Podążając śladami Ducha

śp. Janusz Kotarba fot. Jan Bujnowski

Zbliżają się dziesiąte urodziny Magazynu Muzycznego RUaH. Z tej okazji postanowiłam przypomnieć Wam starsze numery tego czasopisma. Dla mnie to jak zaproszenie do podróży w czasie. Z Pisma dowiedziałam się, jak zmieniała się droga twórcza moich ulubionych muzyków. Prześledzenie rozwoju RUaH od samego początku aż do teraz przybliżało mnie do tego, czym był on dla środowiska muzyków, dla czytelników i samego zespołu redakcyjnego.

URSZULA JAGIEŁŁO

 

 

 

 

Andrzej Bujnowski: Na naszych oczach wyrasta generacja, która za pomocą jazzu, folku, reggae, bluesa itp. chce mówić o Jezusie i Jego miłości do człowieka (Alleluja!). Ma ona świadomość tego, że do ogromnej rzeszy ludzi nie ma dziś lepszej drogi dotarcia z Ewangelią.

Nowe czasopismo, które trzymasz w ręce, próbuje uporządkować informacje o muzyce przybliżającej Boga zlaicyzowanemu światu. [RUaH nr 0]

RUaH?

Andrzej Bujnowski: Oddajemy w Wasze ręce drugi numer Magazynu Muzycznego, któremu nadaliśmy nazwę RUaH. Co oznacza to słowo? Wzięliśmy je z Biblii, w której Izraelici używają go na określenie Ducha Bożego, Ducha Świętego (grec. Pneuma, łac. Spiritus).

[…] RUaH rozumiany jest też jako tajemnicza obecność, interwencja, a nawet nie dająca się powstrzymać ekspansja, kierująca duchowym życiem człowieka. [RUaH nr 2]

Myślę, że ten Duch, któremu zaufał dziesięć lat temu zespół redakcyjny, towarzyszy nam i dziś. Owoce tej współpracy są na pewno znane wszystkim uczestniczącym w muzycznym (i nie tylko) życiu chrześcijańskim. Ja zobaczyłam to działanie w gazecie. Chciałabym się tym odkryciem podzielić ze wszystkimi, którzy podobnie jak ja nie znają RUaHa od samego początku. Pewnie będzie to też dobre wspomnienie dla „starych wyjadaczy”.

Radykalni

Andrzej Dziewit: „Jeden z moich kumpli pisał, że weszliśmy do Kościoła ze względu na pieniądze, koniunkturalizm. Śmieszny zarzut, bo każdy wie, że u nas te hasła nie są popularne. Prawie nikt nie mówi publicznie pozytywnie o Bogu i Kościele, więc jak można o jakiejś modzie? (Darek Malejonek)” […] Powyższe wypowiedzi pochodzą z książki Marcina Jakimowicza „Radykalni”, która jest wywiadem z czterema mężczyznami. Mężczyźni ci w ten właśnie sposób opowiadają o swoich losach. Tak oto powstała pozycja, która jest zapisem jednego z największych „skandali” obyczajowych Polski lat dziewięćdziesiątych. „Skandali”, w których głównym skandalistą jest Bóg Żywy. [RUaH nr 2]

Od samego początku RUaH towarzyszył głównym twórcom polskiej i zagranicznej sceny, którzy swoją muzyką dawali świadectwo o miłości do Boga, o poszukiwaniach, które do Niego prowadzą, a także o tych, którzy przeżywali nawrócenia. Byli (i są) to ludzie znani w szerokich kręgach, promowani czasami w telewizji i radiu publicznym. Powszechnie uwielbiani polscy rockmani: Budzy, Maleo, Litza; wielu muzyków jazzowych m.in. Andrzej i Robert Cudzich, Marcin Pospieszalski, Mieczysław Szcześniak, a także Leszek Możdżer, Anna Maria Jopek, Antonina Krzysztoń, Michał Lorenc i wielu, wielu innych. Można było na pewno poczytać o nich gdzie indziej, ale mam wrażenie, że dopiero w RUaH mogli oni swobodnie mówić o tym, co dla nich jest ważne. Czytając wywiady czuje się zaufanie, większą głębię rozmowy. Można zobaczyć ich „inną twarz”.

Tomek Budzyński: „Nino Łeno” jest utworem dla mojej córki. Wiesz, jaką najpiękniejszą chwilę przeżyłem w życiu? Opowiem Ci. Urodziła się Nina. Miała już miesiąc i kładliśmy ją spać. A ona przed snem leżała sobie w łóżeczku i robiła sobie tak – Bababara balalabara gaga nananalb kaka nana (śmiech). A ja leżałem obok w łóżku i… przeszły mnie dreszcze. Ciarki na całym ciele. Była to najczystsza modlitwa, jaką w życiu słyszałem. Modlitwa dzieciątka do Boga. A ja słuchałem i mówiłem: „Jezu Chryste, nie ma już niczego piękniejszego! Jaka muzyka, jakie zespoły, jakie koncerty? To śmieszne!”. Dlatego śpiewam: „Kto nie słyszał tej mowy, nie zrozumie nas”. Kto nie słyszał, jak dziecko „gada ze sobą” (a ja czuję, że ono gada z Bogiem), nie będzie wiedział, o czym ja w ogóle śpiewam. Śmiech czysty niczym nieskażony… To była najpiękniejsza muzyka, jaką w życiu słyszałem.

[…] Piosenka „Parowóz numer osiem”. To mój ulubiony kawałek. To już chyba szczyt tęsknoty. Parowozem numer osiem kieruje Jezus Chrystus. Jeździ i szuka po wsiach. Zaprasza mnie, chce mnie zabrać tym parowozem do nieba. Jeździ i błaga: „Wsiadaj, wsiadaj”. A ja uciekam. Ukrywam się po wsiach. A On nadjeżdża i mówi: „Wsiadaj!”. Ja jednak uciekam. [RUaH nr 7]

Joszko Broda: Miałem wujka Węgra, nazywał się Joszko Pek. […] Joszko przybywał do Czerniakowa magicznym Trabantem, z silnikiem Volkswagena, a po dwóch latach wyjeżdżał. Wyjeżdżając, woła: „Joszko! Jedź ze mną na Węgry!”. A ja, brudny od grania w piłkę, wziąłem tylko dwie fujarki, jakieś kieszonkowe, jakieś ubrania i wołam: „Mama, mogę jechać na Węgry?”. A ona na to: „Dobra, a masz paszport? Jedź!”. „A tata gdzie jest?” – pytam. „Przyjdzie, to ja mu powiem”. „To cześć. Przyjadę za dwa tygodnie” (śmiech). Po prostu sobie po tych Węgrzech jeździłem. Wujek potem miał lepsze auto. Poznałem tam wspaniałych ludzi. Kwiat kultury tego kraju. […] I tak całe życie Pan Bóg mnie wrzucał między ludzi, którzy naprawdę coś robili.

[…] Ja się wychowałem w takiej rodzinie, w której Pan Bóg był obecny przy zmywaniu garnków, jak mówiła moja mama. Ja się wychowałem na kolanach księży i jednego biskupa. Moje życie polegało na graniu, jeżdżeniu po świecie, doświadczaniu różnych kultur i spotykaniu wielu ciekawych ludzi. Jesteś małym dzieckiem i grasz, nawiązujesz kontakt z setkami bardzo specyficznych ludzi i od dziecka łapiesz rozeznanie, którzy z nich idą za światem, a którzy idą za Ewangelią. Ja to obserwowałem od dzieciństwa. [RUaH nr 11]

Tomek Budzyński: Cywilizacja i kultura są oparte na strachu, są murem, za którym ukryty jest Raj i Królestwo Boże. Demon trzyma nas w więzieniu. Religia i sztuka są próbami zrobienia dziury w tym murze odgradzającym nas od prawdy, bo pragnieniem ludzkiego serca jest kochać i być kochanym, być wolnym! Chodzi o to, aby ktoś zabrał ten strach… [RUaH nr 30]

RUaH, to także głębokie rozmowy z muzykami zagranicznymi…

Tori Amos: Nikogo nie można okłamywać, a zwłaszcza publiczności i trzeba wyczuwać wibracje, które płyną od ludzi. Każda sala, każdy tłum ludzi ma swój klimat. Oczywiście ludzie łapią błyskawicznie, czy to, co do nich śpiewasz, a w zasadzie, co do nich mówisz, bo chodzi o tekst, jest „o czymś”, czy „o niczym”. Ja chyba nie potrafiłabym nawet śpiewać o niczym. Takie podejście wymusza też pewne ruchy. Często zmieniam program, kolejność utworów, wprowadzam zmiany już w czasie koncertu. I tu przydaje się komfort solowego koncertowania, z zespołem jest to o wiele trudniejsze. Gdy siadam sama za fortepianem, staram się rozpocząć opowieść, przekazać jakąś myśl, czasami przesłanie. […] Nie chcę nikogo zbawiać, ale myślę, że mogę w ludziach budzić niepewność, zastanowienie, mogę sprawiać, że ktoś zastanowi się nad jakimś z aspektów własnego życia. Czas płynie tak szybko, a my zwyczajnie nie mamy czasu na to, aby zastanowić się nad rzeczą nam najbliższą, nad samym sobą. […] Zniewolenie człowieka występuje na tak ukrytych pokładach jego życia, że często sobie tego nie uświadamiamy. Dzisiaj musisz nawet walczyć o ciszę. [RUaH nr 22]

Młode talenty

Dobrą robotę, bez wątpienia, zrobił RUaH dla undergroundu, odkrywając tych, o których dawniej głośno nie było. O wielu grupach, których sława kończyła się w lokalnych środowiskach, wielu przeczytało w dziale „z Archiwum Y”. Świetnym środkiem promocji były jednak przede wszystkim wywiady. Szczere, pełne entuzjazmu, świeżości. Przez numery gazety prowadziły pierwsze kroki Pneumy, Gospel Rain, Good Religion, Anastasis, Full Power Spirit, Ziemi Kanaan, Anti Babylon System i całej rzeszy innych. Myślę, że wdzięczni za to jesteśmy wszyscy na równi, muzycy i czytelnicy.

Z wywiadu z Kubą Podolskim z Triquetry:

To, co mnie urzekło w Twoich tekstach, to nigdzie indziej nie spotykana „teologia przestępcza”. Pełno u Ciebie wyrażeń typu: szaber, włam, kraść. A wszystko to w kontekście Nieba! Skąd Ci przyszło do głowy, żeby w sposób niegodny „dobrego” człowieka traktować rzeczywistość niebieską?

Podol: Dla mnie to nie są tylko wyrażenia, to historia życia… Owszem, jest to „teologia przestępcza” o tyle, o ile zdasz sobie sprawę, że wobec Prawa jesteś przestępcą i gwałtownikiem. Wszyscy zbłądzili! I ja nie mam złudzeń, że właśnie taki jestem. Pan takich wytraci. Jest jednak klucz, jest nadzieja, bo oto Ewangelista Mateusz pisze, że „Królestwo Niebieskie doznaje gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je”. I widzę podobny rodzaj emocji i przeżyć w trakcie mojego nawracania się, jakiego doświadczałem, gdy chodziłem na szaber kraść owoce, na wagary, czy robiłem cokolwiek innego, co można by nazwać „draką”. Tak jakby zrobić coś nielegalnego, coś wbrew „nauce świata”, porwać się na coś, na co inni nie mają odwagi! Zdobywać raj, nawrócić się! Wierzę, że skoro starcza mi odwagi na łobuzerstwo, to mogę zdobyć się na coś więcej, wykorzystując właśnie TĘ odwagę! Paradoksalnie, aby spotkać Pana, chcę wykorzystywać wszystko, choćby najgorszą swoją cechę. [RUaH nr 22]

Z wywiadu z grupą Etna:

Weźmy samą aranżację dęciaków. Gracie tak, jakbyście się urodzili na Jamajce!

Jarek Pacanek: Takie stwierdzenia są bardzo miłe dla uszu, he, he, he. Jednak nasze korzenie sięgają raczej strażackich orkiestr dętych z niestrojącą tubą na przedzie, niż jamajskich bandów. Mój dziadek, na przykład, grał przed wojną w orkiestrze na mandolinie i perkusji, a drugi strugał fujarki z wierzby. Oczywiście, zawsze marzyłem o płycie z dużą ilością instrumentów dętych, które nadają tej muzyce niepowtarzalny charakter i w jakimś stopniu marzenia te się urzeczywistniły. Na koncercie staramy się zadowolić słuchaczy, jednak cała orkiestra Kukli, niestety, nie zmieściłaby się nam do busa. [RUaH nr 27]

Dookoła muzyki i poza nią

Na łamach Magazynu wielokrotnie pojawiały się dyskusje o kształcie muzyki chrześcijan. O tym, czy powinno się używać jakiś specjalnych kategorii. Były to więc panele dyskusyjne, relacje z konferencji. Pojawiały się też wielokrotnie artykuły, w których była mowa o działaniach w innych dziedzinach kultury. O teatrze, sztukach plastycznych, tańcu, literaturze.

Z dyskusji z udziałem profesorów Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Tomka Budzyńskiego, „Rock katolicki – estetyka czy ewangelizacja?”, relacjonuje Barbara Pycel: […] Czy muzykę rockową można nazwać piękną? Czy właściwy jej hałas nie zniszczy znajdującej się w każdym dziele estetyki? Czy i w takim dziele jest miejsce na skupienie, modlitwę? Wśród pytań znalazły się i takie, które wprost sugerowały, że „piękny tekst i charyzmatyczny wykonawca – tu wzrok padł na Tomka – to nie wszystko, że łączenie tekstów biblijnych i hałaśliwej muzyki pozostawia wiele do życzenia i na pewno nie ma nic wspólnego z pięknem”. Jak zatem powiązać pracę współczesnych muzyków rockowych ze zdaniem, które skierował w Liście do Artystów papież, w którym zostali oni nazwani „genialnymi twórcami piękna”? […] Rock nie jest i nie może być estetyczny, taki do posłuchania, odprężenia. Wystarczy posłuchać świadectw nawróconych muzyków, którzy opowiadają o tym, co dzieje się na koncertach. Kapela wchodzi na scenę, a „publiczność” nie może chwycić za coś ciężkiego, więc ciska przekleństwami. W Jezusa, w Ojca Świętego, w muzyków. To nie jest miłe. Czasami na scenę poleci także kamień. Także to niewiele ma wspólnego z estetyką. Fuj! – powie esteta. Nadmie się, obrazi i zejdzie ze sceny? Można i tak, ale jeśli muzycy nie będą mówić, zawołają kamienie. Bóg cię kocha. [RUaH nr 13]

Jan Gembal, kierownik artystyczny grupy teatralnej Mimesis: Wydaje mi się, że pantomima bardzo dobrze nadaje się do ewangelizacji. We wszystkich znanych nam religiach mowa ciała jest ważnym środkiem przekazywania wiary. Jezus Chrystus często zamiast mówić, czynił jakiś znak, by zainspirować swoich słuchaczy do samodzielnego odkrywania prawdy (wystarczy wspomnieć symbol pisania na piasku). W chrześcijańskiej liturgii gesty pełnią nie mniej ważną rolę niż słowa, mowa ciała pełni istotną funkcję w nauczaniu religijnych autorytetów, proroków, świętych.

Należy odróżnić sytuację świadectwa, gdy gest jest wyrazem autentycznego życiowego zaangażowania, od teatralnej gry, gdzie aktor nie musi się identyfikować z odtwarzaną rolą. Obie te sytuacje łączy jednak środek ekspresji, jakim jest mowa ciała w funkcji komunikowania tego, co bardzo trudne do wyrażenia słowami. Pantomima jest sztuką takiej właśnie mowy. [RUaH 14]

Marcin Jakimowicz o książce Davida Pierce’a „Żyjąc w klatce na szczury”: Książka zaczyna się trzęsieniem ziemi, a dalej napięcie tylko narasta. Już w pierwszym rozdziale czytamy o tym, jak prowadzony przez Pierce’a zespół gra ewangelizacyjny koncert w znanym brazylijskim klubie dla… satanistów. [RUaH nr 28]

Jerozolima niebiańska

Piękne jest to, że w RUaH od zawsze widoczne było poszukiwanie pokoju, porozumienia pomiędzy różnymi wyznaniami. Muzyka jest miejscem, gdzie wszyscy możemy się spotkać, gdzie jesteśmy dla siebie nawzajem natchnieniem. Poprzez nią przekazujemy sobie Ducha radości, bez wzajemnych urazów i niezrozumienia.

Robert Friedrich 'Litza: Chyba najciekawsze było to, że (Światowy Dzień Młodych w Paryżu – przyp. red.) to spotkanie z ludźmi różnych narodów. I jakoś mogliśmy rozmawiać ze sobą, rozumieć się, choć ja oczywiście nie znam wszystkich języków świata! Szliśmy z Meksykanami, Brazylijczykami, Chińczykami; wręcz najdalsze krańce ziemi zostały zgromadzone w tamtym miejscu. Śpiewaliśmy pieśń: „Przybywam, by zgromadzić wszystkie narody”. Hej, przecież to w Piśmie Świętym zapowiedziane jest od najdawniejszych wieków! To procentowo jest dla naszych czasów, a jego wypełnienie się widziałem na własne oczy! Bardzo interesującym faktem było to (przypominam sobie teraz to wyraźnie), że w spotkaniu z Papieżem brało udział wielu protestantów, członków innych wyznań, różnych Kościołów. Bardzo budujące wydarzenie! Zobaczyłem, że możliwa jest jedność chrześcijańska. Nigdy nie mogłem sobie wyobrazić, o co chodzi z tą Jerozolimą Niebiańską, z tym Nowym Miastem. Wtedy to był przedsmak tego, co będzie. [RUaH nr 4]

Marcin Jakimowicz o raperze Matisyahu: Dostałem maila. Kumpel napisał mi krótko: chcesz zobaczyć ortodoksyjnego Żyda robiącego stage-diving? Wejdź na stronę www.ormusic.com/ecard/matisyahu – klikam i wchodzę na stronę. Widzę ubranego w tradycyjny strój brodatego faceta w kapeluszu. Zaczyna kołysać pulsujące reggae. Fajne, ale na razie nic mnie nie zaskakuje. Aż do momentu, gdy zaczyna się hip- hopowa opowieść. Słowa padają z prędkością karabinu maszynowego. Piosenka zbliża się do końca. Przy efektownej solówce gitary wokalista zdejmuje kapelusz. Pozostając w jarmułce rozpędza się i skacze ze sceny. Tłum niesie go na rękach. […] Występuje w małych, zadymionych klubach i ogromnych salach. Żywiołowe koncerty przyciągają prawdziwe tłumy. Jest ortodoksyjnym Żydem grającym i śpiewającym reggae. Płyta „Shake off the dust… Arise” czerpie garściami ze stylistyki Jamajki, ale wyrapowane teksty opowiadają o historii Izraela. Oparte są na Słowie Biblii. [RUaH 33]

W piśmie jest miejsce na świadectwa ludzi z różnych wspólnot, mających często całkiem inne formacje. Nie ma między nimi wartościowania, że ta droga jest lepsza, a ta gorsza. Jest po prostu różnorodność.

Dominik z Positive Ferment Sound System o Drodze Neokatechumenalnej: Dziewczyna, która chodziła ze mną do ogólniaka, była na Drodze i zaprosiła mnie na katechezy. Byłem wobec nich trochę sceptyczny, bo przeszedłem już przez Oratorium Salezjańskie, Pustynię Miast, seminaria Odnowy w Duchu Świętym, przeczytałem wiele książek i Pismo Święte. Ale poszedłem. Z Michałem (obecnie Raggabandit Selekta) poszliśmy zobaczyć, co nowego nam powiedzą… No, widocznie coś powiedzieli, bo pojechaliśmy na konwiwencję założycielską. Powiedzieliśmy „tak” i wtedy właśnie usłyszeliśmy tę obietnicę, że Kazanie na Górze spełni się w naszym życiu. Ja byłem wtedy w dosyć mocnym szoku. Dostałem taką lutę, że stwierdziłem, kurcze blade, nic nie stracę! A jeśli się to spełni – będzie super! A teraz Droga idzie i wiadomo, jest sinusoida… [RUaH nr 29]

Andrzej Bujnowski o doświadczeniu grupy Deus Meus na Spotkaniach Muzyków Chrześcijan: Rekolekcje w Ludźmierzu sprowokowały powstanie w ostatnich latach w Polsce wiele zespołów, jak New Life 'M, 2 Tm 2,3 czy Arka Noego. Deus Meus był jednym z nich. […] Grupa, która w zasadzie nie do końca wiedziała, czego można się po tych rekolekcjach spodziewać, w kontakcie z charyzmatykami i animatorami rodzącej się sceny chrześcijańskiej w naszym kraju przeżyła mocny duchowy wstrząs, którego skutki trwają po dziś dzień. […] Pieśni, które przywieźliśmy, poruszyły uczestników Spotkań na tyle, że śpiewając je później w kościele stanowiliśmy niepodzielną całość, bez różnicowania na amatorów i zawodowców, katolików czy protestantów. [RUaH nr 28]

Atmosfera

To, co mnie cieszy najbardziej, to atmosfera, jaka panuje w zespole redakcyjnym. To kolejne świadectwo, że RUaH jest Dziełem Bożym. Samo biuro Wydawnictwa, choć niezbyt duże, ma w sobie masę ciepła (i nie sądzę, żeby to była zasługa kamienicy – starego budownictwa nie postawiłabym na pierwszym miejscu w rankingu ciepłych pomieszczeń). To ciepło odczytuje się w relacji z czytelnikami i w samym zespole. Też poprzez pamięć o tych, którzy są już u Pana.

Marcin Jakimowicz o Januszu Kotarbie: Był jedyną osobą, jaką znam, która doskonale łączyła dwie cechy na pozór nie do pogodzenia: potrafił mocno stać na ziemi i fruwać kilka metrów nad łąkami w Gorcach. Chował do kieszeni kalkulator i wyciągał… gitarę. Świetnie poruszał się po zagmatwanym terenie rachunków i rabatów, a przecież kojarzył się raczej z „apaszką szamotaną wiatrem”, niż z ponurą aparycją głównego księgowego. Ludzie wokół mnie są albo cholernie pragmatyczni i stroniący od poezji jak od ognia, albo fruwający wysoko pod sufitem: nieodróżniający cen brutto od cen netto i niepotrafiący wypisać najprostszego rachunku. Janusz był świetny w każdej z tych dziedzin. [RUaH nr 23]

Joachim Mencel o Andrzeju Cudzichu: Był zawsze w trakcie dynamicznego procesu pracy nad sobą samym i wiem absolutnie, że nigdy nie marnował czasu. […] Nawet kiedy Andrzej mieszkał już w dużym mieście – pozostawał człowiekiem gór i lasu… A co do jego młodzieńczych zmagań – przypomina mi się, jak opowiadał, że jako nastolatek przeniósł się do Krakowa, do szkoły, miał dużo problemów związanych z różnymi stancjami, w których wówczas zamieszkiwał. W efekcie był zmuszony je zmieniać niemal jak rękawiczki. W ciągu jednego roku przeprowadził się ponad 20 razy. Śmiał się, że dzięki temu bardzo dobrze poznał Kraków. […] Andrzej był zawsze bardzo odpowiedzialny, gotowy do walki, poważnie traktował swoje życie i sztukę – muzykę i ludzi, z którymi się spotykał. [RUaH 26]

Rafał Paradowski i Ewa Antońska o ks. Grzegorzu Ułamku: Jego nie dało się nie polubić, nie posłuchać (nawet, jeśli to była zażarta krytyka), nie pokochać… Wrażenie, jakie wywierał swoją otwartością i uśmiechem, łamało wszelkie bariery komunikacji między ludźmi. Jedyną przeszkodę w dłuższym porozmawianiu z nim zawsze stanowił nieubłagany czas. Grzesiu był zabiegany, chciał wszystko zrobić i denerwował się, gdy my nie nadążaliśmy za nim. Teraz wiem, że 32 lata życia, które spędził… a może lepiej powiedzieć – wypełnił… swoim poświęceniem, wysiłkiem, oddaniem, przyjaźnią i miłością, są wielkim dziełem. Chociaż miał jeszcze siły, by zdziałać więcej, i pewnie nawet będąc tam na górze nie spocznie. Nie będzie mógł usiedzieć na niebieskich obłokach. Gdy kiedyś usłyszymy dobrą muzykę w powietrzu, to właśnie będzie brzmiał jego koncert z zastępami znakomitych muzyków z góry. [RUaH nr 32]

Wiem, że to, co napisałam, oddaje tylko małą część tego wszystkiego, czym jest, co zawiera w sobie RUaH, tej wielkiej różnorodności muzycznej (od poezji śpiewanej, poprzez gospel, jazz, reggae, hip-hop, muzykę bizantyjską, średniowieczną aż do ciężkiego rocka), wielość informacji. Chwała dla tych, którzy przez te wszystkie lata byli na bieżąco z wynajdywaniem wszystkich newsów, festiwali, za ciekawe recenzje, chwała za artykuły, także i te wykraczające poza teren muzyczny! Tym wszystkim, którzy naprawdę chcą poznać RUaH, mówię: czytajcie!!! Archiwum Wydawnictwa to skarbczyk, który jest do Waszej dyspozycji…

WordPress Gallery Plugin