Anielska Liturgia?

„Anielskie śpiewanie”. Bo dużo się o aniołach śpiewa i mówi. Aniołowie jako ci, którzy są „mistrzami uwielbienia”. Od nich mamy uczyć się modlitwy. Koncert jako próba przed Właściwym Koncertem – u stóp Bożego Tronu. Próba – może nie generalna, ale taka jedna z wielu. Chór złożony z ponad stu uczestników warsztatów. Toruńska orkiestra. Trzech dyrygentów. Katedra warszawsko-praska. I arcybiskup.

O koncercie na zakończenie III Warsztatów Liturgicznych „Anielskie Śpiewanie” w Markach pisze Katarzyna Cudzich

Koncert, wieńczący kilkudniowe warsztaty liturgiczne organizowane przez księży michalitów, rozpoczyna się z godzinnym opóźnieniem. Październik – przed Najświętszym Sakramentem odmawiany jest różaniec. Część ludzi wychodzi. – Słaba organizacja – rzuca ktoś obok mnie. Katedra jednak nie świeci pustkami. Koncert poświęcony jest Janowi Pawłowi II.

Muzyka a Liturgia

Muzyka liturgiczna to współbudowanie liturgii – tłumaczy Piotr Pałka, jeden z dyrygentów i inicjatorów warsztatów liturgicznych. – Skupiamy się na tym, by odróżnić muzykę liturgiczną od szeroko pojętej muzyki religijnej czy chrześcijańskiej. Koncentrujemy się tylko i wyłącznie na tej pierwszej.

Muzyka zawsze stanowiła ważny aspekt liturgii – nie jedyny, gdyż duże znaczenie odgrywała też cisza (chociaż był czas, że muzykę traktowano na równi z liturgią!). „Śpiew liturgiczny miał w sobie wiele muzycznego potencjału” – czytamy w „Dziejach muzyki” Bogusława Schaeffera – świadczą o tym wybitne dzieła tworzone przez wieki. Muzyka była wykorzystywana nie tylko w celu uświetnienia uroczystości, ale i podkreślenia słów. Stąd bardzo szybko zrezygnowano z wielotekstowości, by „wprowadzić wyraźną jednolitość tekstu dla całej formy”.

Według nauczania Kościoła „śpiew i muzyka spełniają swoją funkcję znaków tym wymowniej, im ściślej zwiążą się z czynnością liturgiczną” (Katechizm Kościoła Katolickiego). Dlatego tak naprawdę, według ortodoksyjnych opinii, w Kościele nie powinna być wykonywana inna muzyka, poza liturgiczną. Perkusja, bas i gitara elektryczna odpadają. Wydawałoby się, że we współczesnym świecie, w czasach bardzo rozrywkowych, taka muzyka się nie przyjmie. Zwłaszcza w zsekularyzowanym świecie. Muzyka, jakby nie było, poważna, oparta na harmonii klasycznej, przeznaczona na chór i orkiestrę. Uciekamy od powagi w Kościele, bo zbyt wiele było jej przez wszystkie wieki. Jednak rzeczywistość pokazuje, że muzyka sakralna nigdy nie wyjdzie z mody. Jej znaczenie zmienia się, jednak potrzeba wciąż istnieje.

Jak inaczej wytłumaczyć takie zainteresowanie liturgicznymi warsztatami odbywającymi się w całej Polsce? Mnóstwo młodych ludzi poświęca kilka dni, by od rana do wieczora ćwiczyć pieśni. Nikt im za to nie płaci. Nie stają się przez to sławni. A jednak przyjeżdżają, modlą się poprzez śpiew i sprawia im to po prostu radość. To wystarczy, by powiedzieć, że takie inicjatywy mają sens.

Wykonują utwory głównie autorstwa Piotra Pałki i Pawła Bębenka (chociaż prowadzący sięgają też do korzeni – chorału, tradycyjnych śpiewów liturgicznych), dwóch czołowych, współczesnych kompozytorów i dyrygentów krakowskich tego rodzaju muzyki. Na warsztatach w Markach pod Warszawą, oprócz Piotra – młodych ludzi prowadzi Magdalena Makarewicz-Sternicka i Hubert Kowalski.

Muzyka a Modlitwa

– Dla mnie osobiście celem jest animacja wśród młodych osób, które chcą budować liturgię – dzieli się Piotr. – Pomaganie im od strony technicznej czy repertuarowej. Staramy się, by uczestnicy lepiej poznali liturgię, żeby mogli się poprzez muzykę modlić. Bo muzyki liturgicznej nie można oddzielić od liturgii – tak jak muzyki gospel od ewangelii. To naczynia połączone.

Jak jednak na kilkudniowych warsztatach, gdzie trzeba stworzyć bogaty materiał na koncert, jeszcze uczyć modlitwy? – To przychodzi samoistnie. Jako pewne świadectwo mojego własnego podejścia, tego, że liturgia jest dla mnie ważna. Ja nie mówię o czymś, co jest dla mnie obce. I przez to jestem autentyczny i przekonujący dla ludzi. Piotr wspomina, że sam przez wiele lat uczył się modlitwy podczas dyrygowania. Czasem materiał do opanowania był tak duży, że trudno było go ogarnąć, a co dopiero myśleć o modlitwie. – Obecnie podczas dyrygowania mogę się modlić – przyznaje.

Co tu robi Jan Pospieszalski? – słyszę. Prowadzi koncert i, faktycznie, trochę tam nie pasuje. Przypominając ważne chwile z pielgrzymek Jana Pawła II, wyśpiewuje błogosławieństwo, naśladując papieża, później doksologię… Nie bardzo wiem, o co chodzi – czyżby pragnienie śpiewu tak bardzo mu się udzieliło? Ale mówi też ważne rzeczy. Przypomina o znaczeniu śpiewu dla Ojca Świętego. O tym, że aniołom dedykuje się ten koncert. Że to od nich powinniśmy uczyć się modlitwy. I ich prosimy o to, by nas tego uczyli.

Żebyście zawsze śpiewali to, w co wierzycie, i żebyście zawsze wierzyli w to, co śpiewacie – życzy na koniec uczestnikom warsztatów arcybiskup Hoser. Następnie – za każdym razem kierując się w inną stronę Kościoła – wszystkich błogosławi. Tak jak liturgię kończy posłanie, tak i posłanie kończy liturgiczne warsztaty.