Smok na głęboką wodę

Dorota Zaziąbło fot. ks. Mirek Wądrzyk

Na temat związków jazzu i chrześcijaństwa wiele już zostało powiedziane, jeszcze więcej dowodów dostarcza sama muzyka. Nie będę przytaczać wszystkich przykładów, gdzie muzycy jazzowi jawnie sięgają po Pismo Święte, pieśni religijne lub po prostu nie wstydzą się wyznawać Imienia Jezus otwarcie. Ten z pewnością jest jednym z nich.

KATARZYNA CUDZICH

 

Płyta „Jej serce…” ma szczególny wydźwięk. Można powiedzieć, że następuje tu swego rodzaju skok na głęboką wodę – doświadczenie i przygotowanie muzyczne są wyczuwalne już w pierwszych taktach, ponadto pełny profesjonalizm wykonawczy i aranżacyjny. Talent Doroty Zaziąbło – pianistki i absolwentki Akademii Jazzu i Muzyki Rozrywkowej w Katowicach – trudno podważyć, i chyba niewielu by śmiało (mówię tu nie tylko o zdolnościach technicznych, ale i czysto muzycznych). Do współpracy zaprosiła ona perkusistę Witka Wilka, który w dużym stopniu przyczynił się do powstania płyty, a także wiolonczelistkę, Karolinę Styczeń-Dmochowską.

Dlaczego zamiast płyty sensu stricto jazzowej, zawierającej standardy i własne kompozycje, nagrywają tę, umieszczając na niej pieśni Maryjne?

Decyzja o tym, aby muzyka była narzędziem modlitwy i ewangelizacji, pojawiła się stosunkowo niedawno – tłumaczy Dorota – Wtedy narodził się też pomysł zrobienia czegoś dla Pana Boga, a konkretnie – płyty, będącej podziękowaniem za to, że On wszedł w moje życie i dał mi talenty, którymi mogę Go teraz uwielbiać.

Opowiada także, jak Bóg przyciągnął ją do siebie:

Nie wtargnął na siłę, ale przyszedł bardzo subtelnie, z gracją. Stawiał na mojej drodze pewne osoby, na przykład Witka Wilka, które mnie do Niego przybliżały, a ja sobie tak tylko patrzyłam i stałam z boku. Stopniowo zaczęłam dostrzegać, że On oferuje coś więcej niż świat, przełom nastąpił w momencie śmierci mojego dziadka. Wtedy coraz bardziej zaczęłam się otwierać na Jego działanie.

Płyta składa się z siedmiu tradycyjnych pieśni maryjnych, w tym także „Ave Maria” (na podstawie „Preludium C-dur” J. S. Bacha) i „Bogurodzicy”. Wspólnym mianownikiem jest z pewnością tematyka, a także niecodzienne opracowanie. Jazz to muzyka usytuowana na pograniczu muzyki poważnej i rozrywkowej: z jednej strony operuje środkami zaczerpniętymi z klasyki, a z drugiej wprowadza zupełnie nowe techniki i style. Ważnym elementem jest improwizacja, jednak obowiązują również pewne ramy i konwencje – utwory są aranżowane w oparciu o różnego rodzaju skale: pentatoniczną, bluesową, cygańską, a także o tzw. time. Słuchając płyty „Jej serce” można dojść do przekonania, że tak naprawdę daleko jej do obszarów reprezentowanych przez wspomniany rodzaj muzyki. I tutaj zaczynają się schody: trudno zakwalifikować ją do jakiegoś nurtu jazzowego, wielu odbiorców skojarzy ją jednak z jazzem! Co ciekawe sama artystka odnajduje się bardziej w tej pierwszej grupie, stwierdzając:

– Ja bym tego nie nazwała jazzem, raczej muzyką improwizowaną, bardzo mało jest tu, tak naprawdę, elementów jazzowych.

Wydaje się, że jej zdanie w tym względzie trudno podważyć, gdyż ona sama swe korzenie wiąże z mocnym nurtem jazzowym:

– Gram przede wszystkim standardy, a zwłaszcza fascynuje mnie jazz awangardowy. Ta płyta była dla mnie zaskoczeniem, nie przypuszczałam, że pójdzie w ogóle w tę stronę, bo ja za taką muzyką nie przepadam!!!

W moim odczuciu, nasuwają się w niej pewne związki z projektem „Jm Trio” Joachima Mencla. Sama pianistka odnajduje w swej sztuce podobieństwa z muzyką Jana Garbarka czy Leszka Możdżera, aczkolwiek indywidualnie się z nimi nie identyfikuje. Przyznaje też, że ten projekt stał się dla niej w pewnym sensie rodzajem odskoczni. Tym bardziej widać, że na płycie „Duch wieje kędy chce” i nieustannie nas zaskakuje.

Aura krążka z pewnością może być kojarzona z muzyką jazzową. Wszystko jest płynne, istnieje w przestrzeni wolności, brak tu jednoznaczności i dopowiedzenia, a granice są po to, by je przekraczać, by wnosić coś od siebie i przekazywać jak najwięcej z własnego wnętrza. Autentyczność z pewnością stanowi jedną z cech jazzu, znajdziemy ją też na płycie „Jej serce”. Nie ma tu mowy o szufladkach, o rutynie – każdy dźwięk wnosi coś nowego i bardzo wiele komunikuje. Jak w grze tradycyjnego trio, prezentowany jest odpowiednio zaaranżowany temat, który potem przechodzi w improwizację. Tematy ukształtowane są na sposób jazzowy, widać to w potraktowaniu harmonii, melodyki, rytmiki.
Jednym z elementów różnicujących jest z pewnością fakt, że zaprezentowane pieśni w większości oparte są na skalach modalnych. Oczywiście, jazz także z nich korzysta, jednak łączy je, dodaje coś od siebie. Tutaj są one elementem porządkującym, scalającym, nadającym charakter poszczególnym utworom, a także kierunek rozwijającym się na ich bazie improwizacjom.

Muzyka w dużym stopniu charakteryzuje się atmosferą wyciszenia i spokoju. Nie idzie w stronę awangardowych wariacji, trudnych w odbiorze dla nieprzystosowanego ucha. Brakuje impetu, stanowczości, niejakiej agresji, którą można wyczuć w wielu jazzowych projektach, czy też charakterystycznego balladowego „kołysania”, „odpływania”. Prowadzi bardziej do ciekawych rozwiązań rytmicznych, melodycznych czy harmonicznych, niż do pełnego żaru przekazu muzycznego. Usnąć jednak nam nie daje. Chociaż nie można doszukać się tu wielu eksperymentów, łatwo odczuć ciągłą akcję, przemianę – każdy z muzyków próbuje coś zakomunikować, przekazać. Stąd też płyty można słuchać przez długi czas bez odczuwania znużenia. Brak monotonii, tak zwanego „kościółkowego” grania. Z tej muzyki bije moc i siła, uderza ponadnaturalna głębia. Wyczuwalne jest to, że nie pochodzi ona jedynie z warstwy muzycznej.
Pojawiają się też związki z muzyką klasyczną, chociażby poprzez wprowadzenie instrumentu rzadko wykorzystywanego przez jazzmanów – wiolonczeli. Najczęściej jest ona obecna w muzyce poważnej, tutaj została potraktowana w zupełnie inny sposób:

– Stwierdziłam, że niekoniecznie musi to być projekt przeznaczony na tradycyjne trio jazzowe (piano, bass, perkusja) – wyjaśnia artystka – ale, że można wykorzystać taki instrument, który doda więcej przestrzeni, skrzydeł temu wszystkiemu. Pomyślałam właśnie o wiolonczeli, która może imitować równocześnie i bass, i instrument solowy.

Wspominałam o głębi, którą czuje się w każdym utworze. W tym momencie trudno pominąć aspekt duchowy, którego nie da się oddzielić od tej muzyki. To on scala cały projekt, nadaje mu specyfikę, przenosi w obszary, do których muzyka rzadko sama z siebie może doprowadzić. Wydaje mi się, że wymiar metafizyczny zauważalny jest nawet przez słuchacza, któremu obce może być przesłanie tej płyty. Słyszalna jest oczywiście dokładnie zaplanowana aranżacja, jednak przestrzeń improwizacyjna zdecydowanie przeważa. Tak, jak w jazzie, ale i na charyzmatycznym uwielbieniu. Kiedy przychodzi Duch Święty, odwraca On wszystko do góry nogami i zaskakuje, głównie grających. Czasem uobecnia się delikatnie, „w lekkim powiewie”, i wtedy działa tam, gdzie dano Mu najwięcej miejsca:

– Zaznaczałam po prostu kierunek tych improwizacji, a my na bazie harmonii i elementu technicznego budowaliśmy całokształt. Można powiedzieć, że to była ta tak zwana przestrzeń dla Ducha Świętego – komentuje ze śmiechem – Oczywiście cała praca twórcza naznaczona była Jego Obecnością – bez Jego pomocy ten projekt by nie powstał, a już na pewno nie w tak krótkim czasie. To On też otworzył mnie na taki rodzaj muzyki, z którym nie miałam praktycznie jeszcze do czynienia.

Płyta stanowi podziękowanie Bogu, ale tak naprawdę tytuł i utwory jednoznacznie skierowane są na Maryję.

– Postanowiłam tę płytę zadedykować Matce Bożej – dzieli się Dorota – gdyż dla mnie Ona zawsze wskazuje na Jezusa. Usłyszałam kiedyś, że „Maryja jest bramą Miłosierdzia” i to mnie przekonało. Dla wielu po prostu przyjęcie miłości z rąk Ojca jest o wiele cięższe niż przyjęcie jej z rąk Matki Bożej, tak jest obecnie w moim przypadku, może to jest jakaś granica, którą kiedyś uda mi się pokonać…

Niektórzy mogą nie zrozumieć intencji artystki. Nad polską religijnością ciąży niekiedy przesadne nabożeństwo do Matki Boskiej. Pewnym ryzykiem może być tworzenie płyty w całości jej poświęconej. Zamysł ten spotkał się z konkretnym skutkiem – przynajmniej raz z jego powodu drzwi dla zespołu zostały zamknięte. Wydaje mi się, że sytuacje takie wynikają często z braku świadomości relacji Maryi do Jezusa i jej właściwego znaczenia w życiu duchowym człowieka.

– Dla mnie zawsze była kimś fascynującym, osobą tajemniczą (tak naprawdę niewiele jest wzmianek o niej w Ewangelii), dlatego chciałam się dowiedzieć, jaką odgrywa rolę w moim życiu. Duży wpływ na mój stosunek miał też akt powierzenia mnie Najświętszemu Sercu Maryi przez matkę chrzestną. Jej długotrwałe modlitwy z pewnością przyczyniły się do mojego nawrócenia.

Dorota Zaziąbło sięga na płycie po tradycyjne pieśni maryjne.

– Pewien znajomy ksiądz zaproponował mi, żebym przez jakiś czas zastępowała w kościele organistę – wspomina – Wtedy po raz pierwszy usłyszałam, jak brzmią te pieśni i bardzo mnie to poruszyło. Zachwyciłam się ich prostotą, a zarazem głębią, pomyślałam, że świetnie by było ukazać je ludziom, którzy nie chodzą do kościoła albo nigdy ich nie słyszeli. Odkryć inny ich wymiar, głębię muzyczną i treściową.

I faktycznie, nie są to pioseneczki, które powstały po to, by „zapchać dziurę” w śpiewniku, ale to prawdziwe modlitwy, zbliżające do Ojca. Przyznam, że sama, zanim posłuchałam płyty, myślałam: o Maryi to pewnie będzie ckliwe i infantylne. Bardzo się pomyliłam. Jest tutaj i powaga, i lekkość, i radość, i smutek, a także głębia, sens, refleksja, kontemplacja…

Duże znaczenie dla całości płyty ma fakt, że jest to muzyka czysto instrumentalna, co wnosi dużo wolności w samym odbiorze. Wydaje mi się, że tak właśnie zjawia się Maryja w naszym życiu – subtelnie i delikatnie, ze smakiem i bez nachalności. Jest trochę przeźroczysta, stoi przed nami po to, byśmy mogli dojrzeć poprzez nią Jezusa. Podobnie muzyka: ma prowadzić do Ojca, kierować nasze oczy na Niego, a nie na siłę wciągać w swoje matnie.

Mimo wszystko sama warstwa tekstowa także odgrywa dużą rolę. Nieprzypadkowo na okładce umieszczone są wszystkie teksty – kto chce może się nimi modlić i odkrywać ich nowy sens poprzez niecodzienne opracowanie muzyczne. Tak też to wyglądało w przypadku samej Doroty:

– Dla mnie była to świetna modlitwa. W trakcie grania wyrażałam swoje emocje, oddawałam je Bogu. Wiem o czym jest każda pieśń, jaki jest jej główny sens, dlatego modlę się nimi niekoniecznie poprzez cytowanie słów. Ich wykonywanie było dla mnie sposobem kontemplacji i zbliżenia się do Boga.

Już wkrótce zapraszamy na stronę internetową www.jejserce.pl. W maju odbędzie się kolejna trasa promująca płytę.

WordPress Gallery Plugin