Dwóch pokutujących psalmistów i rycerskie pieśni

rys. ???

Cóż może wyniknąć z czytania Psalmów? Zobaczmy na przykładzie.

JACEK KOWALSKI

W drugiej połowie szesnastego stulecia, w pewnej wsi pod Lwowem zwanej Zimna Woda, żyły dwie rodziny szlacheckie, a w rodzinach tych urodziło się dwu poetów: Mikołaj Sęp Szarzyński i Adam Czahrowski. Jeden i drugi przyszli na świat za czasów panowania Muzy Czarnoleskiej, czyli pod przemożnym wpływem sławy Jana Kochanowskiego. Jeden i drugi zapamiętale czytali Psalmy w jego przekładzie.
O Mikołaju, który bezsprzecznie był geniuszem, nie wiemy zbyt wiele. Ze spuścizny, jaką pozostawił, wynika, że od samego początku zamierzył przełamać monopol Kochanowskiego i tworzyć w odmiennym stylu. Toteż Psalmy w czarnoleskiej wersji zachęciły go do nowej, innej lektury Psałterza: bardziej dramatycznej i niespokojnej. Tak powstały własne, oryginalne teksty Mikołaja. Człowiek objawia się w nich jako niebezpiecznie uwikłany w odwieczną walkę pomiędzy dobrem i złem, „rozdwojony w sobie” – podczas gdy u Kochanowskiego jakby bardziej spokojnie i pewnie zwraca się do Boga, nawet w momentach dramatycznych. Tymczasem Sęp cały czas oczekuje na nowe uderzenie nieszczęścia, w ciągłym niepokoju, jako że żywot ludzki to „bojowanie – byt nasz podniebny”. Ciekawe, że wierszopis o tak dynamicznym stylu był zapewne – jako człowiek – osobistością stosunkowo mało dramatyczną, cokolwiek usiłowaliby nam wmówić badacze literatury. W jego wierszach widzą oni często ślady jakiegoś gwałtownego nawrócenia. Ono to właśnie miałoby być źródłem jego oryginalnej twórczości. Tymczasem tak naprawdę o rzekomych tragediach Sępa nie wiemy zbyt wiele. Raczej nie zmieniał wiary, nie grzeszył więcej niż inni i chyba nie umarł na skutek przedawkowania postów i umartwień (jak niektórzy usiłowali sugerować), nie wojował też, choć „popełnił” dwie piękne pieśni o rycerskiej śmierci w walce z Tatarami (zresztą nie nadające się do śpiewania – mają na to zbyt zawikłane strofy). Można zaryzykować twierdzenie, że to sama dynamiczna lektura Psalmów i samo pisanie o walce – czy fizycznej, czy duchowej – zastąpiły mu potrzebę silniejszych, rzeczywistych przeżyć i wpłynęły na pasywność charakteru… A poza tym warto sobie zapamiętać, że Sępa mało kto czytał za jego czasów. Dorobek geniusza utonął w niepamięci, by wypłynąć po dwustu latach, odgrzebany przez badaczy. Dopiero wtedy Mikołaj zajął jedno z pierwszych miejsc na polskim Parnasie.
Zupełnie inaczej z Adamem. Nieuczony prostaczek nie był aż tak zdolny jak Mikołaj, za to jedną swoją skromną, wojacką pieśnią tak przemówił do współczesnych, że parafrazowano go i naśladowano wielokrotnie, a jego utwór przez ponad sto lat trwał na ustach polskiego rycerstwa, choć anonimowo. Jak Mikołaj, także i Adam karmił się Psalmami w wydaniu Kochanowskiego. Pod ich wpływem zaczął składać wiersze. Natomiast nawiązań do wierszy genialnego sąsiada w jego rymach nie widać. Podziwiał więc nade wszystko czarnoleskiego mistrza, ale nie pragnął z nim konkurować, ani też… nie pilnował Pańskich przykazań. Pisał więc na psalmiczny wzór, bo mu się tak podobało, ale prowadził się niezbyt dobrze i nie po biblijnemu, chyba zupełnie inaczej niż Sęp. Jako zuchwały młodzieniec wędrował po okolicy z arkebuzem i szablą, siejąc postrach wśród sąsiadów – których zabijał i ranił – oraz wśród lwowskich mieszczek – którym kradł kury i włoszczyznę. Z pozwów sądowych niewiele sobie robił. Dom Czahrowskich przymierał głodem: ojciec Adama, Piotr, zginął w rodzinnych porachunkach, synami rządziła energiczna matka Małgorzata, skłócona i „rozprocesowana” z całym światem. Kiedy więc Adam dorósł, zrobiło mu się ciasno w okolicy i przystał do wojackiej bandy „Diabła Stadnickiego”. Wkrótce wybuchła wojna domowa o tron polski pomiędzy zwolennikami Zygmunta III Wazy i arcyksięcia Maksymiliana Habsburga. „Diabeł” poparł Austriaka i natychmiast zaczął gromić oponentów. Na jego rozkaz Adam porwał jednego z senatorów i palił wsie należące do przeciwników politycznych; wraz z podobnymi sobie szturmował Kraków. Jednak na początku 1588 roku oddziały Stadnickiego zostały rozbite pod Byczyną przez hetmana Jana Zamoyskiego. Maksymilian dostał się do niewoli, podobnie co ważniejsi magnaci z jego obozu. Mnóstwo prostych żołnierzy zginęło. Adam ocalał, ale nie miał po co wracać do kraju. Uciekł na Węgry, gdzie właśnie zaczynała się długoletnia wojna z tureckim najazdem. Wkrótce przystał do oddziałów, broniących pogranicznej twierdzy Eger.
I tu zaczęła się dla domorosłego poety nowa lektura Biblii – i nawrócenie. Poczuł się chyba jednym z tych nieszczęsnych psalmistów, którzy, przygnieceni nieszczęściami do ziemi, proszą Boga o zmiłowanie, wyznając grzechy. 16 września 1588 roku Adam Czahrowski pisze „na murach Egru” pierwszy wiersz z długiego, wojennego cyklu. Wiersz prosty, nawet prostacki w formie, nieudolnie naśladujący Psalmy Kochanowskiego – ale za to bardzo osobisty. W nim wyznaje:

…To zeznać muszę,
Że pomstę sprawiedliwą za grzech swój odnoszę.

A więc trapiły go wyrzuty sumienia, albo przynajmniej chciał, aby tak sądzono. W każdym razie na Węgrzech w przerwach pomiędzy bitwami pisywał teraz wiersze, zabawiając nimi towarzyszy walki. Po dziewięciu latach, gdy twierdzę Eger ostatecznie zdobyli Turcy, postanowił wrócić do kraju. Zrujnowany i zgorzkniały, liczył na przebaczenie i wsparcie dawnych przeciwników. Przede wszystkim potężnego hetmana Zamoyskiego. Jemu też dedykował swój zbiorek „Treny i rzeczy rozmaite”, który udało mu się wydać w Poznaniu w 1597 roku. Przebaczenie uzyskał, a tomik jeszcze powiększył i wydał powtórnie dwa lata później. W tym właśnie powtórnym wydaniu znalazła się „Duma ukrainna”, utwór znany pod rozmaitymi tytułami („Powiedz mi muzyko moja”, „Duma rycerska”), który natychmiast zyskał sobie wielką popularność. Bodaj że od początku śpiewano go. Jest to jedyny chyba dobry wiersz Czahrowskiego i stąd niektórzy powątpiewają w jego autorstwo. Jak było naprawdę, nigdy się już nie dowiemy.
Wiersz do dziś wzrusza. Ma swobodny oddech, nie zduszony – jak inne płody Adama – grafomańską manierą. Otrzymujemy sugestywną i „płynną” panoramę żołnierskiego życia na kresach Rzeczypospolitej (a nie na Węgrzech, jak można by przypuszczać), wziętą jakby z rzeczywistości, z bezpośredniego uczestnictwa w walkach z poganami. Po krótkim pytaniu: „Cóż może być piękniejszego/ Nad człowieka rycerskiego?” następuje, zamiast odpowiedzi, opis budzącej się z zimowego snu przyrody: widzimy „pograniczne kraje”, „pola nieprzejźrzane młodą trawą przyodziane”, dnieprowe „niemienione progi”, kozaka, który płynie rzeką „nie bez strachu”, rybne wody, mnóstwo dzikiej zwierzyny i ptactwo stepowe. Wreszcie husarza, który „warownym obozem stoi”, odbywa turnieje rycerskie i ćwiczenia, po czym „Pod świetnymi chorągwiami,/ Głośny trąbą i bębnami/ Bieży pochylony lasem”, czekając, aż „trwoga przydzie”, kiedy to „z trzaskiem z obozu wynidzie” na spotkanie nieprzyjaciela. Wszystko w tych obrazach jest dynamiczne i piękne, ale autor właściwie niczego nie zachwala, poddając gołe fakty pod ocenę słuchacza. Wkrótce oglądamy krótkie starcie z wrogiem – raz zwycięskie, kiedy indziej takie, w którym „jedna przełomiona/ Nazad ustępuje strona”; widzimy żołnierską śmierć od strzały lub pod kopytami konia, a wreszcie wracamy do obozu. Pieśń kończy się modlitwą:

Boże, który masz w swej pieczy
Ludu rycerskiego rzeczy,
Chudy żołnierz prosi Ciebie,
Odpłać mu tę nędzę w niebie.

Jak dla mnie, jest to jeden z podstawowych, klasycznych tekstów naszej sarmackiej przeszłości, łączący wiarę z odwagą rycerskiego rzemiosła. W moim prywatnym „muzeum wyobraźni” pieśń nieudolnego (w innych swoich utworach, nie w tym) Czahrowskiego ma miejsce obok genialnych sonetów i pieśni Sępa. Pochlebnego zdania byli chyba i pierwsi czytelnicy „Dumy”.
Że śpiewali ją powszechnie, o tym świadczy szybko wydrukowana, kpiarska przeróbka. Satyryk Jan z Kijan pytał: „Co może być piękniejszego/ Nad kozaka odartego?”, „kiedy nań trwoga przydzie/ I tyłem z karczmy wynidzie?”. Ale inni pracowicie przepisywali i przerabiali „Dumę rycerską” w duchu wzniosłym i chwalebnym. W rękopisach rychło utraciła autora i melodię – pewnie powszechnie wówczas znaną, więc nie wymagającą zanotowania. Ostatni rękopis badacze datują na koniec XVII wieku. Miłośnicy Sarmacji śpiewają ją dziś na melodię jednej z innych, żołnierskich pieśni, zanotowanej w XIX wieku. Śpiewam ją oczywiście i ja.
I oto co może wyniknąć z pilnego czytania Psalmów.

WordPress Gallery Plugin