Jesteśmy jak koń trojański

fot. Marcin Jakimowicz

Gramy wszędzie: w klubach, na wielkich festiwalach i na kameralnych koncertach. Nigdy nie mówimy, że jesteśmy grupą chrześcijańską, ale że jesteśmy zespołem Voanerges, który reprezentuje tradycję kulturową, duchową, historyczną naszego kraju. To, co kryje się w środku, jest do odkrycia. Jesteśmy jak koń trojański…

O śpiewaniu z dziadkami, zuzulce i spolice oraz o scenie chrześcijańskiej z VALERYM OGORODNIKIEM rozmawiają URSZULA JAGIEŁŁO i JAN TRĘBACZ

 

 

 

Pod egzotycznie brzmiącą nazwą – Voanerges – ukrywa się grupa pięciu profesjonalnych muzyków z Ukrainy, grających połączenie rocka i folku. Zespół nagrał trzy albumy – „Issues”, „Vertepno” i „Zlata Vrata” i właśnie skończył czwarty – „Matrytsa”. Voanerges jest wielkim odkryciem tegorocznego Festiwalu Song of Songs (oczarowali m.in. takie muzyczne autorytety, jak Grzegorz „Dziki” Wacław, Tomek Budzyński czy Marcin Jakimowicz i kto wie, czy nie wyniknie z tej fascynacji współpraca polsko-ukraińska). Kijowska formacja posiada niesamowity dar grania całym sobą. W ich muzyce i tekstach czuć dobro, a bariery językowe niszczy zarażająca radością aura bijąca od wykonawców.

Jakie są Wasze muzyczne inspiracje?

Nasza muzyką jest fuzją rocka i folku. Muzyka ludowa którą się interesujemy sięga historią aż do XI, XII w., do czasów plemion które wtedy zamieszkiwały tereny obecnej Ukrainy.

Dlaczego wybraliście akurat folk?

Styl naszego zespołu kształtował się przez 8 lat. Poszliśmy w stronę muzyki ludowej, bo ją kochamy. To są nasze korzenie.

Czy znacie ją, bo ktoś z rodziny wykonywał taką muzykę, czy naśladowaliście dawne zespoły z Ukrainy?

Kiedy byliśmy małymi dziećmi, mieliśmy kontakt z tą muzyką. Nasi dziadkowie śpiewali na różnych wiejskich świętach i my ją wchłanialiśmy. Kiedy dorośliśmy, zaczęliśmy słuchać rocka i powstał pomysł, żeby te dwa gatunki połączyć.

Czy wszyscy członkowie zespołu byli chętni do takiego połączenia? Wszyscy lubią i folk i rocka?

Wszyscy, choć jedni mniej a inni więcej, ale to jest naturalne.

Mógłbyś opowiedzieć o Waszych tajemniczych instrumentach ludowych, jakie pojawiły się na koncercie?

Gramy na wielu instrumentach ukraińskich. Mamy zozulkę (rodzaj okaryny), instrument pochodzący z terenów Ukrainy wysuniętych bardziej na zachód, sopilkę (fujarkę), drymbę (drumlę), druchok (trombitę), a także telynkę, która pochodzi z Karpat.

Skąd pochodzą oryginalne stroje, w których występujecie (lniane koszule, wisiorki) i chorągiew, która towarzyszy Wam na koncertach?

To tradycyjne stroje ukraińskie tylko, że nawiązujące do średniowiecza. Współczesny ukraiński strój charakteryzuje się wyszywankami. Nasze stroje ich nie mają, bo wykorzystujemy starszy krój. Natomiast chorągiew zrobił Roman. Namalował tam napis Voanerges po grecku, bo to jest słowo pochodzące z greki, z Biblii (Mk 3,17) oznaczające „synowie gromu”.

Czy mógłbyś coś więcej powiedzieć o Waszych tekstach? O czym śpiewacie?

Nasze utwory są oparte w większości na poezji ukraińskiej. Mamy teksty Tarasa Szewczenko a reszta jest twórczością Romana i moją własną. To jest pewne wyzwanie. Wszystkie teksty posiadają duchowy przekaz. Chcemy powiedzieć ludziom o Bogu, żeby mogli przyjąć Go do serca.

Czy na Ukrainie ludzie chcą słuchać takiej muzyki, która mówi o Bogu?

Muzyka jest uniwersalnym środkiem docierania do serc ludzkich. My staramy się tak połączyć teksty i muzykę, by to przemawiało do ludzi. Czasem gramy nawet w nocnych klubach i jest wiele osób, które czują się dotknięte energią i przekazem naszej muzyki. Kiedy śpiewamy w Polsce, wiemy, że wiele z naszych tekstów jest zrozumiałych, bo jest wiele podobnych fraz w języku ukraińskim i polskim.

Jesteście bardziej popularni na chrześcijańskich czy na świeckich festiwalach?

Raczej na tych drugich. Gramy wszędzie: w klubach, na wielkich festiwalach i na kameralnych koncertach. Nigdy nie mówimy, że jesteśmy grupą chrześcijańską, ale że jesteśmy zespołem Voanerges, który reprezentuje tradycję kulturową, duchową, historyczną naszego kraju. To, co kryje się w środku, jest do odkrycia. Jesteśmy jak koń trojański…

Czy istnieje coś takiego jak scena chrześcijańska na Ukrainie?

U nas odbywa się wiele różnych festiwali, chrześcijańskie też, ale typowo chrześcijańskich imprez muzycznych nie jest wiele. Znamy kilka zespołów chrześcijańskich, np. Holy Blood, mamy też dobre stosunki z innymi grupami niechrześcijańskimi, np. Gajdamaki.

Kiedy graliście koncert, z całych Was emanowała ogromna radość i energia. Widać, że ta muzyka Was porywa. Możesz dać radę młodym zespołom skąd brać taką pasję grania, nawet po wielu, wielu koncertach?

Moja rada jest taka, że trzeba po prostu lubić to co się robi, co się gra. Trzeba być chyba takim trochę zwariowanym na punkcie muzyki i najważniejsze, żeby ona płynęła z Twojego wnętrza, z serca. Ona musi być częścią Ciebie.

Czy mógłbyś powiedzieć o muzyce i zespołach, które lubicie?

Słuchamy fusion, jazz-rock, muzyki klasycznej, rocka. Dokładniej Papa Roach, P.O.D, Extreme, Robert Plant & Jimmy Page, Pat Metheny, Michael Stern, z klasyków: Bach, Hendel, z ukraińskiej muzyki ludowej między innymi: Gajdamaki, Dacha bracha.

Zapraszamy na stronę zespołu: www.voanerges.com

Podyskutuj z autorem:
urszula.jagiello@ruah.pl
jan.trebacz@ruah.pl

WordPress Gallery Plugin