Władcy mórz…

fot. archiwum uczestników

Szaleńcy? Sekciarze? Nie. Po prostu śmieciarze. Od 4 rano przez 2 miesiące sprzątają plażę. – Ucz się synku, bo będziesz jak oni – chciałoby się rzec. Ale to studenci i to nie byle jacy. Kraków, Poznań, Gdańsk, Łódź, Warszawa… Więc o co chodzi?

KATARZYNA CUDZICH

 

 

 

 

 

Mieszkają pod Władysławowem, w Łebczu. Wojskowe namioty, drewniana wiata, polowa kuchnia i łazienka – jedyny budynek murowany. Wszystko zrobili sami, by potem znów złożyć i schować na kolejny rok. To miejsce żyje tylko przez dwa miesiące. Są odcięci od świata, spoza obozu praktycznie nikt tam nie ma dostępu. W drugiej połowie miesięcznego turnusu stanowią zarząd dla siebie nawzajem. To wymaga odwagi i pokory. Każdy jest odpowiedzialny za siebie, ale i za całą grupę. Nie ma „przymędzania”. Stawiania na swoim. Przeforsowywania korzystnych dla siebie warunków. Ale nikt też nikogo do niczego nie zmusza. W wolności jest się posłusznym.

Czwarta nad ranem…

Można się poczuć obco wśród ludzi, którzy tyle tygodni żyją razem w tak ścisłej wspólnocie. Dosłownie jak biblijne, chrystusowe ciało. Wszyscy są niezwykle otwarci. I to nie sztucznie czy przesadnie gorliwie. Normalnie. Tak właśnie, że czuję się swobodnie. Jak wśród swoich. Ale to nie klimat typu: wszyscy wszystko razem, żeby było fajnie. Nie każdy z każdym ma zażyłe relacje. Ale razem mogą się modlić, dzielić słowem, uwielbiać Boga i najważniejsze: ewangelizować. Bo to obóz ewangelizacyjny. Sprzątają plażę, żeby zarobić na swoje utrzymanie nad morzem. Zarabiają na swoje utrzymanie, żeby ewangelizować.

Godzina 3.50. Dzwonią budziki. W sierpniu trochę później, bo dzień jest krótszy.

– Cóż za burżujstwo! – śmieją się, gdy pobudka jest o 4.30. Kiedy sprzątam razem z nimi, śmieci nie ma już prawie w ogóle, bo to koniec wakacji. Wcześniej była prawdziwa harówka. Kilkanaście worków można było zebrać w jednym miejscu!

– Jak wy to robicie? Nie widać po was zmęczenia – dziwimy się. Odpowiadają, że to stało się po prostu naturalne. Może wdarła się rutyna? Przyzwyczajenie? Ale nie znużenie i zniechęcenie. Wszyscy są pełni entuzjazmu. „Pytasz skąd ja mam ten entuzjazm?” – śpiewają. I zarażają nim innych: Ula po nieprzespanej nocy dołącza do grupy. Nie sprzątając, dużo się traci.

– Czasem ludzie się z nas śmieją, wytykają palcami – dzieli się Magda. – Na początku to trochę bolało, że traktują mnie jak nieuka. Ale kiedy przypominam sobie, że Jezus jest ze mną i robię to dla Niego, wtedy wszystko odchodzi. Teraz cieszę się z tego, że mogę sprzątać śmieci dla Jezusa! To jest cudowne!

Takie świadectwo mówi więcej niż tysiąc słów. Kiedy patrzę na ich radość, zapał, widzę, że Jezus realnie jest obecny w ich życiu.

Znowu modlitwa?

– Panie Jezu oddajemy Ci czas tego sprzątania, abyśmy prawdziwie robili to dla Ciebie. Dziękujemy Ci za to, że Ty jesteś z nami – modlą się przed wyjściem na plażę.

Modlitwa. To bardzo ważny aspekt. Przed jedzeniem, przed wyjściem na ewangelizację, przed nauczaniem, w trakcie, po… Po obiedzie czas skupienia, a co wieczór uwielbienie.

22.00. Reda 50 km od naszych namiotów. – Nie możemy po Was przyjechać, ale się za Was modlimy – piszą nam w sms-ie. Wybuchamy śmiechem. Nie, żebyśmy nie wierzyły, ale… w tym kontekście brzmi to dość zabawnie. Czeka nas kolejna godzina na dworcu, a z Władysławowa i tak nie mamy jak dostać się do Łebcza. Nikomu nie przychodzi do głowy, żeby modlić się o podstawienie autobusu zamiast pociągu. A kierowca z dobrego serca podwozi nas pod sam dom…

Akcja!

– Dzień dobry, czy widzieli Państwo nasz program? – tak rozpoczyna się ewangelizacja. To trochę asekuracyjne podejście. A gdzie: „Bóg Cię kocha”, „Jezus umarł za Ciebie na krzyżu”? Zaczyna się niewinnie. Sam program też: mnóstwo zabaw, konkursów, nagród, atrakcji. – Ludzie na plaży się nudzą, to ich przyciąga.

Po godzinnej „akcji” zostaje przedstawiona pantomima. Jednoznaczna w swoim przekazie: człowiek jest zawsze za bardzo za-pracowany, by zwrócić uwagę na Jezusa. Ale nie zdaje sobie sprawy, że w pewnym momencie jest już po prostu za-późno…

– O czym według Państwa była ta scenka? O zabieganiu współczesnego człowieka. Czego człowiek najbardziej boi się w dzisiejszym świecie? Śmierci. Gdzie szuka rozwiązania i co nim może być? W TV. Nie ma rozwiązania. Chcemy jednak Wam powiedzieć, że rozwiązanie jest…

Przeczytanie książeczki „Cztery prawa duchowego życia” zajmuje ok. pięciu minut. Jest ona stworzona w celach ewangelizacyjnych, oparta w całości na Biblii. Korzysta z niej wiele wspólnot zarówno katolickich, jak i protestanckich. Na samym końcu znajduje się modlitwa o przyjęcie Jezusa jako swego Pana.

– Ilu ludzi pomodliło się nią na plaży? – pytam. – Średnio na każdą parę „przypadała” przynajmniej jedna modlitwa w ciągu „akcji”. Ktoś mógłby zarzucić, że co to za modlitwa wypowiedziana w bikini z piwem w ręku. Z jednej strony może mieć rację. Ale z drugiej, Bóg działa zawsze i wszędzie. Nie ma względu na osoby i sytuacje. Nic to dla Niego, aby ktoś nawrócił się na plaży.

– Od początku miałem przekonanie, żeby podejść do tej pary – dzieli się Majk. – Już na samym wstępie powiedzieli, że się spieszą, ale byli chętni do rozmowy. Po dłuższej chwili przyszła kolej na sprawy kontrowersyjne…

– Masz laskę? – chłopak spytał Tomka. – Narzeczoną – potwierdził (to nie jedyna taka para wśród władkowiczów!). – No i co, wy nie ten teges? – Tomek zaprzeczył. – Człowieku! Ty jakiś nawiedzony jesteś! – zdziwił się. Ale patrzył z szacunkiem. I do końca tak już z nami rozmawiał. – Podziwiam Was. Wy naprawdę wierzycie w to, co mówicie, więc to musi mieć sens.

Pokorni odziedziczą ziemię

Ruch Nowego Życia to organizacja ewangelizacyjna zrzeszająca katolików i protestantów. Międzywyznaniowa. Jak to się przekłada w praktyce? Pojawiają się problemy, kiedy ludzie nie chcą rozmawiać z protestantami – taka jest świadomość chrześcijan w Polsce. Jednak więcej jest tych pozytywnych stron, kiedy protestant razem z katolikiem modli się i ewangelizuje. Kiedy nie próbuje na siłę uzasadnić swoich racji i przeforsować swych poglądów. Jezus Chrystus jest jeden. Wszyscy w Niego wierzymy i dlatego w jedności możemy przed Nim stawać, nie wywyższając się ponad siebie. Pokory wymaga też złożenie świadectwa przed grupą swoich znajomych, czy nawet zgromadzonych ludzi na plaży po filmie „Jezus”. Masturbacja. Sekta. Nienawiść w domu. To wszystko spotyka nas na co dzień, ale mało kto o tym mówi. Jednak, kiedy Jezus leczy te rany, wtedy daje też odwagę, by móc się tym dzielić.

Może kiedyś…

Ewangelizacja prowadzona jest naprawdę na wysokim poziomie. Z klasą. Ludzie się nie zniechęcają. Przychodzą i patrzą z zaciekawieniem. Pytają. Obserwują. Mnie to przekonało. Nie ma indoktrynacji na siłę. Nie ma też infantylizacji. Człowiek jest dorosły, chce też, aby tak go traktować. Wystarczy, że uzna się go za równego, do tego też potrzeba pokory. Ale jak tu jej nie mieć, kiedy codziennie o świcie robi się za śmieciarza? Można ten obóz potraktować czysto rekreacyjnie. I z pewnością wielu z tą intencją na niego jedzie. Nie zawsze zmieniają nastawienie. Ale najczęściej tak. Czasem wyjeżdżają wcześniej. Może nie są jeszcze gotowi na radykalizm w pójściu za Chrystusem? Albo może im się tak wydaje. Wielu ludzi na plaży odpowiada, że Jezus nie jest w ich życiu na pierwszym miejscu. Ale czy chcą to zmienić? Owszem, chcieliby, ale… nie zmieniają.

Podyskutuj z autorem:
katarzyna.cudzich@ruah.pl

WordPress Gallery Plugin