Niejednokrotnie trzeba użyć wielu argumentów, by przekonać słuchacza do danej piosenki, zespołu czy muzyki. Zbyt często silimy się na poszukiwanie sposobów dotarcia w gusta ludzi. A przecież to nie twórca ma stać na straży tego, co tworzy. Muzyka serca, przesiąknięta prawdą, obroni się sama.
Z Pawłem Chustakiem, wokalistą Stróżów Poranka, o nowej płycie pt. „Alfa Omega”, rozmawia Agnieszka Mazur
Alfa to początek, więc zacznijmy od okładki, na której widać postać Michała Archanioła.
Z początku wyobrażaliśmy sobie płytę ilustrowaną ikonami Trójcy Świętej i Matki Bożej. To na wstępie jednoznacznie wykluczało Michała Archanioła. Jednak Krzyżyk (Tomek Krzyżaniak – perkusja) ma szczególne nabożeństwo do tej postaci. To na jego prośbę, ściśle według wyobrażeń i wskazówek, artysta-malarz Krzysztof Paradyż wykonał ikonę. Zauroczyła nas do tego stopnia, że postanowiliśmy pozostawić na okładce płyty Tego, który strzeże i czuwa, by zło nas nie ogarnęło.
Trójca Święta i Maryja. Dlaczego?
Mamy szczególne nabożeństwo do Trójcy Świętej i Matki Boga. Ponadto ta płyta, podobnie jak nasze wcześniejsze wydawnictwa, ma mieć charakter ewangelizacyjny. Powinna więc działać nie tylko poprzez teksty i muzykę; również poprzez to, co zawarte jest w jej grafice – obrazy, słowa, dźwięki, sposób ich przekazu.
Wywodzicie się z Salezjańskich Wspólnot Ewangelizacyjnych. Na ile spontaniczność salezjańska miała wpływ na pracę nad płytą?
To kolejna płyta, która w większości powstawała dopiero w studiu. Owszem, istniały wcześniej pewne zarysy i pomysły, ale główna aranżacja utworów, nad którą pracował Krzyżyk, powstawała w czasie nagrań. Spędziliśmy wiele godzin, powoli i cierpliwie dochodząc do końcowego efektu. Niejednokrotnie widziałem Tomka, który pochylał się nad Pismem Świętym w poszukiwaniu natchnienia do utworów – czy to „Infini” czy „.IO.”. Jeśli chodzi o mnie – większość tekstów była już zamknięta, jednak jeszcze w czasie prac nad płytą, poprawiałem ostatnie słowa. To samo dotyczy dźwięków. Większość z nich narodziła się podczas nagrań.
Co takiego ma ta płyta, czego nie mają pozostałe?
Na pewno jest bardziej dojrzała. Ponadto bardziej spójna muzycznie i bogatsza w dźwięki. To owoc zebranych doświadczeń, po trzech latach poszukiwań. Jedno nie uległo zmianie – chęć dzielenia się z innymi własnym doświadczeniem Pana Boga. To pochodzi wyłącznie z potrzeby serca, dlatego muzyka, jaką tworzymy, staje się zarazem „muzyką serca”.
Dźwięki nie zaskakują, są wręcz bardzo podobne do tych granych na poprzednich krążkach…
Nie jest to do końca prawda. Styl Stróżów Poranka został celowo zachowany, choć, jak wspomniałem, pojawiły się rzeczy nowe, zdecydowanie bardziej dojrzałe. Minęło właśnie sześć lat naszej działalności i tyle samo od wydania pierwszej płyty, która była żywiołowa i przesycona spontanicznością. Z czasem wszystko ewoluowało, wskutek czego powstały kolejne płyty. Chcemy się rozwijać, iść do przodu. Krzyżyk zadebiutował jako autor tekstów i samodzielny producent; Mateu sz (saksofon) kładł dźwięki z instrumentów klawiszowych; muzyka zyskała na barwie. Cóż dodać? Niech płyta broni się sama.
Na końcu piosenek dźwięki są urywane, jakby piosenka miała się nie kończyć. Dlaczego?
Nie dotyczy to wszystkich utworów, ale jest coś w tym… Pewne rzeczy trzeba sobie dopowiedzieć samemu. Zamysł był taki, żeby muzyka grała w sercu możliwie najdłużej, ma nie kończyć się w momencie zakończenia utworu. Pozostawiamy przestrzeń słuchaczowi – na modlitwę, rozważanie.
Jak wyglądał dobór słów, zdań, nut, dźwięków?
Wierzymy mocno, że to Duch Święty lał obficie, a my – jego narzędzia, próbowaliśmy teksty spiąć muzycznie, zamknąć w kolejnych nutach tak, by mogło to zabrzmieć. Punktu zapalnego można doszukiwać się w Najwyższej Trójcy, w Miriam, w których pokładamy wiele ufności.
Czy to nie jest trochę bezczelne, że grzesznik zwraca się z żądaniami (!) do osób Boskich per ty?
W księgach Pisma Świętego (np. Psalmów, Jeremiasza, Hioba, Apokalipsie św. Jana) często osoby grzeszne czy doświadczane przez Pana Boga, zwracają się do Ojca wprost. Podobnie dzieje się w naszych utworach, w których opowiadamy o swoim doświadczeniu czy „wyjściu na pustynię”. Zamiast błądzić w kosmosie i owijać w bawełnę, oddajemy Bogu swoje prośby i pragnienia.
A czy Bóg odpowiada?
Nie ma tu prostych odpowiedzi, co nie znaczy, że w ogóle ich nie ma. To momentami trudna płyta – w tym sensie, że dotyka spraw trudnych. Pośród tego wszystkiego jest Bóg, który jest Alfą i Omegą. Jest Bóg, który w swej istocie jest odpowiedzią na wszelkie pytania. To muzyka szczera, oparta na realnych doświadczeniach, którymi pragniemy się dzielić.
Szczególnie ważne są chyba utwory „Ave Miriam” i „Przyjdź”?
To realizacja wewnętrznego pragnienia oddania czci tym szczególnym osobom – Duchowi, za którego sprawą to wszystko się dzieje i Miriam, która bez wątpienia nieustannie czuwa nad moją rodziną, nade mną, nad Stróżami. Z tym wiąże się wiele osobistych przeżyć i świadectw. „Ave Miriam” i „Przyjdź” to próba wyrażenia tej wdzięczności.
„Laudate omnes gentes”. Trochę radośniej, trochę inaczej. Człowiek zwraca się do ludu tak, jakby poszukiwał odpoczynku od marności.
Premiera tej piosenki odbyła się 20 września 2007 roku podczas V Misyjnego Kongresu Młodych w Poznaniu. Utwór oparty na Psalmie 117 powstał na potrzeby tego wydarzenia. I znowu działalność Ducha Świętego! Podczas jednego z koncertów odkryłem, śpiewając te piosenkę po raz kolejny, że zawiera w sobie treści ewangeliczne. Słowa „Uczyń o Panie swoim narzędziem me myśli, słowa i serce” porównuję do gestu krzyża czynionego na czole, ustach i sercu przed odczytaniem perykopy Ewangelii. Przecież to jest to!!! Trzeba dać wyraz temu, że nie ma piosenki bez przypadku.
Omega. Czy wydanie krążka jest dla was zakończeniem pracy nad płytą?
Nie. Wciąż ją poznajemy i odkrywamy na nowo. Zresztą dotyczy to również dwóch poprzednich płyt. Dojrzewamy w tej muzyce. To dla nas wielka radość, że płyta powstała, bo naprawdę piękną sprawą jest, kiedy coś powstaje po wielkich trudach i można się tym podzielić z innymi. Fizycznie zamknęliśmy pracę w studiu, podsumowując przez to pewien etap naszego życia. Płyta została wydana, a jej muzyka ciągle się w nas tworzy i zaskakuje – czy to z kolejnym koncertem, czy z chwilą uruchomienia odtwarzacza CD. Tak że to żaden koniec. To dopiero początek.
