
Telewizja Polska w Programie 1, w poniedziałek 26 lutego, przedstawiła spektakl „Góra Góry” Marka Millera i Piotra Wojciechowskiego w reżyserii Pawła Woldana. Muzykę do spektaklu napisał Michał Lorenc. W roli ojca Jana Góry wystąpił krakowski aktor Krzysztof Globisz. Towarzyszyli mu Anna Cieślak, Rafał Maćkowiak oraz studenci PWST. Jest to kolejny spektakl Teatru Faktu, tym razem oparty na historii rozgrywającej się współcześnie, a związanej z dominikańskim duszpasterstwem młodych. Opowiada o ludziach, którzy świat swych wartości oparli na Bogu.
O spektaklu „Góra Góry” z o. JANEM GÓRĄ OP i KRZYSZTOFEM GLOBISZEM rozmawia URSZULA JAGIEŁŁO
„Góra Góry” – Jamna, piękne miejsce ukryte w Beskidzie Wyspowym. Dom, do którego przyjechać może każdy, nie martwiąc się zapłatą za nocleg. Ludzie, którzy uczą się żyć z Bogiem i ze sobą nawzajem, oraz dominikanin, który nad tym miejscem czuwa. Grupa warszawskich studentów postanowiła zbadać „zjawisko” jakim stała się Jamna. Z rozmów z ojcem Górą, z młodymi z duszpasterstwa, z miejscową ludnością powstała opowieść, a później spektakl. Młoda dziennikarka Monika i operator kamery Witek przyjeżdżają prosto ze „świata”, dla którego ojciec Góra jest szaleńcem i „niebezpiecznym typem”. Planowali demistyfikację wszystkiego co zastaną. Na miejscu zostają wciągnięci do szkoły życia zakonnika – wychowanie przez zmywanie: zacznijcie od zmywania po sobie. Papież mówił: wymagajcie od siebie, nawet gdyby nikt od was niczego nie wymagał. Przyjechali nakręcić materiał z tezą, a znaleźli drogę nowych poszukiwań. Zaczynają zadawać sobie pytania, szukać prawdziwej miłości i siebie nawzajem.
ROZMOWA Z O. JANEM GÓRĄ OP
Na początku chciałam zapytać o Ojca reakcję na spektakl „Góra Góry”. Co Ojciec myśli o grze Krzysztofa Globisza?
Byłem bardzo szczęśliwy i wzruszony. Płakałem. Przede wszystkim dlatego, że mój sposób misji, życia dla Jezusa zainteresował kogoś. Poprzez ten spektakl jego twórcy pomogli mi ewangelizować, głosić Chrystusa. Nie jestem rozkapryszoną panienką, która patrzy w kategoriach, czy coś się podoba, czy nie. To nie jest ten poziom. Sztuka „Góra, Góry” miała na celu pokazanie tej pompy, która mnie napędza, tego, że chcę służyć, sposobu, w jaki chcę żyć.
„Góra Góry”, moim zdaniem, ukazuje Ojca jako pełnego ciepła, prostoty, czułości, a z drugiej jako twardego, nieugiętego realizatora swoich zasad – radykalnego do bólu. Ojciec to nie tylko kierownik duchowy, ale też ekonom. Czy nie bał się Ojciec pokazać takiego wizerunku ludziom, dla których pieniądz w Kościele jest często zgorszeniem?
Przede wszystkim to nie był dokument. To była pewna kreacja aktorska, ale udało się ukazać prawdę o mojej osobowości – reaguję jak człowiek, nie zawsze spokojnie. Tutaj chodzi o duże wartości: o rzeczy Boże, ostateczne. Nie przyrównujemy tego do łyżeczki z cukrem, cukiereczka, jakiejś herbatki, ciasteczek. To zupełnie inna kategoria. A to, że po drodze się pokaleczymy, czy sińców sobie narobimy, to jest inna kwestia. Ale warto, bo walczymy o życie tych młodych ludzi. W przedstawieniu użyto stwierdzeń, że jestem duchowym feudałem, szefem mafii, kierownikiem sekty. Dobrze, że takie zarzuty padły ze sceny, bo w ten sposób ubiegliśmy pytania, które mogły pojawić się u odbiorców i odpowiedzieliśmy na nie w obrębie spektaklu. Jeśli chodzi o ekonomię, to trzeba wyjątkowo dużej naiwności, żeby twierdzić, że nas te rzeczy nie interesują. Każdy, kto pracuje ma prawo do wynagrodzenia. Ja pracuję jak zwierzę juczne. Do upadłego. Nigdy jednak nie przychodzi mi do głowy brać pieniędzy za usługę religijną. Nigdy. Ale jak widzę bogatych ludzi z rękami w kieszeniach, to się ich pytam, czy nie dadzą pieniędzy na dzieła, które podejmujemy, na przykład na wakacje dla młodzieży, z którą jestem.
Podczas jednej ze scen u ojca Góry pojawia się rozdrażnienie, gdy widzi całującą się parę. Jaki jest stosunek Kościoła do pocałunku?
Dziecko! Krótka piłka: seks i współżycie seksualne są czymś dobrym, tak? Stworzone przez Boga. Ale nie jest to zabawa dla dzieci. Pocałunek jest dobry, ale pojawia się pytanie, jaki nadajemy mu sens. Jeżeli ja uściskam te dziewczyny i chłopców z duszpasterstwa, którzy są dla mnie jak dzieci, to wiemy, że to nie jest grzechem, ale transmisją miłości. Ja się nie chowam po krzakach, mogę ich pocałować tutaj i w kościele. I pocałunek ojca, matki, przyjaciela, to jest coś cudownego. Jaki pocałunek jest grzechem? Jeśli jest erotycznie obciążający. Kiedy ktoś mówi: chodź cizia za kiosk i wymienimy oddechy, to nie mówmy, że jest bez winy. Kościół pozytywnie odnosi się do ciała, ale wiemy, że zarówno duch, jak i ciało zostały obciążone przez grzech pierworodny. Umysł – głupotą, wola – złośliwością, uczucia – pazernością posiadania oraz ciało – pożądliwością, po prostu trzeba o tym wiedzieć! Ale Kościół nigdy nie był przeciwko miłości, musiałby potępić małżeństwo.
Nasze pokolenie ma problem z odpowiedzialnością. Szkoła Ojca polega na angażowaniu ludzi w różne prace, m.in. mieszkańców Jamnej. Czy to skutkuje?
To nie jest mój pomysł. Zasadę Módl się i pracuj! wymyślił św. Benedykt i na niej stoi Europa. Kiedy zakładałem Jamną, zastanawiałem się, jak tych młodych mam przyciągnąć, czy mam zgrywać jakiegoś amanta, dobrego wujka? Moim celem jest prowadzenie ich do Boga, do pracy, a kiedy będę im się podlizywać, to oni mnie kopną w d… i nie będę miał swojej tożsamości. Dzisiejsi ludzie nie umieją otworzyć gęby do drugiego, a jak pracują, to im jest łatwiej te gęby otworzyć. Jamną stworzyliśmy pracą i modlitwą, nie siedzeniem.
I widać te efekty w ludziach? Nawet, kiedy oni odchodzą z duszpasterstwa, zakładają rodziny?
Oni wracają. W czasie Sylwestra na Jamnej było 500-600 ludzi. Nasze duszpasterstwo jest wielopokoleniowe, np. Jacek dawno skończył już studia, jest poważnym facetem, ale tacy ludzie są skarbem. Nie muszę mu nic mówić, zna nasze problemy materialne i wie, co ma zrobić, a studenci czasami się nie domyślą.
Dużo ojciec mówi o fascynacji. To przez nią działa Bóg. W tym spektaklu to też było dobrze pokazane: Ojca fascynacja Bogiem, Kościołem, ludźmi, przyrodą. Jak nią zarażać innych?
Urok i fascynacja to są takie walory ludzi, które wzbudzają w nas pragnienia. I one pochodzą od Boga, bo prowadzą do tego, co wykracza ponad przeciętność – do życia w entuzjazmie (z grec. „En Theos”, w Bogu, pijany Bogiem), i to jest niezwykłe. Entuzjazm jest w Ewangelii. To jest Dobra Nowina, która jest zawsze dobra i jest zawsze nowiną. Przynosi świeżość. Nie może zapalać ten, kto sam nie płonie. Człowiek musi się palić, ale później się tak pali, że musi wołać doktora. Te wyższe stany kosztują i ludzie się ich boją. Dlaczego? Bo są ich konsekwencje. Nie ma nic za darmo. Chcąc być z ludźmi, tracę dla nich zdrowie, nie mam głowy, by zadbać o siebie. Ale warto być z ludźmi i warto się dla nich spalać. Artyści też płacą za to najwyższą cenę. I to powinno być w przekazie wiary. Bo z pustego i Salomon nie naleje, jak mawiał nasz wielki mówca, Władysław Gomółka.
ROZMOWA Z KRZYSZTOFEM GLOBISZEM
Jak wyglądały Pańskie przygotowania do odtworzenia roli o. Jana Góry? Czy była to tylko praca ze scenariuszem, czy także spotkania z Ojcem i jego środowiskiem?
Oczywiście pracowałem ze scenariuszem, ale przede wszystkim bazowałem na filmie dokumentalnym Pawła Woldana – twórcy spektaklu „Góra Góry”. Tylko raz miałem okazję porozmawiać z ojcem Janem w jego klasztorze, ale też nie opierałem swej pracy głównie na tym spotkaniu. Nie jest możliwe poznanie kogoś w trakcie jednej rozmowy. Na początku znajomości ludzie ukrywają to co najistotniejsze. Dlatego też analizowałem film dokumentalny i tam znalazłem to, czego szukałem jako aktor, pewne definicje tego konkretnego człowieka. Zrozumiałem, co ojca Górę wzrusza, dotyka, kiedy może się rozpłakać, a kiedy przychodzi moment, że jest gotowy do walki i ma satysfakcję z tego, że ją prowadzi.
Czy zauważa Pan w sobie podobieństwo z ojcem Górą, czy przeciwnie, wcielenie się w jego postać było dla Pana odkrywaniem zupełnie nowych terenów?
Ojciec Góra to nie osoba, ale problem, który on niesie. Nie odgrywam istoty człowieka, ale to, co on przedstawia. To się może rozejść z tym, co robi i jaki jest na co dzień. Nie biorę na siebie tego zadania, by zimitować kogoś. Jeżeli ktoś dostrzega podobieństwo między mną, a Ojcem Górą, to bardzo dobrze, ale mnie w graniu tej roli chodziło o pokazanie tego, że jest taka forma pracy z młodzieżą jak dom w Jamnej czy spotkania w Lednicy, i że istnieje ktoś, kto tę działalność prowadzi w pewnym kierunku, dobrym celu. Jestem absolutnym zwolennikiem tego, co tam się dzieje. Ojciec Jan jest autorytetem, stwarza młodym ludziom świat, i to dobry świat. Pokazuje im postawy, które oni będą wprowadzać do swojego dorosłego życia – w pracy, w towarzystwie. Tak, jak wspomniałem, nie chciałem ojca Góry zagrać, nie podejmowałem się takiego zadania. Niczego nie mogę udawać. Nie jestem ojcem Górą, jego nie da się odtworzyć.
Dla wielu ojciec Góra jest osobą kontrowersyjną: duszpasterz, a zarazem ekonom?
Mnie nie interesują jakieś kontrowersje, które się wokół niego pojawiają, ponieważ uważam, że on jest człowiekiem wyrazistym, a tylko tacy ludzie mają wpływ na świat. W wielu miejscach nie zgadzam się z poglądami Ojca, ale je szanuje, bo jest partnerem do dyskusji. Ojciec musi walczyć o pieniądze na Jamną i Lednicę, a w dzisiejszych czasach to wymaga wielu poświęceń. Postawa Ojca jest dla mnie postawą żołnierza, który za wszelką cenę chce doprowadzić swe plany do końca i robi to w sposób prawidłowy, ale bezwzględny. Jeśli widzi jakąś możliwość zdobycia pieniędzy, to je egzekwuje. To jest kontrowersyjne, ale równocześnie pragmatyczne. Łączy się w pewien sposób z tezą reprezentowaną przez pastora Jamesa (filozof – pragmatysta): to be useful – być, to znaczy być użytecznym. W tym, w moim odczuciu, mieści się to, co robi ojciec Góra.
***
W końcowej scenie Krzysztof Globisz jako ojciec Góra opuszcza rozśpiewaną, tętniącą życiem i problemami izbę, idzie do kaplicy Matki Bożej Niezawodnej Nadziei i modli się… za młodych, których Pan postawił na jego drodze, za świat, za siebie, może i za prawdziwego ojca Górę, który w tym samym momencie spaceruje beztrosko po lesie. Zamiana ról. Jakie owoce wyda spektakl?
Najbliższa emisja spektaklu „Góra Góry” planowana jest w TV Polonia w dniu 24 maja.
Redakcja MM RUaH.pl dziękuje Frondzie oraz Pawłowi Woldanowi za udostępnienie zdjęć Karoliny Woldan.



