To on!

Osądzasz tych, którzy się dopuszczają takich czynów, a sam czynisz to samo…

Marcin Jakimowicz

Faryzeusze postawili prostytutkę na środku. Myślała, że spali się ze wstydu. Jej grzech było widać jak na dłoni. Jawnogrzesznica.

To codzienna moja zagrywka. Opowiadam o słabościach i śmiesznostkach innych, by zasłonić się nimi. Wystawiam ich na środek, by nikt nie zobaczył mojej ogromnej pustki, niewiary i pychy. Dziś o takich, jak ja Jezus mówi wprost: „Biada wam, bo jesteście jak groby niewidoczne, po których ludzie bezwiednie przechodzą”.

Faustyna o ludziach, którzy jej ubliżali mówiła: „biedni grzesznicy”. Ja znam kilka dosadniejszych określeń…

Dlaczego tak łatwo osądzam innych? Bo nieustannie sądzę siebie samego. To prosta zależność wynikająca już z samego przykazania miłości: będziesz kochał bliźniego, tak jak siebie samego.

Zamiast szukać usprawiedliwienia na stronach Biblii, słucham złego doradcy, który „dniem i nocą oskarża braci przed Bogiem”.
Jeśli osądzam siebie, automatycznie osądzam też innych. Jednak w chwilach, gdy naprawdę wierzę, że jestem usprawiedliwiony, moim obrońcą jest sam Paraklet – Duch Święty. Jezus wykupił mnie za ogromną cenę. Przestaję zasłaniać się innymi. Czuję się kochany.