
Wojciech Zaguła – producent telewizyjny, dyrektor festiwalu Song of Songs w Toruniu.
Ostatnio słucham na zmianę kilku płyt. Pierwsza z nich to „American V: A Hundred Highways”, niezwykły album Johnny Casha, wydany już po jego śmierci. Ten wielki artysta, choć muzycznie zupełnie nie z mojej bajki, tuż przed śmiercią, dojeżdżając do studia na raty podobno wprost ze szpitala, nagrał album, który – tak to przynajmniej odbieram – z jednej strony jest jego pożegnaniem ze światem, z drugiej – wielkim pragnieniem pozostawienia po sobie jeszcze jednego śladu. Moja ulubiona piosenka z tej płyty to „God’s Gonna Cut You Down”, tradycyjna pieśń, zaśpiewana przejmująco przez tego wielkiego artystę, który – mam taką nadzieję – dołączył do niebieskiego chóru country.
Co jakiś czas wracam do Leonarda Cohena, choć uważam, że najpiękniej jego ballady śpiewają inni artyści. Album „Tower of Song The Songs of Leonard Cohen” z 1995 roku potwierdza to w stu procentach. Cóż za artyści! Co za interpretacje! „Famous Blue Raincoat” zaśpiewała Tori Amos – aż przechodzą ciarki! Bono powalił pomysłem na „Hallelujah”, „Suzanne” w wykonaniu Petera Gabriela to diament, a „Sisters of Mercy” Stinga i towarzyszących mu Chieftains smakuje jak irlandzki Guiness. A to tylko kilka przykładów z brzegu.
Kto słyszał o Neshamie Carlebach? Nie słyszeliście? To córka rabina z Nowego Jorku, Shlomo Carlebacha, kompozytora i pieśniarza, która – jak sama pisze w swej biografii – rozpoczęła swą muzyczną karierę w trzy tygodnie po śmierci ojca, jej najlepszego przyjaciela. I śpiewane wtedy przez nią pieśni były pełne smutku, mistycznego ciepła i tęsknoty. Koniecznie musicie usłyszeć jak brzmi po hebrajsku jej głos w pieśni autorstwa Shlomo Carlebacha „Gam Ki Elech”, albo „Y’hi Shalom”. Zresztą sami trochę poszukajcie, zaczynając od www.neshamacarlebach.com.
Dopiero niedawno odkryłem, jak ciekawą ofertę muzyczną proponuje zespół Goya (bo ta nazwa odnosi się do zespołu). Ich płyta „Smak słów” to niezwykle udana produkcja trójki muzyków: Magdy Wójcik, Rafała Gorączkowskiego i Grzegorza Jędracha. Niebanalne, pełne emocji kobiece teksty Magdy Wójcik bardzo dobrze współgrają z wysmakowanymi, ale nie przeładowanymi aranżacjami utworów. A wszystko brzmi, jak produkcja z importu. Tytułowa piosenka Smak słów jest wyjątkowa.
Na koniec to, do czego wracam od lat i zawsze chętnie: „Pasja według św. Mateusza” J. S. Bacha. W mojej płytotece to perełka, a dokładnie trzy perełki, bo na tylu CD zmieściła się „Pasja”, wydana niezwykle starannie przez Wydawnictwo nomen omem Harmonia Mundi. I takiej harmonii duchowej, jaka tchnie z tego dzieła życzę wszystkim!
