzekomo wykluczających się światach – w świecie ironii i świecie duchowym, w świecie powierzchownym i w świecie głębi. Żyje w nich większość ludzi. Żyje w nich również U2.
Jak błogosławieństwo
Ostatnie dwie płyty Irlandczyków – „All That You Can`t Leave Behind” i „How To Dismantle An Atomic Bomb?” – przyniosły kolejny zwrot w twórczości grupy. Muzycy jednoznacznie zerwali z elektronicznymi eksperymentami z lat 90., stawiając na powrót do tradycyjnego rocka. Krążki wypełniły proste piosenki o gitarowych aranżacjach. Podobnie działo się w tekstach – choć większość z nich dotyczyła spraw osobistych Bono – można było je interpretować znacznie szerzej. Okazało się, że wokalista U2, zmagając się z Bogiem, z samym sobą i otaczającym go światem, choć zdystansował się wobec zinstytucjonalizowanych religii, nie utracił wiary. – Nie mogę zmienić świata, ale mogę zmienić świat we mnie– podkreślał.
Kiedy grupa wyruszyła w kolejne tournee, pozbyła się kosztownych dekoracji rodem z futurystycznego cyrku i postawiła na czysty przekaz muzyczno-słowny. Ze sceny znów emanował zapał do głoszenia świadectwa niosącego nadzieję oraz otwartość na fanów. – Bóg jest wśród nas bardziej niż Elvis – gorliwie podkreślał Bono.- Czuję się tak, jakby zespół doznawał teraz błogosławieństwa. Ludzie mówią, że odczuwają dreszcze. No cóż, my też. I nie wiem, co to jest, ale to tak, jakby Bóg przechodził przez pokój, w którym siedzimy i to jest jak błogosławieństwo.
„Walk on. Duchowa Podróż” Steve Stockman
Fundacja Wzajemnej Pomocy Chrześcijańskiej
PPUH „EMIR” – Ewa Bryćko
luty 2006
„Bono o Bono” rozmawiał Michka Assayas
Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2007
Książki do kupienia na www.paganini.com.pl
