Quadragesima. Czas czterdziestodniowej refleksji nad marnością człowieka i miłością Boga. Uwagę skupiają wydarzenia, które miały miejsce 2000 lat temu na ulicach Jerozolimy, a teraz przenoszone są na drogi i place współczesnych miast i wsi, by jeszcze raz pochylić się nad tajemnicą męki, śmierci i zmartwychwstania Syna Człowieczego.
Agnieszka Mazur, Jan Grochocki
Na placu poznańskiego parku Cytadela stoi Dzwon Pokoju, postawiony na pamiątkę pokoju między narodami. Każdego roku, w przeddzień Niedzieli Palmowej to miejsce staje się poznańską Golgotą. Ogromny plac mieści tłumy ludzi, przybywające z różnych zakątków Polski i staje się w całości sceną. Widzowie nie są jedynie biernymi obserwatorami, ale uczestnikami wydarzeń pasyjnych.
Jan: Technicznie spektaklowi można by wiele zarzucić. Dźwięk i muzyka z playbacku. Niestety, dialogi również, co sprawiało, że przedstawieniu brakowało życia, sugestywności. Aktorzy nie bardzo mogli się wykazać grą, musieli bowiem nadążać za nagranymi dialogami. O ile można to wytłumaczyć względami finansowymi, o tyle uważam, że niektórych niedociągnięć można było uniknąć… Chociażby otwór w miejscu serca w ogromnym obrazie Jezusa Miłosiernego, z którego padały na zgromadzony tłum promienie światła – pomysł naprawdę godny podziwu, jednak efekt został zabity przez widok podnoszonego powoli obrazu, z kłującą w oczy dziurą zamiast serca!
Niezrozumiały jest dla mnie czas trwania przedstawienia – 90 minut. Jest to stanowczo za mało, żeby pokazać ostatnie chwile życia Jezusa. Droga krzyżowa odbyła się w formie mniej niż symbolicznej. Całość sprawiała wrażenie jakiegoś skrótu myślowego, streszczenia. A spektakl bardzo dużo by zyskał, gdyby był bardziej szczegółowy. Technicznie nie powala, choć całości nie można odmówić rozmachu.
Agnieszka: Wszystko zaczęło się nim zapadł zmierzch. Była godzina 17.00. Rozpoczęła się msza święta z udziałem widzów i aktorów, którzy przybyli w scenicznych strojach. Po zakończeniu Eucharystii wszyscy udali się na Cytadelę, gdzie czekały już rzesze ludzi, scenografia była gotowa, a czas wskazywał na rozpoczęcie Pasji. Zgromadzeni wsłuchawszy się w słowa Jana Pawła II o Bożej miłości do grzesznego człowieka, odmówili wspólnie koronkę do Miłosierdzia Bożego, po czym nastała cisza. Nic nie mogło jej przerwać – prócz uroczystego wjazdu Galilejczyka do miasta. Witał go tłum okrzykami radości, trzymający w dłoniach gałązki palmowe. Dalej działo się dokładnie tak, jak opisują to Ewangelie…
Jan: Przede wszystkim oglądamy Pasję Chrystusa; stajemy się jej uczestnikami, niemal dosłownie. To że jest to inscenizacja, uświadomił mi dopiero – przebiegający przed oczami – fotograf. Widząc tłum ludzi na scenie (którą było wzgórze) i tłum dookoła, czułem się, jakbym rzeczywiście był wśród ludzi, którzy stali przed pałacem Piłata. W takich momentach całe ciało przechodzą ciarki. Natomiast patrząc na scenę biczowania, aż odruchowo chciałem się wyrwać i przedrzeć przez tłum, aby odepchnąć żołnierzy rzymskich i podnieść Jezusa.
Agnieszka: Zupełnie nic nowego nie ukazało się oczom obserwatorów-uczestników, a jednak wciąż towarzyszyła mi zupełnie świeża refleksja. Misterium Męki Pańskiej to gra. W istocie wydaje się, jakby cały ten ogromny plac, na którym zostali zebrani widzowie i aktorzy, zbudowana scenografia, był jedną, wielką planszą, a na niej toczyła się gra światła, dźwięku i słowa. Nie zwyczajne przedstawienie na deskach teatru, ale coś pomiędzy sztuką teatralną, a modlitwą anonimowych dla siebie ludzi, zjednoczonych w przeżywaniu tajemnicy wiary. AGAPE – jak powiedział papież Benedykt XVI. Przeżycie we wspólnocie. „Bierzcie i jedzcie, to jest ciało moje…” – po tych słowach apostołowie podeszli do tłumu i podali chleb, który prawdopodobnie dotarł do każdego z przebywających na placu.
Jan: Wyłączyłem komórkę. Z nikim nie rozmawiałem. Pr zeżywałem spektakl w ciszy i skupieniu. I kiedy rzeczona scena biczowania mija, ta cisza jest wyjątkowo przejmująca… Pomyślałem: ile to ja dokładam Jezusowi każdego dnia takich uderzeń biczem. I to nie z rozkazu namiestnika rzymskiego, a z własnej woli i wiedząc, że robię to komuś, kto oddał za mnie i za nas wszystkich życie.
Agnieszka: Po pojmaniu w Getsemani, sądzie u Kajfasza i Piłata, biczowaniu i ukoronowaniu cierniem, Jezusa poprowadzono przez tłum i ukrzyżowano po drugiej stronie ogromnej sceny Misterium. W drodze krzyżowej słychać było chóralne „Ludu, mój ludu…”. Tam zerwano z niego szaty, a wszystkich przeszywały słowa pieśni „Crucifixus”, które kilkanaście lat temu stały się fundamentem całego poznańskiego przedsięwzięcia. Mrok ogarnął całą ziemię, grzmoty i błyskawice pochłonęły wszystkie zbędne myśli, bo czas jakby się zatrzymał.
Ciszę przerwał głos. Papież Jan Paweł II przypomniał o spływającej z Golgoty miłości Boga do człowieka. Chociaż nie byliśmy przy grobie w dzień po szabacie, to widowisko pozostawiło wrażenie, które nazwać można chwałą Zmartwychwstałego.
Jan: Twórcom i aktorom udało się pokazać, że ludzie, żyjący razem z Nim, nie wiedzieli, kim Jezus jest naprawdę – poza apostołami i tymi nielicznymi, którzy w Niego uwierzyli. Mieli go za człowieka, takiego jak oni sami, a który pewnego dnia zaczął się ogłaszać królem. Ciekawe – gdyby dzisiaj pojawił się Mesjasz, czy ludzie by go poznali?
Agnieszka: Obraz namalowany przez adeptów ASP w Poznaniu zwieńczył całe przedsięwzięcie. Był swoistym zakończeniem, posiadającym w sobie pełny przekaz idei i myśli, która towarzyszyła tegorocznemu Misterium. Wizerunek nie miał ram, był wielki, a promienie wychodzące z serca Jezusa Miłosiernego obejmowały wszystkich zebranych, każdego człowieka, który jest grzesznym, ale umiłowanym dzieckiem Ojca.
Jan: Na nieboskłonie przez cały spektakl towarzyszył nam naoczny świadek życia Chrystusa. Widział jego cuda, ostatnią wieczerzę. Ten sam księżyc, który świecił nad naszymi głowami, dwa tysiące lat temu świecił nad głową Jezusa, gdy modlił się w Ogrójcu.
Agnieszka: Chciałabym, by każdy z uczestników tego Misterium pozwolił sobie choć na chwilę uciec od swoich myśli, rzucić w zakurzony kąt swoje codzienne obowiązki, zastanowić się czy tam, pod dzwonem na Cytadeli, nie poczuł się gapiem z ulic Jerozolimy? Czy drętwo wpatrywał się w umęczonego Chrystusa, niosącego krzyż?
