Prawda, reggae i Diego Maradona

fot. archiwum

Polityka w naszym kraju zajmuje bardzo znaczącą powierzchnię naszego życia społecznego. Jest to zauważalne na każdym, nawet małym, lokalnym szczeblu. Ludzie zaczynają przeciwko sobie spiskować w pracy, nie potrafią na ten temat ze sobą rozmawiać na spotkaniach rodzinnych, nie mówiąc już o debatach w telewizji.

Z JARKIEM PACANKIEM z zespołu Etna rozmawia URSZULA JAGIEŁŁO

 

Etna, ośmioosobowy zespół z Malborka już od 1999 roku grający pulsacje rodem z Jamajki. Mają na swoim koncie dwie płyty: „Na Syjon” i „W kierunku słońca”, trzecia na dniach pojawi się na sklepowych półkach. Znani naszym czytelnikom między innymi z płyt dołączanych do RUaH (utwór „Na Syjon”), z koncertów na Song of Songs czy Festiwalu Muzyki Dobrej. Z typowo rootsowych klimatów, łączonych ze ska, zapędzili się po ragge raga i dancehall. Co wyszło z połączenia „miażdżącego miksu nowych rytmów z szacunkiem dla starego dobrego roots i ska”, dowiemy się słuchając „Politycznej ganji”.

Gdzie nagrywaliście nową płytę i kto był odpowiedzialny za realizację?

Materiał został zrealizowany w Pro Studio Radio Olsztyn pod okiem znanego dźwiękowca Ryszarda Szmita. Masteringiem zajęła się ekipa z warszawskiego studia As One, tj. Jarek „Smok” Smak oraz Mario „Dziura” Dziurex. Wszystkie pozostałe historie związane z mixem i produkcją wziąłem tym razem na swoje barki.

Czy porównując „Polityczną ganje” z Waszymi poprzednimi płytami jesteście bardziej zadowoleni z jej nagrania i produkcji?

Można by było rzec – patrz punkt pierwszy. Wcześniejsze produkcje do końca nas nie zadowalały. Może dlatego, że ludzie, którzy się tym trudnili, pomimo swojego doświadczenia i umiejętności nie siedzieli głęboko w klimacie tej właśnie muzyki. Z perspektywy ośmiu lat działalności zespołu myślę, że to bardzo istotne.

Jak udaje się Wam zbierać cały ośmioosobowy skład, który podobno jest trochę w rozjazdach, by systematycznie pracować?

Gdybyśmy się nie borykali z problemami typu terminy w studio nagrań, trudności logistyczne, wydawnicze oraz parę mniejszych z pewnością nowa płyta wychodziłaby co najmniej co dwa lata. Materiał, o którym mówimy, był praktycznie gotowy w czerwcu 2006. Ale cóż. Żyjemy w takich a nie innych warunkach i musimy sobie jakoś radzić.

Czy są jakieś zmiany stylu Etny słyszalne na nowej płycie?

Myślę, że tak. Muzyka jest bardziej dynamiczna i ekspresyjna, nagrana w szybszym tempie. Od biegu po szybki krok po mieście. Teksty bardziej przemyślane i prowokujące. Często zmuszające do refleksji nad swoim podwórkiem. Podejmują tematy z nieco innej sfery naszego życia, którymi żyliśmy w ciągu tych trzech ostatnich lat.

Skąd pomysł na tytuł płyty?

Polityka w naszym kraju zajmuje bardzo znaczącą powierzchnię naszego (w sensie ogólnym) życia społecznego. Jest to zauważalne na każdym, nawet małym, lokalnym szczeblu. W ciągu ostatnich lat można zaobserwować olbrzymie podziały z tym związane. Ludzie zaczynają przeciwko sobie spiskować w pracy, nie potrafią na ten temat ze sobą rozmawiać na spotkaniach rodzinnych, nie mówiąc już o debatach w telewizji. Jeden pan lub pani nie słucha argumentów drugiej strony, próbując zniszczyć za wszelką cenę drugiego. A politycy zacierają ręce nie schodząc z pierwszych stron gazet. Spacerują od jednego studia telewizyjnego do drugiego, niczym gwiazdy kina (niestety nie niemego) i upajają się tym niczym narkotykiem. A biedni ludzie to kupują. My protestujemy. Stąd właśnie tytuł „Polityczna ganja”.

Czy nie baliście się wchodzić na grząski teren polityki?

Gdybyśmy mieszkali na wschodzie, to pewnie dostalibyśmy ostrzeżenie w postaci stłuczenia wszystkich palców lewej ręki. A może język włożono by nam do piekarnika. Całkiem możliwe. Na razie mamy się dobrze i nie zamierzamy rezygnować z drogi, którą sobie wybraliśmy. Nie faworyzujemy też żadnej z opcji politycznych. Jeśli ktoś czuje się urażony, to znaczy, że ma coś za skórą. Ponadto polityka jest tylko jednym z tematów tej płyty.

Piłka nożna i… reggae?

Piłka nożna była i do dziś pozostała moją wielką miłością. Po mistrzostwach świata w Hiszpanii w 1982 roku byłem, jako dziecko, zafascynowany postacią Argentyńczyka Diego Armando Maradony (na płycie usłyszycie jego głos). Całe moje dzieciństwo i młodość to była piłka. Graliśmy wszędzie i czym się dało. Jeśli nie było piłek, graliśmy puszkami, a nawet małymi kamieniami. Piękne lata. Nie było Internetu, a gry komputerowe dopiero wchodziły na rynek, więc przegrywały w konfrontacji ze sportem. Na boisku liczyło się zgranie i przyjaźń braterska. Tego doświadczyłem. A później przyszła muzyka i trochę namieszała.