
Listopad jest miesiącem coraz krótszych dni i posępnego nieba, po którym przesuwają się ciężkie, nadęte jak indyk obłoki. W przednich szybach autokaru oglądanych zza pleców kierowcy jak na panoramicznym ekranie przesuwają się szybko połacie brązowej ziemi i szarych nagich drzew. Chłodne słońce przegląda się w lustrach mokrego asfaltu. W szalonym tempie pędzimy w dal… To już nawet nie dziesiątki, a tysiące kilometrów. Im bardziej ścigamy przyszłość, tym natarczywiej dopadają nas wspomnienia przeszłości. Obrazy wspólnie przeżytych chwil mieszają się z prozą teraźniejszości. Ze środka autokaru dobiega głośne chrapanie perkusisty, gitarzyści elektryczni wcinają chrupki, a ulokowana z tyłu sekcja dęta rozpaczliwymi gestami daje znaki, że „chce wycieczka do laseczka”. Zatrzymujemy się na sto czternastej już stacji benzynowej, gdzie załatwiane są wszelkie potrzeby, pijemy szybkie espresso, wymieniamy uwagi o najskuteczniejszych metodach leczenia kataru i opowiadamy najnowsze dowcipy. Plastikowe ściany snack-barów pękają od wybuchów śmiechu. Niby kolejna znana nam podróż, a tak inna od wszystkich. Wokół te same twarze, a tak naprawdę – zupełnie inne. Pogodne, lecz dotknięte dorosłym już życiem, trudno uwierzyć – dziesięć lat starsze.
o. ANDRZEJ BUJNOWSKI OP
Tak mogłaby się zacząć relacja z trasy koncertowej po Polsce, jaką chór Deus Meus odbył dwa lata temu w dziesięciolecie swego istnienia, podróży pełnej modlitwy i przygód, spotkań z ciekawymi ludźmi, gwałtownych zmian pogody (burze śnieżne i ich skutki: korki na drogach), nieoczekiwanych zwrotów akcji (odwołany np. w ostatniej chwili koncert w Krakowie!) i typowych dla jesieni kłopotów chórzystów z gardłem. Nie o trasie jednak chcę tu mówić, ale o samej nowej płycie zespołu, która niedawno się ukazała.
Koncerty w listopadzie 2004 (Szczecin, Kalisz, Bolesławiec, Gdynia, Poznań, Lublin, Warszawa, Chorzów) były rodzajem podsumowania działań grupy w ostatnich latach. Przez dziesięć dni bycia razem śpiewaliśmy i mówiliśmy ludziom o Bogu, dziękując zarazem Duchowi Świętemu za to, że kiedyś pomógł nam się spotkać i przeżyć razem (w blisko pięćdziesięcioosobowej ekipie – licząc wszystkich, którzy się przez Deus Meus przewinęli) tę wspaniałą dekadę.
Już przed podróżą podjęliśmy decyzję, by rejestrować koncerty, a z nagrań skompilować materiał na nową płytę. Dźwiękową dokumentacją trasy zajął się znakomity akustyk (zarazem jej realizator dźwięku) – Andrzej Zieliński z Częstochowy. Wiele osób pyta nas ostatnio o wcześniejsze płyty Deusów, których w sprzedaży już nie ma. Nakłady się wyczerpały, a wznawianie tytułów nie jest łatwe. Niektóre (np. „Jahwe”) prawdopodobnie już nigdy nie ujrzą światła dziennego i nie zależy to od nas. Zdajemy sobie sprawę, że na naszych płytach znajduje się wiele pieśni i piosenek, które w latach 90. stały się klasyką repertuaru uwielbieniowego wspólnot modlitewnych w Polsce. Ludzie „wchłonęli” je stosunkowo szybko, ponieważ, co tu ukrywać, były prawdziwie modlitewne i piękne. Ktoś powiedział, że jeśli są piękne piosenki – to trzeba je śpiewać. Naszym głównym pragnieniem jest, by ktoś się tymi piosenkami cieszył i modlił. Dlatego właśnie „wydaliśmy” je jeszcze raz. Są tu, rzecz jasna, te najważniejsze z naszego repertuaru, gdybyśmy chcieli opublikować wszystkie – musiałby powstać kilkupłytowy album. Nie ukrywamy, że krążkiem zatytułowanym „Trasa” chcemy przedłużyć ich żywot. W naszych czasach dziesięć lat to cała wręcz epoka i skoro piosenki te śpiewają nasi rówieśnicy, to może śpiewać je będą i ich dzieci? Niektóre pieśni chwały nie mogą przebrzmieć z sezonem. Nawet wtedy, gdy powstają nowe. Czy tych równie pięknych jest zresztą dużo?
Jak powstawała płyta?
Najpierw odbyło się spotkanie grupy z zarejestrowanym materiałem. Długa i żmudna praca. W uroczym domu w górach na początku wakacji (deszczowy lipiec 2005) spędziliśmy kilka wieczorów na przesłuchiwaniu nagrań z ośmiu koncertów. Trzeba było dokonać wyboru najlepszych wersji poszczególnych piosenek. Wspólna debata nad nimi, także nad naszymi koncertami, ich scenariuszem i tempem, reakcją sali i różnymi szczegółami wiele nas nauczyła, dostrzegliśmy też usterki techniczne i muzyczne występów, które taśma (i twardy dysk) bezlitośnie utrwaliła. Podobne „ćwiczenie” warto byłoby polecić niejednemu zespołowi.
Drugim etapem rodzenia się płyty była obróbka nagrań dokonana przez Marcina Pospieszalskiego i Edwarda Sosulskiego w Studio PSALM w Warszawie. Odtworzenie wybranych piosenek w wersji możliwie najbliższej oryginałowi z ich dwudziestu czterech śladowych zapisów to nie lada wyzwanie. Ten etap trwał najdłużej ze względu na czasochłonność „czyszczenia” i montażu tracków, a pracujący nad nimi byli w tym samym czasie zaangażowani w liczne, nie mniej ważne dla nich projekty. Czekaliśmy cierpliwie i po wielu miesiącach usłyszeliśmy efekt ich pracy. To, co udało się zrobić z nagraniami – zachwyciło nas wszystkich. Instrumenty i wokale brzmiały czysto i dynamicznie, muzyka osiągnęła porywające tempo. Jeszcze raz okazuje się, że wersje koncertowe utworów zawierają zdecydowanie więcej emocji niż studyjne. Wielkie gratulacje należą się tu Marcinowi, który będąc aranżerem piosenek Deus Meus od samych jego początków i w tym przypadku dokonał wielkiego dzieła. Spędził długie godziny przy komputerze, by w przygotowanych miksach pokazać prawdziwe brzmienie grupy. Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że praca nad kolejnymi minutami podobnego materiału jest jak szlifowanie diamentu – wymaga ogromnej precyzji, cierpliwości, umiejętności zobaczenia i usłyszenia w nim tego, co najważniejsze.
Trzeci etap – to szukanie wydawcy i dystrybutora płyty. Andrzej Dubiel, aktualny manager grupy, zainteresował nagraniami ojców paulistów z Warszawy, od lat prowadzących profesjonalną działalność wydawniczą o charakterze ewangelizacyjnym. Ojciec Daniel Łuka stosunkowo szybko podjął decyzję o wydaniu płyty. Jesienią tego roku praca i starania wielu osób zostały zwieńczone satysfakcjonującym zespół owocem. Mamy nadzieję, że jakość nagrań ułatwi nawiązanie odbiorcom „Trasy” w trakcie jej odsłuchiwania szczególnego duchowego połączenia z wykonawcami i pomoże jeszcze raz wspólnie z nimi przeżyć niezapomnianą atmosferę tamtych chwil.

