Upokorzony

W mojej obronie nikt przy mnie nie stanął, ale mię wszyscy opuścili

Marcin Jakimowicz

Przyjdzie taki czas, że nie będziesz miał w nikim oparcia. I dopiero wtedy spotkasz żywego Boga – opowiadała siostra ze wspólnoty. Bałem się tych słów jak ognia. Na wszelki wypadek klepałem wszystkich po ramieniu, czarowałem ich pochlebstwami. Nie chciałem mieć wrogów. Irytowało mnie, ze co chwila na kartach Biblii czytałem o walce z wrogami. Ja nie chciałem mieć nieprzyjaciół.

Kiedyś czytałem znakomity wywiad z jednym z muzyków jazzowych. Dziennikarz zaczął: Słuchaj, ty jesteś znakomitym kumplem. Potwierdza to wiele osób. Wszyscy cię lubią… A muzyk odparował: Tak, bo ja nie chcę mieć wrogów! Wolę wszystkich klepać po plecach niż powiedzieć prawdę w cztery oczy. I to jest mój największy problem…

Postępowałem podobnie. Przyszedł jednak czas upadku. Cała moja wspólnota zobaczyła moją słabość i grzeszność. Byłem upokorzony, ale jak św. Paweł poczułem, że staje przy mnie anioł Pana. I dopiero wtedy Pan Bóg zaczął działać. Przestałem Mu wreszcie przeszkadzać…