Spektakl z potrzeby serca

fot. Marek Morasiewicz

Wyjmuję z muzyki pewne kolory, rytmy, harmonie, wolne tempa. Cały projekt muzyczny zaczął się od tego, że moja żona, Basia, zaśpiewała mi melodie, których do końca nie byłem świadomy. Znałem „Ludu, mój ludu”. Ale są pewne utwory wielkopostne, których nie kojarzyłem. Poznawszy je obudowałem specjalną aranżacją, ubrałem w kolory, nastrój. I to wszystko jakoś się zamknęło.

Z MACIEJEM NESTOREM z grupy Mertospiritualz rozmawia ANDRZEJ BUJNOWSKI OP

 

Maćku, dwa lata temu założyłeś zespół Metrospiritualz we Wrocławiu. Spektakl „Pasja”, o ile wiem, nie jest jednak dziełem tylko Twojej grupy…

„Pasja” to bardziej mój autorski projekt. Występują w nim koledzy z Metrospiritualz – perkusista, basista (Paweł Ostrowski i Krzysztof Łabaz), ale też muzycy spoza niego. Są tu zaproszeni goście‑przyjaciele, m.in. saksofonista Igor Pietraszewski, mistrz gry na fletach Bartek Bobeł, Artur Dominik – perkusista i lider Chromosomos, świetna wokalistka jazzowa i pop Kasia Mirowska, Adam Rymarz i Martijn Krale z rockowego zespołu Frühstück. Ten ostatni, jak niektórym wiadomo, jest Holendrem mieszkającym w naszym mieście. Zachwycił się polskimi pieśniami religijnymi. Zaśpiewa z nami też znana w Polsce wrocławska sopranistka Olga Ksenicz, specjalizująca się w muzyce barokowej. Wystąpi ponadto i Kameralny Chór Angelus i kwartet smyczkowy prowadzony przez Barbarę Szarejko. Jest ona dyrygentem, ma na koncie wiele koncertów muzyki chóralnej i symfonicznej, kieruje także Kameralnym Chórem Męskim Cantilena.

Skąd wziął się pomysł „Pasji”? O ile wiem, zakiełkował on w Twojej głowie już rok temu?

Nawet wcześniej. Wziął się z potrzeby serca, bo w pewnym momencie dotarło do mnie jak wiele piękna mają w sobie pieśni wielkopostne. Dwa lata temu na koncercie Bartka Jaskota, zaskoczony jego interpretacją „Ludu, mój ludu” pomyślałem, że może warto byłoby coś z tym zrobić… Oczywiście, w innym nieco kierunku, ale postanowiłem połączyć bardzo mocną treść tej pieśni z moją jej interpretacją… Przesłanie pieśni pasyjnych chyba znamy: Bóg postanowił przyjść na świat i ofiarował swe życie za ludzi, cierpiał, zmartwychwstał i ofiarował życie wieczne każdemu, kto chce przyjąć łaskę Zbawienia. Wspomniana potrzeba serca stała się więc celem nadrzędnym. Druga rzecz to ta, by zrealizować jakieś marzenie muzyczne, estetyczne. Żeby zgłębić bardziej obszary muzyki, której w zasadzie nie gram, muzyki etnicznej czy dawnej i połączyć ją z Nowymi Brzmieniami, których jestem fanem. Mam tu na myśli drum’n’bass, nu jazz czy trip-hop. Inspirują mnie dźwięki spod znaku Massive Attack, Goldfrapp czy Portishead, plus także Dead Can Dance. Rzucam tu hasła, ale mimo, że nie wzoruję się na nich, są dla mnie dość ważne. Najważniejsza w tym wszystkim jest, oczywiście, treść, przesłanie, że człowiek nie jest sam na Ziemi. Że jest Bóg, który go bardzo kocha i bardzo chce, by każdy człowiek doszedł do Zbawienia i spędził z Nim wieczność.

Znam Twój zespół, jako ekipę, która gra funk połączony z Nowymi Brzmieniami, a nawet disco lat 70. Jak to możliwe, by ożenić te gatunki z wielkopostnymi pieśniami liturgicznymi?

Rzeczywiście, muzyka Metrospiritualz jest dość wesoła i taneczna. Uważam jednak, że piękno wyraża się także w melodiach poważnych. Trudno pogodzić opis Męki Chrystusa z wesołym charakterem muzyki, próbuję więc sięgnąć po klimaty trip-hopowe, które są dość mroczne, niekiedy przytłaczające… Nie chcę jednak przekazywać klimatów duchowych, które brzmią diabolicznie. Ja wyjmuję z tej muzyki pewne kolory, rytmy, harmonie, wolne tempa. Cały projekt muzyczny zaczął się od tego, że moja żona, Basia, zaśpiewała mi te melodie, których do końca nie byłem świadomy. Znałem „Ludu, mój ludu”. Ale są pewne utwory wielkopostne, których nie za bardzo kojarzyłem. Poznawszy je obudowałem specjalną aranżacją, ubrałem w kolory, nastrój. I to wszystko jakoś się zamknęło…

Wymieniłeś tu po raz drugi imię Twojej żony, scenariusz „Pasji” robiliście razem?

Tak naprawdę, to właśnie ona zapoczątkowała cały pomysł widowiska. Basia poprowadziła go w kierunku pewnej całości. Jest autorką jego scenariusza i reżyserem. Dla mnie to wygodna sytuacja, bo ja mogłem zająć się tworzeniem klimatu dźwiękowego i samym soundtrackiem. Stwierdziliśmy oboje, że multimedia – film, zdjęcia, to potężny środek przekazu, docierający dziś w prosty sposób do wychowanych na teledyskach i do ludzi starszego pokolenia. Obrazy zawsze idą w parze z muzyką. W spektaklu raz ważniejsze są obrazy, raz muzyka, ale tak naprawdę, one się uzupełniają i trudno powiedzieć co dominuje.

Spektakl eksponuje dużą liczbę obrazów, od standardów malarstwa sztalugowego po cytaty z najnowszych znanych filmów o Jezusie. Są także filmy nakręcone specjalnie na potrzeby projektu. Kto jest autorem wyboru takiego materiału ilustracyjnego?

Cała koncepcja należy tu również do Basi. Poza dyrygenturą studiowała ona też historię sztuki. To wynikło więc w jakiś naturalny sposób. Filmy i zdjęcia przygotowali nasi spece od wizualizacji – Robert Maniak i Maciej Zarański. W spektaklu wykorzystujemy takie możliwości, jakie mamy pod ręką. Trip-hop łączymy ze śpiewem klasycznym, Gorzkie Żale z loopami. Znamy się na przykład ze specjalizującą się w śpiewach Baroku Olą Ksenicz, jej wokal wspierają obrazy Tintoretta lub wcześniejsze – późnego włoskiego Renesansu – ukazujące tematykę pasyjną. My niczego nie kalkulowaliśmy. Elementy układanki – obraz, bity, śpiew chóru, naturalnie układają się w pewną całość.

Które pokazy „Pasji” były dotąd dla Was najważniejsze?

Ten premierowy, który miał miejsce rok temu podczas Dni Papieskich we Wrocławiu. Był to szczególny czas wspominania Jana Pawła II. Osoby, które przyszły, były nastawione bardzo kontemplacyjnie i poruszone sytuacją wynikającą z pierwszej rocznicy Jego śmierci. Oczekiwania przeżycia czegoś niecodziennego spotkały się wtedy z naszym pragnieniem podzielenia się tym, co mamy w sercu, z chęcią mówienia ludziom o łasce i odkupieniu. Koncert ten odbył się w Muzeum Architektury, w szczególnym miejscu, bo jest to dawny klasztor bernardynów. Niezwykłą atmosferę tworzyła sala gdzie graliśmy, była ona kiedyś kościołem.

Gdzie zagracie w tym roku?

Tegoroczna premiera odbędzie się 23 marca w kościele św. Elżbiety we Wrocławiu zlokalizowanym w samym sercu miasta przy Rynku. Nieprzypadkowo wybieramy kościoły, chcemy dotrzeć do ludzi, którzy szukają Boga i naszym celem jest ich ewangelizacja. Tych koncertów będzie kilka. Gramy „Pasję” głównie w Wielkim Poście. W ubiegłym roku pokazywaliśmy ją też poza kościołami, np. w Ośrodkach Kultury. Niewątpliwie jednak kościoły, ze względu na wspomnianą atmosferę, to miejsca najlepsze.

Rok temu, gdy oglądałem Wasz spektakl najbardziej zaskoczyły mnie melodie Gorzkich Żalów z loopami w tle, ale też świadectwa osób, które pojawiły się w końcówce spektaklu.

To bardzo konkretne świadectwa osób, które doświadczyły w swym życiu mocy łaski Bożej, były one blisko śmierci, a zostały uzdrowione, weszły w narkomanię, a później się z tego wydostały… Muzyka to jedna rzecz, przy niej świadectwa osób, które dotknął Bóg, to kluczowy element w tym wszystkim.

Życzę zatem, by ten spektakl obejrzał nie tylko Wrocław, ale by zaprosili Was z nim ludzie z innych miast.

Bardzo dziękuję. Na pewno zagramy na Dolnym Śląsku i w Małopolsce.

Więcej na www.pasyjny.com

WordPress Gallery Plugin