
Jesteście współobywatelami świętych. (Ef 2, 19)
MARCIN JAKIMOWICZ
Być może zabrzmi to zuchwale, ale czasami dokładnie tak się czuję. Szczególnie, gdy spotykamy się w niedzielny wieczór na modlitwie w naszej małej, słabej wspólnocie. Mam wtedy wrażenie, że nie jesteśmy sami. Niebo jest zamieszkałe. Tuż obok stoją Mała Tereska, Dominik z Jackiem, o. Pio, nasi aniołowie, zmarli z naszych rodzin, którzy widzą Boga twarzą w twarz. I to nie oni włączają się w naszą słabą modlitwę, to my wchodzimy w przestrzeń wielbienia, zaproszeni do nieustannego śpiewu aniołów „Święty, święty, święty”.
Kiedyś w czasie modlitwy pomyślałem: dlaczego w czasie wielbienia wiele osób podnosi ręce do góry? Przymknąłem oczy i wyobraziłem sobie aniołów, którzy stoją przeźroczyści przed Bożym tronem ze wzniesiony mi rękami. Zadziwiony zauważyłem, że naśladują w ten sposób… gest rozpiętego na krzyżu Jezusa!
To On jest kamieniem węgielnym, wyrzuconym poza Miasto Pokoju. Dla nas Jego rozłożone szeroko, zakrwawione ramiona są bramą. Znakiem nowego życia.
