Jedyny pewnik w życiu

fot. archiwum redakcji

Mówimy: „Boże, oddaję Ci całe swoje życie”, ale po cichu dodajemy: „Dobrze, żebyś je ułożył po mojej myśli”. A przecież to Bóg ma najlepszy plan naszego życia i każdy nasz sprzeciw sprawia, że odwracamy się od Niego.

O pustyni, bezradności i drugim nawróceniu z Justyną Segiec rozmawia SZYMON BABUCHOWSKI

 

Nie było Cię na rynku muzycznym cztery lata. Co się z Tobą działo przez ten czas?

Był to ciężki okres, ale – z drugiej strony – błogosławiony. Rozstałam się ze swoją wspólnotą, zniknęli przyjaciele, których – wydawało mi się – miałam na całe życie. Typowa pustynia. Wszyscy gdzieś poodchodzili, zostałam wyrwana ze świata fajnej wspólnoty, radosnego życia, w totalnie inne środowisko, inną pracę. Nagle wszędzie zaczęło być pod górkę. I w tym okresie – może nie dosłownie, ale zaczęłam mówić Bogu swoje „nie”. Nie umiałam przyjąć myśli, że to wszystko zsyła Bóg dla umocnienia. Odczuwałam to tak, jakby mnie zostawił czy karał za coś.

Kiedy nastąpił przełom?

W końcu przyszedł taki moment: pamiętam dokładnie, że była czwarta rano, nie mogłam zasnąć po bardzo ciężkim dniu. Przy łóżku mam zawsze takie małe zdjęcie ojca Pio i Biblię. Otworzyłam tę Biblię i natrafiłam na tekst, który towarzyszył mi przez całe życie, od mojego „pierwszego” nawrócenia: „Miłujesz bowiem wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś, bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił”. Nagle zobaczyłam, że – faktycznie, to prawda. I czekałam do rana z taką niecierpliwością, kiedy ta pierwsza Msza w naszym kościele będzie. Szybko poleciałam do spowiedzi, do Komunii i wtedy odczułam bardzo wyraźnie, że Bóg jest ciągle obecny. Że nie ma momentu, żeby On się odwracał czy wystawiał nas na jakieś próby. To tylko my jesteśmy krnąbrni wobec Niego. Mówimy: „Boże, oddaję Ci całe swoje życie”, ale po cichu dodajemy: „Dobrze, żebyś je ułożył po mojej myśli”. A przecież to Bóg ma najlepszy plan naszego życia i każdy nasz sprzeciw sprawia, że odwracamy się od Niego.

Mówiłaś o swoim „pierwszym nawróceniu”. Teraz przeżywasz drugie? Co to znaczy?

Może faktycznie to nie jest właściwy termin, bo nawracać się trzeba codziennie. Coraz bardziej odczuwam, że ciągle się odwracam od Boga. Nawet jeśli wydaje nam się, że żyjemy z Nim w więzi, to każdy grzech, każde zło: egoizm, brak miłości wobec drugiego człowieka, powoduje, że odwracamy się od Niego. Więc może to jest moje tysiąc pięćset któreś nawrócenie… Ale na pewno był to przełom. Po pierwszym przełomie – dawno temu – bardzo się starałam. Wydawało mi się, że jeśli nie będę robić tego, do czego jestem powołana – oczywiście sama wiedziałam najlepiej, do czego (śmiech) – to Bóg przestanie mnie kochać albo mnie ukarze. A teraz zrozumiałam, że nic nie muszę i – szczerze mówiąc – nic nie mogę sama.

Jak powstawała Twoja nowa płyta „Posiedź ze mną”?

Chciałam napisać taką książeczkę, do której płyta miała być tylko dodatkiem. Stało się jednak tak, że najpierw wyszła płyta, a książka czeka na swoją kolej. Będą tam głównie wspomnienia spisane w ciągu tych czterech lat.

Masz jakąś ulubioną piosenkę na tej płycie?

Mam, jest to utwór „Dotknij mnie” z repertuaru Ali Skrzypczak. Mimo, że nie jest mój, identyfikuję się z nim w 155% (śmiech). A te moje – może nie wszystkie podobają mi się jednakowo, ale na pewno są prawdziwe, pisane na podstawie tego, co doświadczam. „Jeżeli stracę życia sens” mówi o tym, jak jestem bezradna i że bez Boga nic nie mogę. Przez te cztery lata poznałam ludzi, którzy nie potrzebowali Boga. To było dla mnie nowe doświadczenie. Do wspólnoty, w której wcześniej żyłam, przychodzili ludzie, którzy albo byli uzależnieni, albo mieli duże problemy ze sobą i Boga poszukiwali. A tu nagle się okazało, że mówienie o Bogu i życiu wiecznym może pozostać bez echa. Stwierdziłam wtedy, że największym ubóstwem i tragedią człowieka nie jest to, że jest pijakiem, narkomanem, prostytutką czy kimś z marginesu, ale to, że ma wszystko. Jest bogaty, dobrze wykształcony, może być nawet dobrym człowiekiem, altruistą, ale nie odczuwa potrzeby wejścia w relację z Bogiem. To był dla mnie szok.

Kiedyś mówiłaś, że chciałabyś też nagrać zupełnie świecką płytę. A tu ukazuje się całkiem nowa rzecz, podpisana Twoim nazwiskiem, i znów jest o Panu Bogu…

Myślę, że nie mogłabym już wydać takiej płyty, w każdym razie nie chciałabym nagrywać rzeczy komercyjnych. Marzyłby mi się może taki projekt zupełnie odjechany, jakiś np. industrialny, ale rzeczą, która najbardziej mnie inspiruje, jest jednak życie wewnętrzne. Nie umiałabym pisać o tym, że siedzimy teraz w małej knajpce i są fajne drewniane stoły. Wydaje mi się, że śpiewanie to dar, który dostałam od Boga i On sobie chyba jednak zarezerwował ten dar, żebym śpiewała dla Niego…

Kim jest dla Ciebie Jezus po tych czterech latach? Czy Jego obraz zmienił się w Tobie?

Może raczej dopełnił. Dzisiaj widzę Jezusa jako prawdziwe wybawienie, samo miłosierdzie. Kiedyś bardziej widziałam w nim sędziego, nauczyciela, który daje klapsa po łapkach. A dziś jest jedynym pewnikiem, jaki mam w życiu, Kimś, kto na pewno nigdy się nie zmieni. Nawet jeżeli zostawią mnie przyjaciele, On nigdy mnie nie zostawi, choćbym nie wiem co zrobiła i choćby nie wiem co mi się przytrafiło. Piosenkę „Serce Jezusa” napisałam patrząc na obraz Jezusa miłosiernego. Tak mi się właśnie kojarzy Jezus. My ciągle patrzymy na Boga przez pryzmat tego, co robimy i co ktoś nam robi. A prawda jest zupełnie inna: On jest samą miłością.

fot. archiwum redakcji