U2 walczy o równość nie dla homoseksualistów, ale dla dzieci. Nie dla transwestytów, ale dla wyznawców innych religii (COEXIST). Ten koncert wskazuje na Boga. Chociaż to na Bono zwrócone są oczy wszystkich.
Katarzyna Cudzich
Literacka analogia
Kto decyduje o doborze pozycji w kanonie literackim? Co to w ogóle jest kanon? Jakie są jego kryteria? Jakie cechy posiadają książki, które do niego należą? Te pytania od wieków stawiają sobie literaturoznawcy, krytycy i sami pisarze. Historia pokazuje, że rzadko kiedy klasyfikujący popełnili błąd. „Odyseję”, „Eneidę”, „Ullisesa” czy „Czarodziejską Górę” trudno teraz uznać za dziełka niskiej klasy, pozbawione wartości. Bez względu na to czy nas nudzą, czy też nie. Nie miejsce to ani czas, by rozważać, dlaczego tak się dzieje. Przywołuję literaturę, by dokonać analogii z muzyką – Schuberta czy Vivaldiego w czasach im współczesnych bynajmniej za geniuszy nie uważano. Dopiero po ich śmierci odkryto ich wielkość – której dziś nikomu nie udałoby się podważyć. Nie wszyscy kochają Schuberta, nie wszyscy kochają Manna, ale wszyscy wiedzą, że są wielcy. Innymi słowy: „Słowacki wielkim poetą był”. Ta parodia Gombrowiczowska z jednej strony demaskuje takie spojrzenie na problem, ale z drugiej niesie w sobie wiele prawdy. Bo: a) faktycznie Słowacki wielki był, b) nierzadko nie jesteśmy w stanie tego w jednym słowie udowodnić. Co takie postawienie sprawy ukazuje? A mianowicie autorytatywność pewnych sądów o sztuce. Tak! O sztuce można powiedzieć, czy jest dobra czy jest zła „po prostu”, z góry, niejako obiektywnie (w kontrze do spojrzenia subiektywnego traktowanego tu jako wielość różnych punktów widzenia). Jeśliby mówić o niej w kontekście wszystkich ujęć, które istnieją, to mielibyśmy do czynienia z jej relatywizacją (która już dawno, nota bene, nastąpiła).
3 x D(a)
Tak więc, Mili Państwo, w myśl zasady programowej, którą właśnie przedstawiłam, stwierdzam, co następuje: U2 wielkim zespołem jest! Nie musiałam udać się do kina na pokaz koncertu w trójwymiarowej przestrzeni, by o tym się przekonać, jednak warto było sobie to odświeżyć. Oj, warto. Nie będę może tu wychwalać techniki 3D, bo nie dla reklamy ten tekst, jednak jeśli ktoś ma wątpliwości, czy to jest niesamowite wrażenie, mogę śmiało powiedzieć, że tak. Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy jeśli był już na jakiejś bajce w kinie 3D, opłaca się pójść jeszcze raz, by zobaczyć koncert U2, mogę śmiało powiedzieć, że tak. Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy w kinie można obejrzeć koncert (bo jak to w ogóle brzmi – obejrzeć koncert! oksymoronicznie co najmniej) i mieć wrażenie, że się w nim uczestniczy, mogę śmiało powiedzieć, że tak (temu odczuciu sprzyja także dźwięk przestrzenny 5.1). Ale więcej twórców filmowych chwalić nie będę. Potwierdzę tylko jeszcze raz: tak, tak, tak. 3 x D(a).
Naprawdę trudno uwierzyć, że zespół nie występuje dla nas na żywo – aż chce się wstać! (mankamentem jest „atmosfera siedząca” sprowadzająca na ziemię – dosłownie i metaforycznie). Choć oczywiście, gdybym faktycznie brała udział w tamtym koncercie w Argentynie (bo tam akcja ma miejsce), z pewnością inaczej bym śpiewała. Tak, tak, fani śpiewają i to bardzo dużo. Ze łzami, z przejęciem i ze wzruszeniem w oczach najczęściej. Bo ten koncert to nie energetyzujące wydarzenie, które porywa do tańca. Owszem, na nogi stawia ale jego splendor, wielkość i mistyczność, a nie dynamika, radość i energia. Z kina wyszłam tak naprawdę smutna – a raczej wzruszona, spokojna i wyciszona. Ten koncert powoduje taki „pozytywny marazm”, „optymistyczną apatię”.
Muzyka plus teatr
Zacznijmy od tego (chociaż bliżej już do końca niż początku), że Bono to showman. Może denerwować! Typowo aktorskie posunięcia, zmiany strojów, miejsc, instrumentów. Powiem szczerze, że generalnie takie zachowanie jest dla mnie oznaką braku profesjonalizmu – ktoś chce pokazać, że gra na większej liczbie instrumentów, niż jest ich na scenie. Zawiązywanie sobie oczu i zapalanie w ten sposób ognia, całowanie (po bratersku, ale jednak) gitarzysty, to nie zachowanie przystające statecznemu wokaliście. Można by tak twierdzić, gdyby wszelkie te chwyty stosował ktoś, kto śpiewać nie umie, i ktoś, kto robi to tylko w celach prowokacyjnych. Takich w świecie wielu i to oni „nadają rytm”, ale Bono się do nich nie upodabnia. On po prostu taki jest. Musi być aktywny, musi działać. Stworzył z koncertu spektakl. Przedstawienie. Może misterium?
Owszem, muzyka mogłaby wystarczyć. Piosenki U2 każdy zna, i choć nie każdy za nimi przepada (mają swoją specyfikę, która je upodabnia do siebie), nie śmiałby podważyć ich genialności (a niechby śmiał!). Zagrane są perfekcyjnie, tak też są skomponowane. Nie ma przypadkowego dźwięku, nawet w improwizacjach (w tej metaforze „nieimprowizowanych improwizacji” podkreślam tylko świadomość muzyczną członków zespołu). Każdy wie, co gra, i wie też, co grają pozostali, a aranżacje muzyczne łączą się z tymi przestrzennymi. Ogólnie ma się wrażenie idealnie zaplanowanej, wielowarstwowej konstrukcji. Może to drażnić – przecież koncert to koncert. Ale mnie nie drażniło – przecież U2 to U2. Stąd sformułowanie „oglądanie koncertu” już nie budzi tak wielkich kontrowersji.
Ekumeniczna opaska
Jednak pomijając pozamuzyczne chwyty, wydarzenie jest spektakularne i z innych powodów. Wszelkie artystyczne „dodatki” w żaden sposób nie kłócą się z muzyką i nie umniejszają jej. Ona wciąż jest w centrum. A wspomniane zabiegi mają tylko podkreślić jej wymiar, jej wielkość i piękno, „u-wydatnić” ją (jakby to Norwid powiedział). Ale, co wiadomo od wieków, sztuka jest wartością służebną. Często instrumentalną. Niezależnie od tego, czy służy li i jedynie przeżyciu artystycznemu, czy jakimś innym, wyższym celom. Ta służy i jednemu, i drugiemu. Wyższym celem jest walka o prawa człowieka. Niby walka o tolerancję, ale ostatnio to sformułowanie kojarzy się zbyt jednoznacznie. U2 walczy o równość nie dla homoseksualistów, ale dla dzieci. Nie dla transwestytów, ale dla wyznawców innych religii (COEXIST). Ten koncert wskazuje na Boga. Chociaż to na Bono zwrócone są oczy wszystkich.
znak COEXIST, zaprojektowany przez Piotra Młodożeńca
więcej o znaku: www.coexistence.art.museum

