Anatomia redakcji RUaH.pl

Z okazji naszego roczku postanowiliśmy nie pisać sentymentalnych peanów na własną (o zgrozo!) cześć. Mamy dla Was coś zupełnie innego. Doszły nas słuchy, że w pewnych środowiskach wątpi się w naszą klasyczną, ludzką, podarowaną z góry anatomię. Nic bardziej mylnego. Wszystko z nami w porządku. Ale jeśli to zapewnienie nie wystarcza – poniżej ujawniamy szczegóły anatomiczne całej Redakcji. Jeśli ktoś do tej pory nie wiedział, kto stoi za RUaH.pl, to teraz proszę – macie „jak na dłoni”, tylko prosimy o potraktowanie tego „z przymrużeniem oka”! 😉

 

 

MICHAŁ–CoSięTłumaczy–BUCZKOWSKI

Jestem szczęśliwym posiadaczem nerek – w kształcie fasolek (wiem, bo widziałem na USG). Są podobno siedzibą duszy – wnioskuję, że z moją duszą może być coś nie tak, bo czasem odczuwam takie dziwne uczucie, coś jakby bóle… To się chyba nazywa wyrzuty sumienia. Ale generalnie jestem zadowolony z siebie i z tego co robię. A oprócz pisania artykułów (najczęściej wywiadów), zajmuję się pisaniem newsów, co powinno się tłumaczyć: michałków, a to mnie bardzo cieszy, bo Michał tłumaczy się jako „Któż jak Bóg”, ale ja (również Michał) się nieczęsto tłumaczę. Mam też zleconą inną funkcję, ale na razie jest tajna – zobaczycie jak pojawią się zmiany – na stronie. Na co dzień złośliwy.

KATE’n’CUDZICH

Czasem zdarza mi się wstać lewą nogą, ale ponieważ nie wierzę w przesądy, bo to przynosi pecha (jak mawia mój autorytet, Marcin Jakimowicz), nawet wtedy na mej twarzy można spostrzec uśmiech. Dwóch lewych rąk nie mam, ale ręce często mi opadają. Na przykład kiedy coś mnie „deprecjonuje” i nie pozwala mi się „rozwijać” (o inne moje słowa-klucze proszę pytać Weronikę Ikę Gurdek) albo po długim graniu na flecie (poprzecznym, nie mylić z żadnymi fujarkami). Nierzadko podnoszę też ręce w górę, gdyż bliskie mi są kręgi charyzmatyczne. Dlatego, gdybym kiedyś miała wypełniać jakąś ankietę, w rubryce ‘ulubiony dowcip’ podałabym: „Kto chce herbatę, ręka w dół”. Urodziłam się, mieszkam i studiuję w Krakowie (IV rok, polonistyka, specjalność: wiedza o kulturze, UJ), ale cechuje mnie zdrowy dystans do tego miasta. Oczy mam szeroko otwarte, to fakt niezaprzeczalny, dużo w związku z tym widzę, co można czasem pomylić z bystrością. Więc od razu uprzedzam. Mogłabym być krytykiem, ale nie dlatego, że lubię krytykować. Krytyk obiektywnie (czyli, jak sama nazwa wskazuje, przez obiektyw) patrzy na rzeczywistość – okiem fotoreportera. Ale z fotografią akurat nie mam nic wspólnego. Za to patrzę często na świat oczami wyobraźni albo „oczami widza oglądam świat”. Ale nie, nie lubię Lombardu. Za to lubię jazz. I każdą, dobrą (czytaj: profesjonalną) muzykę. Najlepiej z Joachimem Menclem w roli głównej.

ŁUKASZ Grzybek GRZYBOWICZ

Drapiąc się po głowie pełnej pomysłów sięgam pamięcią do szczegółów anatomicznych, które są mi przydatne do życia i funkcjonowania. Lekko odstające uszy były jednym z moich kompleksów w szkole podstawowej, teraz stanowi to zaletę z tytułu działu rozgłośni radiowych którymi się zajmuję. Czasami następuje przegrzanie mojego systemu nasłuchowego i zdarza mi się jednym uchem coś wpuścić, a drugim wypuścić. Środkiem, który ten stan zdrowia naprawia jest muzyka: wiadro etnicznej, reggae, szczypta punk’a i dwie garście metalu. Nie jest łatwo, jednak próbuje zaprzeć się samego siebie, wziąć na barki swój codzienny krzyż i przebierać krótkimi (jednak jakże zgrabnymi) nogami do wyznaczonego celu. Kolejne kończyny to ręce, które lubię mieć pełne roboty i wznoszę je w podzięce do Tego, który mnie powołał. Czy płuca czy głowa, czy sercewątroba – całe moje ciało oddaje Bogu w każdy czas.

WERONIKA Ikah GURDEK

Dzieląc się z Wami, drodzy Czytelnicy, własnymi szczegółami anatomicznymi muszę zacząć od kwestii najbardziej wstydliwej… Długo wahałam się, czy tę skrywaną na dnie serca tajemnicę zdradzić, lecz zasłyszana dziennikarska maksyma, jakoby tylko „cała prawda była ciekawa”, podpowiada mi, że powinnam. Otóż, okazuje się, że jako redaktor prowadzący magazynu – uwaga! – muzycznego mam poważne problemy z… uszami. Nigdy nie słucham jak się do mnie mówi i zawsze wchodzę w zdanie (co może potwierdzić KnC). Jednak najgorsze jest to, że zdarzyło mi się kilka razy zasnąć podczas koncertu, siedząc niemalże z uchem przy kolumnach. Chyba czas wybrać się do laryngologa. Mam nadzieję, że po tym szczerym wyznaniu nie wylecę z redakcji… na zbity pysk! Z innych części ciała ujawniam, że posiadam nogi, sztuk dwie, które uginają się pode mną z reguły pod koniec miesiąca, kiedy czas zamykać numer, a gotowe są tylko stałe rubryki i edytorial. Ten notabene zazwyczaj powstaje w wielkim pocie czoła, bo powiedzcie, jak można ciągle pisać o tym samym tak, żeby się nikt nie połapał? A poważniej… Pochodzę z Wadowic, mieszkam w Krakowie, studiuję polonistykę i socjologię. I lubię pierogi ruskie.

URSZULA-tarantula-JAGIEŁŁO

Jestem w redakcji od roku. Zajmuję się koordynacją sekcji tak zwanych nowości i dostarczam co jakiś czas naszym Czytelnikom mniej lub bardziej przedawnione wiadomości. Wszystkim, którzy zachodzą w głowę jak daję sobie radę z całą górą informacji, które trzeba na czas przetworzyć, przefiltrować, sprawdzić przydatność do publikacji i na dodatek poprawić odpowiadam: wszystko to dzięki moim dwudziestu palcom! Tak, tak moi drodzy to moja tajna broń, którą mogę dzielić się z Wami. To dzięki moim dwudziestu palcom pisze tak szybko i bezbłędnie, i to właśnie dzięki nim informacje na naszym portalu pojawiają się zawsze w tempie natychmiastowym. Ale to jeszcze nie wszystko! Moje palce moją także wymiar symboliczny. Wyrażają mianowicie wielość moich pasji i zainteresowań. Jeśli myśleliście, że faworyzuję tylko muzykę reggae, czy np. taki mało znany zespół o nazwie Armia z tego powodu, że tylko tym się interesuję, to trwacie głęboko w błędzie. Pasjonuję się wszystkim: kocham teatr, słucham muzyki wszelakiej, od chorałów gregoriańskich zaczynając, na Illuminandi kończąc. Nie pogardzam także telewizją, filmem, sztukami plastycznymi, rzeźbą i tańcem. Jak widzicie porywa mnie wszystko, do wszystkiego podchodzę z siłą serca i dlatego właśnie możecie mi ufać!

MAGDA KOŁODZIEJ wkrótce BUCZKOWSKA

Moi drodzy, jako że moje palce (których z pewnością mam mniej niż Urszula) nie klikają tak sprawnie i pomysłowo jak pozostałych członków redakcji, nie zajmuję się pisaniem artykułów, tylko innymi, równie ważnymi, aczkolwiek mniej kreatywnymi sprawami. Studiuję nauki o rodzinie na PACIE, a już niedługo będę mogła coś powiedzieć na ten temat także od strony praktycznej 🙂 W głowie (którą mam mimo wszystko) wieje pustką i nie wiem, co miałabym napisać więcej, ale ściskam Was serdecznie – bo ręce (w ilości sztuk dwie) również posiadam.

REDAKTOR BARTŁOMIEJ MAZIARZ

Dużo mówię i chyba lubię to robić. Inna sprawa, że dużo mówię, a mało robię – z czym wszyscy tutaj wymienieni się zapewne zgodzą. Chciałbym pracować w radiu i może stąd to moje powszechne gadulstwo. Ale, nie! Bo jak się nad tym trochę zastanowię to dochodzę do wniosku, że mimo wszystko radia wole słuchać, albo tworzyć coś czego słuchają inni (ale niekoniecznie z moim wkładem głosowym). Czyli jednak uszy. Tak zdecydowanie, słuchać trzeba umieć i staram się to robić jak najlepiej potrafię. Radiowe zamiłowanie staram się wykorzystać również do pracy w RUaH’u i tym głównie się tutaj zajmuje (poza flirtowaniem rzecz jasna). Szlaban!, ja dopiero przy głowie i już tyle tego – wiedziałem, że tak będzie, ale w końcu to Internet, a więc przestrzeń nie ograniczona. Całość utrzymują nogi, a w równowadze pomagają ręce tudzież witki. Obecnie jedna z nich wygląda trochę inaczej niż druga – podczas pewnych robótek ręcznych troszkę ją oszpeciłem. Ale generalnie obie witki raczej na co dzień mi opadają, przez co raczej do charyzmatyków mnie zaliczyć nie można. Mógłbym tak dłużej, lecz pisząc ten tekst choruje trochę na płuca – a nie na głowę jak niektórzy z Was pomyśleć pewnie by mogli – i spać powinienem. Więc idę. Aaa, byłbym zapomniał, jestem z Mielca (Stal Mielec!), studiuję dziennikarstwo i komunikację społeczną. Teorii uczę się na studiach, a praktyki na ulicach – jakkolwiek by to nie brzmiało.

AGNIESZKA MAZUR od BIEDRONKI

Pochodzę z malowniczej wsi na dzikim zachodzie Polski. Wynikły jednak pewne trudności z ustaleniem stałego adresu zameldowania, a to z powodu zbyt częstych podróży pociągami osobowymi, których trasę wyznaczają bilety poupychane już we wszystkich książkach. Te z kolei skrupulatnie czytam strona po stronie z baczną obserwacją, by przypadkiem nie były to treści naukowe. Jeśli chodzi o samą moją osobę, mam bardzo dobrze rozwinięty układ nerwowy, ale zadowolenie z tego powodu nie maluje się na twarzach tych, którym przyszło ze mną żyć. Co do szerokiego wachlarza umiejętności, sama nie mam wątpliwości, że operowanie gitarą czy nabytym łzami djembe, umywa się w porównaniu do tak doskonałej gry na nerwach. Co prawda nie jestem członkiem zielonej organizacji, lecz w ramach solidarności z ich bohaterską obroną naszej ojczyzny nie korzystam z ogrzewania, meble zastępuję ekologicznymi kartonami, a przede wszystkim przygarnęłam na buta małą biedronkę. Konkluzja? Wszelkie obawy związane z moją osobą są wręcz nie na miejscu. Nie ma wątpliwości – jestem ideałem zorganizowania. Wzbudzając zdziwienie na twarzach przechodniów z powodu żółtego parasola, pięknie pozdrawiam czytających.

JUSTYNA Justus MORAWSKA

Wersja pozbawiona burzy kruczoczarnych lokóworzechowych oczu, dla których zabijaliby się miejscowi rycerze. Kuta na dwie nogi, wyprofilowane specyficznie i pozwalające na sprawne przemieszczanie się po krakowskich ulicach i centrach handlowych. Model wyposażony w kark specjalnie przystosowany do noszenia oczka w głowie… Władam biegle językiem, zwłaszcza w zakresie mowy aniołów, kotów i dzieci. A-testowana w projektach stawiania przecinków, wytwarzania i eksportu endorfin. Swobodnie czytam między wierszami, a za pomocą okaloszowanych stóp badam poziom wilgoci kałuż. Między ramionami a sercem wbudowany mam termowizjer wyczuwający ogniska ciepła, oraz pryzmat skupiający ironię losu i zbiegi okoliczności. Aparat gębowy dostosowany mam do wydawania jazzowego kaszlu i produkcji ogryzków. Klasyczne żebra zastąpiono u mnie klawiszami pianina, sieć żył – strunami gitary. Stwierdzono również wysoki współczynnik fajności. Wytwórca: Koncern Niebo spółka z o.o.

MATEUSZ Mateo NIKIEL

Jestem typowym facetem, który wśród wielu ulubionych zajęć, umieści także jedzenie (czego może po mnie nie widać). Bardzo mocno przemawia do mnie argumentacja „przez żołądek do serca”. A gdy człowiek już syty, to wtedy spokojnie może oddać się innym przyjemnościom… Góry to miejsce, gdzie najchętniej bym został na stałe i nie schodził do szarej rzeczywistości krętych uliczek Krakowa. W górach się urodziłem, w górach się wychowałem i pewnie tam zedrę swoje nogi, o ile wcześniej nie nawali moje serce… Na szczytach można odetchnąć pełną piersią, a oczy nacieszyć fantastycznymi widokami. A żeby oczy mogły cieszyć się dłużej, to utrwalam krajobrazy na kliszy (a w zasadzie to na matrycy), realizując w ten sposób kolejne ulubione zajęcie. Ale czym byłoby moje życie bez muzyki… Uwielbiam przebierać palcami po strunach gitary czy klawiszach pianina. Swego czasu próbowałem też moich płuc w orkiestrze (na)dętej. Nie mniej lubię też słuchać dobrych, przede wszystkim polskich kawałków, mieszczących się w pojęciu „poezji śpiewanej” i nie tylko. A tak na co dzień jestem zwykłym studentem, który pilnie nadstawia uszy, aby nic nie uronić z jakże cennych wykładów, co pozwala mi w RUaHu spełniać funkcję „nadwornego prawnika”.

ANNA SALAWA

Wygłup, wygłupem, ale mnie drodzy Czytelnicy naprawdę głowa boli na samą myśl o tym, że nie wiecie jeszcze o wszystkich wydarzeniach kulturalnych, koncertach i warsztatach. Jak wielu to moich kolegów po fachu również posiadam dwie nogi i całkiem sprawny, jak na tę porę roku, mózg! Pracuję tylko w pocie-czoła jak mawiał wielki, a niedoceniany przez wiele lat poeta Norwid! Starając się zadowolić wasze serca, dusze i umysły. Jako, że prawą półkulę mam lepiej wykształconą od lewej, studiuję polonistykę na AP. Ściskam rączki i padam do nóżek.

MONIKA Smółczanka SMÓŁKA

Chwytam się za głowę i biorę w garść. Stanę na rzęsach, aby nie świecić oczami, gdy stanę z Wami oko w oko… Anatomia mojego ciała? Nie mam pleców. Staram się natomiast nie wypuszczać pióra z ręki, w czym pomaga mi pisanie artykułów i studia polonistyczne (komparatystyka) na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jako przyszły logopeda staję na głowie, aby gimnastyka buzi i języka nie szła nikomu w pięty. Pedagogika na AP sprawdza czasem moje struny głosowe oraz to, czy mi słoń na ucho nie nadepnął. Co do strun – gram na gitarze i na nerwach czasem, ale nad tym pracuję… Gdy moje uszy długo nie słyszą wiatru i ptaków, oczy – nie widzą nieba, a stopy – nie czują gór – serce mi pęka. Tak naprawdę jeszcze nie wiem, gdzie mnie nogi poniosą, ale wciąż idę do przodu, w końcu życie to tylko droga… i nic więcej. No, dwie dziurki w nosie i skończyło się 🙂

JAN TRĘBACZ, RYCERZ Z DĘBICY

Choć podobno na pierwszy rzut oka prezentuję się dość groźnie, to tak naprawdę przy bliższym poznaniu okazuje się, że jestem łagodny jak baranek i nikomu przy mnie włos z głowy nie spadnie. Próbują to czasem wykorzystywać (z lepszym lub gorszym skutkiem) bądź to moi podopieczni (przy których – jako nauczyciel – zdzieram sobie gardło zawodowo), bądź koledzy z zespołu (w którym nadwyrężam struny głosowe hobbistycznie), bądź znajomi z redakcji. Bronię się jednak przed tym rękami i nogami. Zresztą jeśli chodzi o tych ostatnich, to niestety okazji do spotkań „w realu” nie mamy zbyt wiele, gdyż od jakiegoś czasu nie mieszkam już w Grodzie Kraka. Choć latka lecą i włos na mojej głowie rzednie, to ja nadal w wolnych chwilach lubię trzepać łupieżem przy dobrych metalowych dźwiękach. Pozostały nadmiar energii wyładowuję stukając palcami po klawiaturze, gdy obsmarowuję płyty zespołów grających głównie ciężką muzę. Muszę jednak przyznać, że reggae’owa pulsacja też wywołuje u mnie bujanie kolan, a muzyka dawna (i folk) to prawdziwy miód na moje uszybalsam na serce. Co jeszcze? Hm, parokrotnie widziano mnie chodzącego z głową w chmurach i to nie tylko z powodu mojego (dość słusznego zresztą) wzrostu. Ostatnio zapuszczam też brodę 😉